Sylwetka Jean-Pierre'a Bernesa. Agent numer 1

Był skazany za korupcję, siedział w więzieniu, leczył się psychiatrycznie, dziś przeprowadza najważniejsze transfery we francuskim futbolu.

Masz dla nas temat? Propozycję? Zgłoś to na Facebook.com/Sportpl ?

Samir Nasri jest jednym z wielu jego klientów. We wtorek po wielu tygodniach negocjacji 24-letni pomocnik podpisał kontrakt z Manchesterem City. Odszedł z Arsenalu za 28 milionów euro i został najlepiej zarabiającym francuskim piłkarzem z 10,7 mln euro pensji. Transfer jako pierwszy potwierdził Jean-Pierre Berncs, najbardziej skuteczny agent piłkarski tego lata. Tylko na prowizjach zarobił w kończącym się okienku transferowym cztery miliony euro. Oprócz Nasriego w budowanym przez Katarczyków zespole Paris Saint-Germain umieścił Jérémy'ego Meneza i Blaise'a Matuidiego (8 mln euro każdy), w Marsylii Alou Diarrę (5 mln).

Z więzienia na salony

26 maja 1993. Olympique Marsylia jako pierwszy francuski klub sięga w Monachium po Puchar Europy. W finale pokonuje AC Milan. W tym samym czasie Valenciennes, mały klub z północy Francji pokonany przez OM kilka dni wcześniej, zgłasza do sądu zawiadomienie o próbie korupcji podjętej przez mistrzów kraju. Gdy euforia po zdobyciu PE opada, wybucha najgłośniejsza afera w historii tamtejszego futbolu. Marsylii odebrano tytuł, wykluczono ją z europejskich pucharów, zdegradowano do II ligi.

Przekupstwo ujawnili piłkarze Valenciennes. Całą operacją zarządzał Bernard Tapie, słynny właściciel Marsylii, aktor, polityk, biznesmen. Działał przez swojego asystenta, dyrektora sportowego Jean-Pierre'a Berncsa. To on zaproponował trójce zawodników Valenciennes łapówkę. Pierwszy też w obozie Marsylii przyznał się do winy. Gdy zaczął sypać, wyszło na jaw, że Tapie przeznaczał rocznie 7 milionów franków na podkupywanie rywali - nie tylko w kraju, ale i w europejskich pucharach.

Berncs siedział w więzieniu tylko w pierwszej fazie śledztwa. Zwolniono go, bo przyznał się do korupcji. - Robiłem to z polecenia Tapiego. Mam już dość kłamstw - mówił przed sądem. Dostał dwa lata więzienia w zawieszeniu i dożywotni zakaz działalności w futbolu nałożony przez federację. Potem leczył psychiatrycznie. Zmaltretował go proces korupcyjny, ale też wcześniejsza praca w Marsylii. - Pięć lat w Marsylii to jak 40 gdzie indziej - opowiadał.

Ale wrócił. Silniejszy, w majestacie prawa, z gwarantowanym miejscem na salonach. Dziś przyjmowany jest nawet przez minister sportu. W ubiegłym roku uczestniczył w debacie na temat stanu francuskiej piłki zorganizowanej z inicjatywy Nicolasa Sarkozy'ego po klapie reprezentacji na mistrzostwach świata w RPA. Wywiadu udziela prestiżowemu dziennikowi "Le Figaro". Stał się najpoważniejszym menedżerem piłkarskim we Francji. Tego typu działalność nie podlega zakazowi wydanemu przez federację.

Rekin wśród menedżerów

Karierę w branży zaczął w 1999 roku od współpracy z Alainem Migliaccio, wieloletnim agentem Zinedine'a Zidane'a. Pierwszym strzałem był transfer Floriana Maurice'a z PSG do Marsylii. Dziś jego klientami są trzej z czterech trenerów, którzy zdobywali ostatnie cztery mistrzostwa Francji: Alain Perrin (Lyon - 2008, dziś szkoleniowiec drużyny Euzebiusza Smolarka w Katarze), Laurent Blanc (Bordeaux - 2009), Didier Deschamps (Olympique Marsylia - 2010), a także Jean Fernandez (teraz Nancy, poprzednio Auxerre) oraz Christophe Galtier (Saint-Étienne). Wśród jego piłkarzy też przeważają znane nazwiska: Franck Ribéry (Bayern Monachium), Adil Rami (Valencia), Samir Nasri (Manchester City), Alou Diarra (OM), Jérémy Menez, Blaise Matuidi (obaj Paris Saint-Germain). Portal 10Sport napisał, że podczas mistrzostw świata w RPA piłkarze przed podjęciem decyzji o strajku konsultowali się właśnie z Berncsem.

Na czym oparł swój sukces? Tłumaczył to na łamach "Le Figaro". - Kocham moich zawodników, kocham moich trenerów... Odkąd mam ich pod opieką, mogą być pewni mojej pomocy. Jeśli mój piłkarz ma wroga, jestem dla niego pomocny tak samo jak wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. W jedną noc zrobiłem tysiąc kilometrów, żeby w Monachium zobaczyć się z Franckiem Ribérym, kiedy przechodził trudny życiowy moment (pomocnik Bayernu miał być zatrzymany za seks z nieletnią marokańską prostytutką). Nigdy nie rozmawiam od razu o pieniądzach, ale o tym, jaką wybrać karierę dla zawodnika.

- Ma wizję. Zna się na futbolu. Nie stara się wcisnąć gdzieś gracza za wszelką cenę, ale dba o jego rozwój - mówi o nim prezes Bordeaux Jean-Louis Triaud. - On maprawdę kocha piłkarzy, nie pieniądze. Na pierwszego rolexa czekał 53 lata - opowiada o nim jego brat.

Więcej jest jednak głosów krytycznych i znaków zapytania. Konkurenci nazywają go rekinem. Boją się go, udzielają tylko i wyłącznie anonimowych wypowiedzi. - Ma stanowczo zbyt dużo władzy we francuskiej piłce - twierdzi jeden z nich dla magazynu "Chrono Foot". - Jeśli Laurent Blanc powołuje Ramiego do reprezentacji, to ludzie zastanawiają się dlaczego - mówi kolejny. To najpoważniejszy zarzut - i francuska federacja planuje już zakazać menedżerom reprezentowania interesów zarówno trenerów, jak i zawodników.

- To przez zazdrość - odpowiada na wszystkie zarzuty Berncs.

Primera Division - Kogo spoza Realu i Barcy warto oglądać? (WIDEO) ?

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.