Zarówno Inter, jak i Atalanta przystępowały do tego spotkania w kiepskich humorach. Mediolańczycy przegrali tydzień wcześniej derby z Milanem (0:1). Co prawda rywale zza miedzy nadal tracą do nich w tabeli 7 punktów, ale jeśli Inter nie chciał jeszcze ich zaprosić do walki o miano lidera tabeli, nie mogli pozwolić sobie na z Atalantą. Ta z kolei w środku tygodnia została zniszczona na własnym boisku w pierwszym starciu 1/8 finału Ligi Mistrzów. Bayern Monachium wygrał w Bergamo aż 6:1 i realnie rozstrzygnął już kwestię awansu do ćwierćfinału.
Gdyby Inter mógł wybrać sobie jednego rywala, z którym mógłby się mierzyć w kółko i w kółko, zapewne byłaby to Atalanta. Mediolańczycy przegrali z nią tylko 2 mecze na ostatnich 25, a do dzisiejszego przystępowali na fali aż dziewięciu zwycięstw z rzędu w starciach z tym rywalem. Po pierwszej połowie zanosiło się na dziesiąte. Obejrzeliśmy łącznie tylko trzy celne strzały, ale groźniejszy w sumie tylko jeden. Ten, który skończył w siatce. W 26. minucie wielopodaniową akcję Interu uderzeniem z pola karnego skończył Pio Esposito. Nie był to idealny strzał, bramkarz Atalanty powinien był to wybronić, ale piłka przeleciała mu pod ręką i wpadła do siatki.
To był w gruncie rzeczy obraz tej pierwszej połowy. Nawet jedyny strzał zakończony golem, by się nim nie zakończył bez kiepskiego zachowania golkipera. Takiego stanu rzeczy nie zmienili Piotr Zieliński (Inter) i Nicola Zalewski (Atalanta). Obaj byli na boisku od 1. minuty. Zieliński miał jedną sytuację, gdy mógł w polu karnym strzelać, ale przesadził z dryblingiem. Zaś Zalewski posłał jedno dośrodkowanie z rzutu rożnego, które leciało na dobrej wysokości, ale koledzy nie dotarli do piłki. Tak czy inaczej, nasi kadrowicze niczym się nie wyróżniali.
Po przerwie nie wyglądało to lepiej. Atalanta dopiero w 67. minucie oddała jakikolwiek strzał i był on beznadziejny. Piłka poleciała bliżej linii bocznej niż bramki po uderzeniu Nikoli Krstovicia. Inter zaś miał wcześniej znakomitą szansę, ale Marcus Thuram przegrał pojedynek sam na sam z Marco Carnesecchim. Za to Ange-Yoan Bonny w 77. minucie zrobił to, co zawodnicy gospodarzy robili w tym meczu często. Czyli przekombinował. Co najmniej dwa razy miał niezłą pozycję w polu karnym do oddania strzału. Przedryblował w obu wypadkach i stracił finalnie piłkę.
Działo się bardzo mało, zanosiło się na utrzymanie wyniku 1:0 dla Interu. Aż do 82. minuty. Właśnie wtedy Kamaldeen Sulemana wygrał walkę o piłkę z Denzelem Dumfriesem w polu karnym i oddał strzał, który Yann Sommer wybronił, ale był bezradny wobec dobitki Krstovicia. VAR sprawdzał jeszcze, czy obrońca Interu nie był faulowany, lecz sędziowie zdecydowali, iż wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Trener gospodarzy Cristian Chivu tak się tym wzburzył, że dostał czerwoną kartkę za protesty.
Oba zespoły w samej końcówce ruszyły nieco mocniej. Natomiast nie przyniosło to nawet strzału, który miał potencjał przechylić szalę zwycięstwa na czyjąś stronę. Gospodarze domagali się rzutu karnego po faulu na Davide Frattesim w polu karnym, lecz VAR znów nie był im przychylny. Inter wypuścił prowadzenie i już go nie odzyskał. Mediolańczycy tylko zremisowali z Atalantą i można mówić o małym dołku. We wszystkich rozgrywkach w pięciu ostatnich spotkaniach odnieśli tylko jedno zwycięstwo.