Inter - Milan. W derbach nie czas na anemię

Mediolan, czyli jedyne miasto z dwoma zwycięzcami Ligi Mistrzów, stanął na głowie. Za faworyta niedzielnych derbów nie uchodzi tym razem broniący tytułu Inter, lecz Milan. Relacja Sport.pl na żywo o godz. 20.40

Sytuacja jest niezwykła, żyjemy bowiem w czasach absolutnego panowania Interu. Drużyny mierzącej w szósty tytuł mistrzowski z rzędu - serię, której nie miał w Serie A nikt. I drużyny, która jako pierwsza włoska zdobyła jesienią tzw. potrójną koronę - wzięła dwa trofea krajowe oraz najcenniejszy na kontynencie Puchar Europy.

Tymczasem Milan stopniowo podupadał. I w hierarchii międzynarodowej, i w kraju, gdzie od pięciu lat nie umie wybić się ponad najniższy stopień podium. Nie tylko nie inwestuje we wschodzące gwiazdy futbolu, ale jeszcze pozbywa się gwiazd lśniących pełnym blaskiem (oddany Realowi Madryt Kaka), a kadrę uzupełnia głównie graczami renomowanymi, lecz wypalonymi (Ronaldinho, Zambrotta) lub gdzie indziej niechcianymi (Robinho, Ibrahimović). Innym pozyskiwanym nie wystarcza umiejętności bądź charyzmy, by wejść do podstawowej jedenastki.

Przewaga Interu nad lokalnym rywalem ostatnio stale rosła, aż w minionym sezonie osiągnęła rozmiar otchłani. Milan przegrał 0:4 i 0:2, w dwumeczu wypracowując najgorszy bilans od stu lat.

A jednak dziś większość włoskich ekspertów właśnie w tych ostatnich widzi faworyta derbów.

Inter się krztusi. Z każdą kolejką mocniej. Jego piłkarze stracili onieśmielającą rywali pewność siebie, twardość i konsekwencję, strzelają ledwie gola na mecz. Co rusz powalają ich urazy, a wokół trwa debata, czy płacą za wyczerpujący miniony sezon, czy za szkodliwe metody treningowe Rafaela Beniteza, czy tylko za metod treningowych nagłą zmianę (wrócili na siłownię, poprzedni szkoleniowiec José Mourinho ordynował wyłącznie ćwiczenia z piłką). Wszyscy zgadzają się w jednym - właściciel klubu Massimo Moratti popełnił błąd, nie wydając latem żadnych pieniędzy na transfery. Do nasyconej sukcesem i zarazem wycieńczonej szatni nie wprowadził nikogo, kto mógłby dać drużynie nowy impuls.

I permanentnie zdziesiątkowani nerazzuri spadli właśnie na czwarte miejsce w tabeli. W niedzielę zagrają bez kluczowych obrońców Maicona oraz Waltera Samuela i kilku pomocników (Thiago Motty, Muntariego i Marigi). Dejan Stanković ledwie się wyleczył, kontuzjowani Esteban Cambiasso i bramkarz Julio Cesar walczą z czasem, Wesley Sneijder poświęci się wbrew zaleceniom lekarzy, którzy zdiagnozowali u niego anemię i w ogóle totalne wyczerpanie psychofizyczne.

Na wyczerpanych - i zniechęconych - wyglądają w Interze wszyscy, wyjąwszy Samuela Eto'o, uszczęśliwionego powrotem do roli napastnika po sezonie harówki w defensywie na lewym skrzydle. I jeśli przegrają derby, grozi im naprawdę głęboka depresja. Traciliby wówczas do sąsiadów z San Siro sześć punktów, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się nie do pomyślenia.

Milan natomiast został samotnym liderem Serie A po raz pierwszy od listopada 2008 r. Piłkarze kierowani przez trenerskiego żółtodzioba Massimiliano Allegriego rzadko zachwycają, wciąż szukają taktyki odpowiedniej dla ich predyspozycji, nie umieją grać zespołowo. Zwyciężają głównie dzięki solowym eksplozjom talentu swoich gwiazd. I w kluczowych meczach nadal wracają do swoich nieśmiertelnych weteranów - jeśli podstawowej jedenastki dochrapują się Matthieu Flamini oraz Kevin-Prince Boateng, to dostajemy sygnał, że trzydziestolatkowie odpoczywają przed najważniejszymi wyzwaniami. I rzucić rękawicę Interowi mają właśnie Gennaro Gattuso (32), Massimo Ambrosini (33), Andrea Pirlo (31 lat), Clarence Seedorf (34) i Ronaldinho (30 lat), przed którymi biegał będzie Zlatan Ibrahimović. Wszyscy są graczami statycznymi, choć trzech ostatnich stać zarazem na pojedyncze genialne, rozstrzygające o wyniku kopnięcia.

W derbach nie zagrają natomiast ani 37-letni Filippo Inzaghi (bohater remisu z Realem zerwał więzadła, dla niego sezon się już skończył), ani młodziutki, lecz zmagający się z mnóstwem drobnych urazów Alexandre Pato. Dlatego jedynym ofensywnym rezerwowym będzie Robinho - o ile nie wypchnie z wyjściowego składu rodaka Ronaldinho.

Najnowszy Milan tworzą więc indywidualiści, którzy nie umieją nie wywoływać kontrowersji - a to pokłócą się na treningu, a to skrytykują publicznie kolegów, czasem uszczypną też werbalnie trenera. W LM nikt im sukcesu nie wróży, w kraju coraz częściej nazywa się ich głównymi faworytami rozgrywek. Także dlatego, że choć wyglądają na ewidentnie słabszych w meczach z mocnymi przeciwnikami, to regularnie pokonują średniaków.

Słowem, z Interem z minionego sezonu Milan w wersji najnowszej, po retuszu, też prawdopodobnie nie miałby szans. Tyle że tamtego Interu, odkąd osierocił go trener Mourinho, już nie ma.

Więcej o: