Kafelki z PRL-u, wiadro na korytarzu i podróż za jeden uśmiech. Mistrzowskie AS Monaco to organizacyjny spadkowicz

Ze stadionem, którego wnętrza mogłyby odgrywać rolę obiektu Górnika Zabrze. Z wiadrem, do którego przed meczem Ligi Mistrzów kapała przeciekająca z rur woda. I z regułami bezpieczeństwa, których nikt nie przestrzega - AS Monaco, klub reprezentanta Polski Kamila Glika, udowodnił, że organizacyjnie będąc na zapleczu francuskiej ekstraklasy, można nie tylko awansować do półfinału Ligi Mistrzów, ale i podbić Ligue 1.

Gdyby nie fakt, iż z każdej strony słychać było język francuski, a na pomalowanych tanią farbą ścianach porozwieszano tabliczki z logiem Champions League, można byłoby odnieść wrażenie, że półfinałowe starcie AS Monaco z Juventusem w Lidze Mistrzów odbędzie się na starym stadionie Górnika Zabrze. Kameralny obiekt, położony w samym centrum Monako, przy innych francuskich arenach wygląda na relikt minionej epoki. I wyjątkowo nie przystaje do atmosfery księstwa, opływającego w pieniądze, najszybsze samochody i największe jachty, a także drużyny – która nie tylko znalazła się w czwórce najlepszych na Starym Kontynencie, ale nad Sekwaną przełamała ligową dominację PSG i zdobyła mistrzostwo Francji.

Wiadro na ratunek

Korytarz wyłożony żółtawymi kafelkami rodem z PRL-u ciągnął się niemiłosiernie. Idąc nim w ciszy, można było pomyśleć, że to nie dom najlepszego dziś francuskiego klubu, ale jakiś opuszczony kompleks, w którym produkcja zakończyła się dawno temu. Ani kafelki, ani farba, którą na bladoczerwono pomalowano ściany, nie miały wiele wspólnego z tamtejszym pojęciem dobrego smaku. Stade Luis II, czyli stadion Ludwika II, pradziadka obecnego władcy Monako Alberta II, został oddany do użytku w roku 1985. I duch tamtego roku, gdy stanowisko przewodniczącego Rady Państwa objął generał Jaruzelski, a w Luksemburgu parafowano układ z Schengen, wciąż unosi się przy 7 Avenue des Castelans. Nie przepędził go nawet sensacyjny rajd po mistrzostwo Francji.

Paryscy mistrzowie kreski: Henry Pottier, Philippe Godin i Jacques Rechsteiner, autorzy projektu stadionu, mogliby się nieco zawstydzić widząc rozbawienie dziennikarzy, którzy przed półfinałem Ligi Mistrzów mijali niecodzienny system odprowadzania wody cieknącej z jednej z rur umieszczonej w podsufitce. Systemem było „reprezentacyjne” czerwone wiadro, postawione na korytarzu, do którego leniwie kapały kolejne krople. To wszystko pół metra od wejścia do biura prasowego, gdzie reporterzy z całego świata opisywali losy monakijskiego klubu w starciu z Juventusem. Furorę zrobił także zawieszony na ścianie pokoju dla mediów kremowy telefon z tarczą numeryczną, który wciąż działał. Podobnych śladów przeszłości nie brakowało na każdym niemal kroku. Obdrapana winda (jedna z zaledwie dwóch na całym stadionie, z drugiej korzystają VIP-y) również wydawała się pamiętać czasy, gdy w czerwono-białej koszulce szaleli 55-letni dziś Claude Puel i Bruno Bellone.

Stadion ukryty pod ziemią

Miejscowa arena jest siedzibą nie tylko „Książąt”, jak we Francji mawia się na piłkarzy Monaco, ale i niezrzeszonej w żadnej federacji reprezentacji tego kraju. W przeszłości odbywały się tam mecze o Superpuchar Europy, a nawet zawody lekkoatletycznej Diamentowej Ligi. W niewielkim, bo mieszczącym zaledwie 18 tys. kibiców obiekcie (z drugiej strony zmieściłaby się w nim ponad połowa populacji Monako!) nie zawiał jednak wiatr euroodnowy. Zmiany z okresu niedawnych mistrzostw Europy z kilku francuskich stadionów uczyniły futbolowe perły, zostawiając Stade Luis II, który po raz ostatni był remontowany dekadę temu, daleko z tyłu. Oceny zmienić nie może nawet wyjątkowe położenie stadionu, który znajduje się w najbardziej wysuniętej na południe dzielnica kraju, położonej tuż nad Morzem Śródziemnym Fontvieille.

Dawno, dawno temu, tuż obok obecnej lokalizacji, stał oryginalny stadion imienia Ludwika, który jednak został zburzony. Nowa konstrukcja większość swojej powierzchni ma pod ziemią. Dokładnie pod murawą znajdują się m.in. parkingi, co w przeszłości miało wpływać negatywnie na stan murawy. To wyjątkowe dzieło ówczesnej piłkarskiej architektury było autorskim projektem wspomnianych Pottiera, Godina i Rechsteinera.

Podróż za jeden uśmiech

To, co na Stade Luis II zaskakuje, ale i szokuje najbardziej, to brak przestrzegania reguł bezpieczeństwa. I to jakichkolwiek. 19 kwietnia, tuż przed ćwierćfinałowym meczem Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund, komentator Canal+ Tomasz Smokowski opublikował na Twitterze dwa posty: „Dziś na stadionie w Monaco nie skontrolował nas literalnie NIKT! Doszliśmy nie zatrzymywani z ulicy aż na stanowisko. Tydzień po zamachach...” oraz „Mówiąc że idziemy po akredytacje, ale niczego nie pokazując byliśmy m.in. pod szatniami, w centrum prasowym, na trybunach i na murawie...”. Okazało się, że nie był to przypadek incydentalny. Identyczny scenariusz powtórzył się przed spotkaniem LM z Juventusem Turyn. Informując stewardów, że „idę po akredytację”, mając ze sobą małą walizkę, bez kłopotu dostałem się na parking, gdzie stał niestrzeżony autokar Juve. Następnie, już po odebraniu dokumentu, razem z walizką, której zawartości wciąż nikt nie skontrolował („Co tam jest?”, „Komputer i kurtka”, „Aa to OK.”), udałem się pod szatnie i do biura prasowego, a także w okolice loży, w której w trakcie gry zasiadał książę Albert II wraz z księżną Charlene. Dodatkowo, już po meczu, mimo braku adnotacji, iż mam wstęp do mixed zony, czyli strefy mieszanej, gdzie dziennikarze spotkają się z piłkarzami, znalazłem się właśnie w mixed zonie. Wystarczył jeden uśmiech.

Swoboda poruszania się po monakijskim obiekcie była niespodzianką szczególnie, iż we Francji wciąż obowiązuje stan wyjątkowy; po zamachach w Paryżu, w tym na Stade de France; po zamachu w oddalonej o 20 km Nicei, gdzie terrorysta w ciężarówce zabił aż 86 osób. W samej Nicei zresztą na każdym kroku można spotkać dziś uzbrojonych po zęby żandarmów, którzy patrolują ulice, a gdy na stacji kolejowej Gare de Nice-Ville znaleziono pozostawioną torbę, cały dworzec został natychmiast zamknięty i obstawiony przez wojskowe patrole.

W Monako nikt chyba już nie pamięta, że to właśnie na tamtejszym stadionie 13 lat temu miał miejsce jedyny zamach bombowy w historii tego państwa. Dwukilogramowy ładunek został umieszczona między wylotem wentylacyjnym, a kwietnikiem w korytarzu prowadzącym do jednego z wejść na obiekt. Wówczas nikt nie zginął.

Obalone potęgi

Dość skromne, jak na pierwszoligowe standardy, warunki organizacyjne nie przeszkodziły jednak piłkarzom Leonardo Jardima awansować do czwórki najlepszych zespołów Europy i wygrać Ligue1. Mimo problemów z zapleczem klub Kamila Glika był w stanie wyprzedzić chwalące się wspaniałymi stadionami i bazami Paris Saint-Germain, Olympique Marsylia i Olympique Lyon. Kończący się sezon to dla sympatyków ASM pasmo kolejnych radości. A jednak wizyta w domu AS Monaco robiła momentami przygnębiające wrażenie i kazała zastanowić się, co stanie się, gdy margines błędu nie wystarczy. Właściciel klubu Dymitr Rybołowlew od jakiegoś czasu spiera się z księciem Albertem, bezskutecznie namawiając go na modernizację klubowego ośrodka i stadionu. Może uda się po mistrzostwie? Lepszego momentu może nie być.

Zobacz wideo
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.