Zarówno dla AS Romy, jak i dla Juventusu ten mecz był starciem wagi ciężkiej. Nie tylko z uwagi na odwieczną rywalizację tych klubów, ale po prostu przez tabelę. Oba zespoły chcą awansować do Ligi Mistrzów i stoją sobie na drodze. Zwycięstwo w tym spotkaniu byłoby sporym krokiem w kierunku zrealizowania tego celu. Przed starciem w Rzymie w lepszej sytuacji była Roma, która zajmowała czwarte miejsce z przewagą 4 pkt nad "Starą Damą". W dodatku między nich wbiło się rewelacyjne Como, więc Juventus potrzebował wygranej, by odzyskać 5. lokatę oraz podgonić rzymski zespół.
W wyjściowym składzie Romy zabrakło Jana Ziółkowskiego, co od kilku tygodni jest niestety normą. W lutym Polak rozegrał łącznie tylko 6 minut. Po okresie, w którym Evan N'Dicka był na Pucharze Narodów Afryki, a Ziółkowski miał więcej okazji do gry także przez urazy innych defensorów, nasz rodak wrócił do roli głębokiego rezerwowego. Przy czym zespół Gian Piero Gasperiniego ma najlepszą defensywę w lidze, stracili jak dotąd tylko 16 goli (26 meczów), więc nie ma powodu wiele zmieniać, gdy nie wymuszają tego okoliczności.
Juventus się zresztą w pierwszej połowie o tym przekonał. Turyńczycy oddali w niej bowiem całe... zero celnych strzałów. Kenan Yildiz czy Jonathan David mieli nawet niezłe pozycje, ale celowali marnie. Roma z kolei mogła wyjść na prowadzenie w 24. minucie, gdy Donyell Malen urwał się obrońcy, lecz jego strzał z ostrego kąta wybronił Mattia Perin. Jednak równo kwadrans później Włoch już nie dał rady. Szybki atak Romy zakończył się idealnie podkręconym uderzeniem Wesleya z linii pola karnego! Perin był co prawda blisko, piłka otarła mu się o rękawice, ale mimo to "rogalik" wpadł tuż przy słupku. Brazylijski wahadłowy wprawił Stadio Olimpico w ekstazę i dał gospodarzom prowadzenie do przerwy.
Gol Wesleya był piękny, jednak krótko po rozpoczęciu drugiej połowy absolutną petardę odpadlił Francisco Conceicao. Portugalczyk w 48. minucie dostał podanie w narożniku pola karnego. Piłka przed nim podskakiwała, ale on nie zamierzał jej przyjmować. Huknął z powietrza, a futbolówka z ogromną prędkością poleciała prosto w okienko! Mile Svilar wyciągnął się jak długi, ale nawet dwa razy dłuższa ręka mogłaby mu nie pomóc.
Juventus wyrównał, ale długo się tym nie nacieszył. W 54. minucie Lorenzo Pellegrini dośrodkował w pole karne "Starej Damy", a tam piłka spadła pod nogi niepilnowanego Ndicki, który nie zastanawiał się i huknął z małej odległości prosto do siatki! Piłkarze Juventusu tylko na siebie popatrzyli, jakby nie wiedząc, kto miał pilnować Iworyjczyka.
Goście mieć wciąż mogli mieć nadzieję na ponowne odrobienie strat. Jednak Roma miała wiele argumentów, by wybić im to z głowy. Goli także. Oto bowiem 65. minuta. Doskonałe prostopadłe podanie od Manu Kone do Malena, a Holender z dużym spokojem wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Trzecie trafienie dla Romy i coraz gorsza sytuacja Juventusu. Nieco poprawił ją Jeremie Boga. Rezerwowy skrzydłowy Juventusu wykorzystał w 78. minucie kiepskie wybicie piłki głową Zekiego Celika i przy bierności Turka uderzył płasko, mocno i skutecznie na 2:3.
Juventus do samego końca walczył o wyrównanie. Aktywny był Boga, drogi do bramki szukali też inni. Aż w końcu znaleźli. W 93. minucie dośrodkowanie Edona Zhegrovy z rzutu wolnego znalazło w polu karnym Federico Gattiego. Włoski środkowy obrońca zgasił piłkę 4 metry od bramki i huknął ile miał siły prosto do siatki! "Stara Dama" rzutem na taśmę wyrównała i wywiozła ze Stadio Olimpico jeden punkt! Jan Ziókowski w pewnym momencie szykował się do zmiany, ale finalnie na boisko nie wszedł.