W sobotni wieczór na kibiców Serie A czekał prawdziwy hit. Atalanta Bergamo podejmowała na własnym stadionie Juventus. Polscy fani liczyli, że zobaczą na murawie dwóch rodaków. Z drużyną gospodarzy związany jest bowiem Nicola Zalewski, a z rywalami Arkadiusz Milik, który nie tak dawno wrócił do gry po ponad rocznej przerwie. Pierwszy z nich pojawił się na murawie już od początku.
Było blisko, a już po siedmiu minutach kibice cieszyliby się z gola Zalewskiego. Otrzymał precyzyjne podanie i wbiegł w pole karne. W końcu zdecydował się na strzał. Posłał piłkę w kierunku dłuższego słupka, ale zabrakło szczęścia. Futbolówka wylądowała obok bramki.
Atalanta mocno naciskała na Juventus. Blisko gola był m.in. Giorgio Scalvini. Wyskoczył do dośrodkowania i oddał strzał głową. Gości uratował jednak słupek. Choć nie minęło jeszcze 10 minut, na murawie wydarzyło się naprawdę wiele. A w kolejnych fazach spotkania wcale piłkarze nie dawali kibicom wytchnienia. Szansę znów miał m.in. Zalewski. Dobijał jeden ze strzałów w dość chaotycznej akcji, ale jego uderzenie zostało zablokowane. W 43. minucie mógł z kolei zaliczyć asystę, dośrodkowując z rzutu rożnego, ale... koledzy go z owej asysty okradli.
Sporo szans miał również Nikola Krstović. Mu także brakowało precyzji. Niewiele do powiedzenia miał za to Juventus. Choć dłużej utrzymywał się przy piłce, to na groźne akcje się to nie przekładało. Oddał tylko trzy strzały w pierwszej połowie, z czego jeden był celny. A jak te statystyki wyglądały po stronie Atalanty? Aż 11 strzałów, ale również tylko jeden skierowano w światło bramki. Ostatecznie na przerwę piłkarze schodzili przy stanie 0:0.
Zobacz też: Były trener Legii podbija Włochy! Ależ sensacja na San Siro.
- Trzeba spoglądać na ławkę rezerwowych Juventusu. Luciano Spalletti będzie musiał dokonać zmian. Kto wie, może już w 46. minucie da szansę Milikowi - zapowiadali komentatorzy. Czy tak faktycznie się stało? Nie. Juventus nadal był mocno zagubiony, ale to on w 48. minucie otworzył wynik spotkania. - Festiwal pomyłek w polu karnym Atalanty - podkreślali komentatorzy. I właśnie na tych błędach skorzystał Jeremie Boga, strzelec gola.
Ta bramka mocno zaniepokoiła Raffaele Palladino, który już w 55. minucie zdecydował się na pierwszą zmianę. Boisko opuścił... Zalewski, dla którego faktycznie nie było to najlepsze spotkanie. Miał szanse, ale ich nie wykorzystał, co wpłynęło na dość surowe oceny od mediów. Zarówno Flashscore.pl, jak i SofaScore uznały, że w momencie zejścia był najgorszym zawodnikiem.
W kolejnych minutach na boisku było dość dużo brudnej gry. Posypało się kilka żółtych kartek. Juventus poczuł krew, naciskał, ale też musiał uważać na ataki Atalanty, która szukała szansy do wyrównania. Już w 79. minucie Spalletti wykorzystał wszystkie zmiany. Niestety nie zdecydował się wpuścić Milika. W 87. minucie doszło za to do sporych kontrowersji. Gospodarze mocno naciskali. W jednej z akcji piłka trafiła w rękę Federico Gattiego, który stał w polu karnym. Sędzia uznał jednak, że do przewinienia nie doszło. Widać było, że zawodnik chciał uciec ręką z linii strzału.
Atalanta Bergamo - Juventus 0:1
Strzelcy: Jeremie Boga (48')
Co ten wynik oznacza dla obu drużyn? Juventus awansował na czwartą lokatę. Ma 60 punktów na koncie, a więc 12 mniej od Interu Mediolan, lidera Serie A. A jak wygląda sytuacja Atalanty? Zajmuje siódme miejsce z dorobkiem 53 punktów. Do szóstej pozycji, która daje prawo gry w europejskich pucharach, traci cztery "oczka".