Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłka nożna na finansowym dopingu, czyli jak Katarczycy przepuszczają setki milionów euro

Transfer Neymara znów zwrócił uwagę na niezwykle katarskie "inwestycje" w piłce nożnej. Inwestycje oczywiście w cudzysłowie, bo z prawdziwym biznesem nie mają one nic wspólnego. Nie chodzi w nich o zysk.

Zanim Katarczycy pojawili się w Paris St.-Germain, francuski klub nie był zaliczany do europejskiej elity ani sportowej, ani finansowej. 48-tysięczny stadion rzadko był zapełniony. Nawet we Francji pod względem przychodów paryżanie plasowali się daleko za Olympique Lyon. W 2011 Katarczycy kupili PSG za 130 mln euro i z miejsca wydali na transfery więcej niż zapłacili za klub. I gdyby nie tzw. finansowej fair play narzucone europejskim klubom przez UEFA w ogóle nie przejmowaliby się, by kolosalne wydatki na piłkarzy równoważyć przychodami.

Jak to działa?

Oficjalnie więc należący do Oryx Qatar Sports Investments Paris St. Germain jest klubem, który ani nie przynosi strat, ani nie ma długów. Wystarczy spojrzeć na analizę finansów klubu np. w Deloitte Money League czy w Forbesie.

Z dnia meczowego francuski klub zarabia - 92,5 mln euro. Dużo mniej niż np. Real Madryt (129 mln) czy Manchester United (137,5 mln). Prawa telewizyjne dają paryżanom 123,1 mln euro. I w tym największe europejskie kluby są o wiele lepsze np.: Manchester United 187,2 mln euro, Barcelona - 202 mln euro. PSG dorównuje natomiast najlepszym, jeśli chodzi o tzw. wpływy komercyjne - 305 mln euro. Więcej notuje tylko Manchester United - 363 mln euro i Bayern Monachium 342 mln euro. Nawet Barcelona (296 mln) i Real (263 mln) zostają w tyle.

Ile płacą katarscy sponsorzy?

Od producenta sprzętu sportowego (Nike) paryżanie dostają 23 mln euro - mniej niż np. Liverpool czy Juventus Turyn. Ogromną większość reklamowych wpływów dają PSG Katarczycy. Głównymi sponsorami są Qatar National Bank i Qatar Turism Authority. Ten ostatni sponsor zapewnia klubowi jedną trzecią budżetu - 175 mln euro rocznie. W zamian za wykorzystanie wizerunku klubu i piłkarzy w celach promocji Kataru jako kraju atrakcyjnego dla turystów. To bardzo hojna umowa, jeśli weźmie się pod uwagę, że  Katar odwiedza rocznie mniej niż 3 mln turystów. Mniej więcej tyle samo, ilu gości z zagranicy ściągnął do siebie Kraków w ubiegłym roku.

Oczywiście i Qatar National Bank i Qatar Turism Authority należą bezpośrednio do władz Kataru.

Według niepotwierdzonych jeszcze informacji transfer Neymara za 222 mln euro też będzie sfinansowany nie przez klub, ale bezpośrednio przez sponsora z Kataru. W ten sposób PSG chce uniknąć kar ze strony UEFA za nieprzestrzeganie finansowego fair play.

Miliard euro strat w pięć lat

Ale wsparcie dla PSG nie kończy się na bezpośrednim pompowaniu w klub pieniędzy. Do Katarczyków należy bowiem również beIN Sport - największa we Francji sportowa telewizja. To wielki dobroczyńca całego francuskiego futbolu. beIN Sport jest właścicielem lub współwłaścicielem praw telewizyjnych do ligi francuskiej i rozgrywek europejskich. Dzięki zaangażowaniu Katarczyków wartość praw do transmisji z ligi francuskiej wzrosła ze 151 mln euro do 203 mln euro za sezon. W ubiegłym sezonie, choć PSG nie obronił tytułu do kasy klubu wpłynęło z tytułu ligowych praw telewizyjnych - 57,9 mln euro dużo więcej niż dostał mistrz kraju - Monaco (41,9 mln).

beIN Sport - jak Paris St. Germain - trudno nazwać przedsięwzięciem biznesowym. W ubiegłym roku właściciele telewizji ujawnili, że w ciągu pierwszych pięciu lat działalności beIN Sport przyniósł straty w wysokości 1,033 miliarda euro! Przy takim wyniku finansowym nawet transfer Neymara nie wygląda na wielkie szaleństwo.

Dlaczego oni to robią?

Nie ulega wątpliwości, że katarskie inwestycje w piłkę nożną nie mają na celu wypracowywania zysku. Bardziej chodzi o pozasportowe cele - wpływy biznesowe i polityczne. Katar oskarżany przez kraje ze swojego regionu o wspieranie terroryzmu przez sport buduje na Zachodzie swój pozytywny wizerunek. Te kilkaset milionów euro, którymi Katarczycy rokrocznie dotują swoje sportowe przedsięwzięcia w Europie, to wydatki, które mają ułatwić życie innemu dziecku emira Tamima bin Hamad Al Thaniego - Qatar Investment Authority - funduszowi, który na całym świecie zarządza majątkiem wartym 335 miliarda dolarów.