5:2 w meczu Interu! Oto co zrobił Piotr Zieliński

Mistrzowski występ Interu Mediolan! Zespół z Piotrem Zielińskim w pierwszym składzie rozniósł u siebie AS Romę w drobny mak. Tuż przed przerwą gospodarze wyszli na prowadzenie po fenomenalnym golu Hakana Calhanoglu, a po niej zaczął się prawdziwy popis, który zakończył się wielkim zwycięstwem 5:2. Zieliński grał przez 76 minut i wykonał wiele cennej pracy dla drużyny. Zobaczyliśmy też Jana Ziółkowskiego w Romie, choć gdy wchodził, mecz był rozstrzygnięty.
Inter - Roma
fot. Screen: Eleven Sports

Starcie Interu z Romą zapowiadało się na hit 31. kolejki Serie A. Mediolańczycy pragnęli postawić kolejny krok w kierunku mistrzostwa Włoch i powoli odzierać Milan oraz Napoli ze złudzeń. Roma zaś potrzebowała wygranej w walce o awans do Ligi Mistrzów. Przed kolejką tracili 3 pkt do zajmującego 4. miejsce Como. W obu zespołach nie brakowało też zawodników w podłych humorach po barażach o mundial. Nie tylko z Włoch, ale też niestety np. z Polski. Przy czym naszego reprezentanta zobaczyliśmy tylko w wyjściowej jedenastce Interu. Piotr Zieliński grał od pierwszej minuty. Jan Ziółkowski w Romie tylko na ławce. 

Zobacz wideo Kosecki o Lewandowskim: Robert powinien zostać w reprezentacji i walczyć

Inter zaczął niesamowicie, ale Roma jeszcze nie kapitulowała

Inter nie miał zamiaru czekać na nic i zaczął ten mecz niesamowicie mocno. Strzelenie gola na 1:0 zajęło im niemal równo minutę. Marcus Thuram ograł obrońcę na prawym skrzydle, wystawił piłkę w polu karnym do Lautaro Martineza, a ten z bliska huknął pod poprzeczkę! Potężny cios wicemistrzów Włoch już na starcie, ale to był dopiero początek emocji. Do głosu doszła Roma, która swoją pierwszą wielką okazję zmarnowała. Choć w sumie do główki Donyella Malena wielkich zastrzeżeń mieć nie można. To Yann Sommer obronił to kapitalnie! Za to w 40. minucie nie poradził już nic. Gianluca Mancini niemalże zniknął piłkarzom Interu z oczu w polu karnym, a gdy znów go zobaczyli, głową z najbliższej odległości pakował im piłkę do siatki. 

Niebywały gol zapoczątkował demolkę!

Wydawało się, że do przerwy będzie remis, ale nic z tego! Już w doliczonym czasie gry pierwszej połowy Hakan Calhanoglu postanowił przypomnieć, iż w Interze nie tylko Piotr Zieliński potrafi huknąć zza szesnastki. Turek odpalił potężną rakietę w ponad trzydziestu metrów i kompletnie zaskoczył Mile Svilara, który nie poradził sobie z dość dziwną trajektorią lotu piłki (choć wydaje się, że mimo wszystko mógł to obronić). Inter zadał Romie straszny cios tak na początku pierwszej połowy, jak pod jej koniec. Zieliński? Grał niezły mecz, kilka razy dobrze napędził akcję gospodarzy. Zasadniczo zaliczył też asystę przy golu Hakana, choć wiadomo, że 99,9999999 proc. zrobił tu strzelec. 

Roma musiała zareagować w drugiej połowie, bo już zapewne liczyli, że w szatni zameldują się z remisowym wynikiem, a tu klops. Jednak po pierwszych dziesięciu minutach po przerwie 1:2 mogło im się jawić jako całkiem... dobry wynik. Wszak czym jest 1:2 w porównaniu do 1:4. Inter wyszedł po przerwie nakręcony i wrzucił gości na karuzelę. Najpierw znów błysnął nieco mniej efektywny w tym sezonie niż zazwyczaj duet Thuram - Martinez. W 52. minucie ponownie asystentem był ten pierwszy, który zdemolował Renscha i wystawił Argentyńczykowi piłkę, a ten pokonał Svilara w sytuacji sam na sam. 

Inter lał i patrzył, czy równo puchnie

Trzy minuty później Francuz z asystenta w końcu stał się strzelcem. Dostał jednak takie dośrodkowanie od Calhanoglu z rzutu rożnego prosto na nos, że zgrzeszyłby, gdyby to zmarnował. Inter pograł jak drużyna, chcąca mistrzostwa Włoch. A Roma? Jak bandyci w filmie "Kevin sam w domu". Nikt ich co prawda nie podpalił ani nie rąbnął puszką farby. Jednak czy to z kontry, czy to zza szesnastki, czy po stałym fragmencie już tak. Gospodarz zastawił na nich wszystkie piłkarskie pułapki, a oni wleźli w każdą. 

W 63. minucie wpadli w kolejną. Tym razem mieli po prostu pecha, bo wbiegający w pole karne z piłką Nicolo Barella źle podawał do Thurama, ale futbolówka tak się odbiła od obrońcy, że wróciła Włochowi pod nogi, a on huknął nie do obrony! 5:1 i nokaut totalny. Romie część łez otarł w 70. minucie Lorenzo Pellegrini, który uderzył w polu karnym precyzyjnie przy słupku i trafił na 2:5. Marne jednak to pocieszenie. 

Polaków dwóch, zaś goli siedem

Szczególnie że Inter wykazywał chęci na dalsze strzelanie. Kapitalną szansę miał Pio Esposito w 79. minucie, który huknął przy bliższym słupku i tylko piękna interwencja Svilara ocaliła Romę przed utratą szóstego gola. Doszło też w pewnym sensie do wymiany Polaków, bo w 76. minucie zszedł Zieliński (dobry mecz, pracował w defensywie, mądrze rozgrywał, harował, by inni mogli błyszczeć), a w 81. minucie w Romie na boisku zameldował się Jan Ziółkowski. 

Były obrońca Legii nie miał jednak możliwości, by jakkolwiek wpłynąć na wynik. Roma już nie wierzyła, Inter w końcówce też już zdjął nogę z gazu. Gospodarze wygrali 5:2 i zrobili kolejny krok w stronę mistrzostwa. Co do Romy, jeśli Como wygra w poniedziałek 6 kwietnia o 12:30 na wyjeździe z Udinese, to Rzymianie do Top 4 tracić już będą 6 punktów. 

Inter - AS Roma 5:2 (Martinez 1', 52', Calhanoglu 45+2', Thuram 55', Barella 63' - Mancini 40', Pellegrini 70')

  • Inter: Sommer - Akanji, Acerbi, Bastoni (58. Darmian) - Dumfries, Barella, Calhanoglu (66. Sucić), Zieliński (76. Mchitarjan), Dimarco - Martinez (58. Bonny), Thuram (66. Esposito)
  • Trener: Cristian Chivu
  • Roma: Svilar - Mancini (46. Ghilardi), Ndicka, Hermoso (81. Ziółkowski) - Celik, Cristante, Pisilli, Rensch (58. Tsimikas) - Soule (64. El Shaarawy), Pellegrini - Malen
  • Trener: Gian Piero Gasperini
  • Sędzia: Simone Sozza
  • Żółte kartki: Pisilli (Roma) 
Więcej o: