Jan Ziółkowski przeniósł się do Rzymu latem zeszłego roku z Legii Warszawa. Nie wziął jednak Serie A szturmem. Polak uzbierał raptem 741 minut w barwach AS Romy przez cały sezon. Lepiej szło mu w pierwszej połowie sezonu, a zwłaszcza na przełomie grudnia i stycznia, gdy zespół miał kłopoty kadrowe na tej pozycji. Zdarzyła mu się nawet seria czterech ligowych spotkań z rzędu w pierwszym składzie. Później jednak wyleciał z podstawowej jedenastki, a wiosną trener Gian Piero Gasperini korzystał z niego rzadko. Jak już to w niewielkim wymiarze czasowym.
Po sezonie szybko pojawiły się informacje, że Roma bardzo chętnie sprzedałaby Ziółkowskiego. Szczególnie że mimo średnio udanego sezonu, wciąż mogłaby zgarnąć solidny pieniądz za Polaka. Mówiło się nawet o zainteresowaniu z Premier League, a konkretnie z Nottingham Forrest. Jak donosi portal siamolaroma.it, w międzyczasie pojawiły się też inne opcje dla Polaka. Tutaj jednak weto postawił on sam.
Według Włochów Ziółkowskim były zainteresowane kluby tureckie oraz hiszpański ekstraklasowicz Getafe. On sam jednak nie chce w tej chwili słyszeć o tych opcjach. Jego celem są przenosiny do Anglii i tylko ofertom stamtąd się teraz przygląda. Roma z kolei chciałaby obecnie za niego 20 milionów euro, co też wydaje się kwotą, którą za zawodnika takiego jak Ziółkowski, byłyby w stanie wyłożyć głównie kluby angielskie.
Włosi donoszą jednak, że negocjacje z Nottingham stoją w miejscu, bo klub z Premier League przechodzi znaczące zmiany. Rolę dyrektorki generalnej przestała pełnić Lina Souloukou. Biorąc też pod uwagę, że Forrest w zeszłym sezonie prowadziło czterech różnych trenerów, przyszłość Vitora Pereiry wyjaśni się dopiero, gdy zacznie się okres przygotowawczy, bo z właścicielem Evangelosem Marinakisem nigdy nic nie wiadomo. Ziółkowski musi więc uzbroić się w cierpliwość.