Arkadiusz Milik na występ w oficjalnym meczu czekał od czerwca 2024 roku, ale w końcu się doczekał. 21 marca rozegrał 12 minut w ligowym spotkaniu Juventusu z Sassuolo (1:1). W następnej kolejce zagrał już dwa razy dłużej - 24 minuty przeciwko Genoi (2:0). Niestety po dwóch meczach znów zabrakło go w kadrze meczowej. Uraz przeszkodził mu grę przeciwko Atalancie (1:0).
"Codzienna harówka nigdy się nie kończy. Do zobaczenia wkrótce" - napisał na swoim profilu na Instagramie polski zawodnik. Czy to jednak tylko mydlenie oczu i walka z tym, co nieuniknione? Włoskie media informowały, że Juventus nie widzi Milika w swojej dalekosiężnej przyszłości.
W radykalny sposób na temat napastnika wypowiedział się Piotr Żelazny, ekspert programu "To jest Sport.pl". - Dla mnie Arkadiusz Milik jest już byłym piłkarzem i nie jest to jego wina. Przegrał ze zdrowiem i te przykre rzeczy dzieją się od wielu lat, i nie wierzę, że miałoby się coś nagle zmienić - powiedział.
- Nie wykluczam, że Milik podpisze jeden, drugi, czy trzeci kontrakt, ale nie wierzę w jego regularną grę. Nie myślę o tym, że mógłby ponownie trafić do reprezentacji Polski. Powtarzam to nie jest jego wina. Nie przepił, nie przehulał swojego talentu. Tak czasami po prostu się zdarza, że sportowcy przegrywają walkę ze zdrowiem - stwierdził, podkreślając bolesną prawdę na temat 32-letniego snajpera.
W Juventusie Arkadiusz Milik rozegrał 77 meczów, w których strzelił 17 goli. Czas pokaże, czy poprawi ten dorobek i czy przede wszystkim podejmie próbę reanimacji kariery reprezentacyjnej. Do tego byłyby potrzebne regularne i dobre występy w klubie. Póki co - tak się wydaje - znajdują się one niestety tylko w sferze marzeń.