Serie A. Agonia, czyli Juventus nie płaci

Prezes pogrążonego w głębokim kryzysie turyńskiego klubu zebrał piłkarzy i wypalił, że nie zobaczą pensji, dopóki on nie zobaczy wyników i poziomu gry świadczących o ich zaangażowaniu w pracę.

Przeczytaj więcej na blogu Rafała Steca ?

Występ Jean-Claude'a Blanca był ponoć 20-minutową erupcją furii, podwładni mieli nie odezwać się ani słowem. Roczny budżet płacowy siódmego w ligowej tabeli Juve sięga 115 mln euro, a połączone budżety plasujących się wyżej Napoli, Sampdorii i Palermo to zaledwie 91 mln.

Prezes poszedł na całość, bo w Turynie żałoba wypali zaraz wszystkie okoliczne murawy. W sobotnim meczu z Udinese (0:3) piłkarze nawet nie udawali, że zamierzają energicznie poruszać członkami. Ponieśli 12. porażkę w sezonie, po meczu milczeli, z trybun płynęły apele, by w następnej kolejce wypuścić na boisko juniorów. Nieprzemyślana roszada trenerska nie zdała się na nic, wieczny bezrobotny Alberto Zaccheroni zdobywa jeszcze mniej punktów niż nowicjusz Ciro Ferrara.

Atmosfera w Turynie robi się coraz bardziej podła. Prasa żyje mrzonkami o najęciu Arsene'a Wengera, drużyna tkwi między niekompetentnym szefostwem a rozjuszonym kibolstwem, które albo uderza werbalnie (ze szczególną pasją w ciemnoskórych), albo przechodzi od słów do czynów (w głowę oberwał Jonathan Zebina). Piłkarze uchodzący za przywódców kilkakrotnie hucznie ogłaszali otwarcie nowego rozdziału, na prośbę Alessandro del Piero nocowali przed meczami poza domem, by pobyć razem i potrenować na minizgrupowaniu (to modny we Włoszech sposób na zaradzanie kryzysom). Wszystko jak krew w piach. Na boiskowe rzężenie turyńczyków nie da się patrzeć, obok Buffona i Chielliniego - ostatnich w kadrze graczy światowej klasy - biegają zawodnicy skończeni, zemeryciali, w najlepszym razie obezwładnieni poczuciem beznadziei. Agonia.

Nie ma w Europie innej wielkiej firmy, która jęczałaby tak przeraźliwie, przywalona kupą średnich i wielkich problemów, trawiona lękiem, że na rychły koniec gehenny nie ma szans. Nie chodzi nawet o buchalterię punktowo-wynikową - choć turyńczycy przeżyli traumy w pucharach (1:4 z Bayernem, 1:4 z Fulham), to dzięki ściskowi w środku tabeli Serie A wciąż zachowują szansę na awans do Ligi Mistrzów. Fanów dobija przede wszystkim to, co piłkarze wyprawiają na boisku.

Juventus przeżywa okres jeszcze bardziej ponury niż po aferze Calciopoli. Do Serie B relegowano go wtedy karnie w trybunałach - ludzie w klubie i wokół klubu czuli się pokrzywdzeni, ale nie cierpieli w trakcie meczów, raczej stopniowo wydobywali z siebie westchnienie ulgi, gdy już w pierwszym sezonie Juve pewnie parło ku powrotowi do Serie A. Teraz katusze trwają od połowy sezonu, seanse tortur odbywają się niemal co weekend, a następni oprawcy już ostrzą siekiery - drużynę czekają jeszcze wyjazdowe mecze z Interem, Catanią, Milanem.

Prezes Blanc porusza się już z wynajętą eskortą, pogróżek wysłuchują piłkarze. Obcięcie im wypłat to ostateczność, poza którą nie ma chyba nic - oni zdają sobie sprawę, że latem rewolucja ma ich wymieść z klubu na zawsze.

Wraca afera korupcyjna ? we Włoszech

Więcej o: