Bramkarz reprezentacji Polski Łukasz Skorupski przez ponad dwa miesiące leczył kontuzję. I choć niedawno Polak wrócił już do gry, to nie może być zadowolony ze swojej postawy. W ostatnim meczu Ligi Europy z Celtikiem Glasgow popełnił fatalny błąd - w 5. minucie spotkania podał do rywala, przez co jego zespół stracił bramkę na 0:1. Ostatecznie jego drużyna ten mecz zremisowała 2:2.
Trudno w to uwierzyć, ale w niedzielę było jeszcze gorzej. Początkowo nic nie zapowiadało katastrofy - Bologna Skorupskiego w 47. minucie wygrywała na wyjeździe z Genoą 2:0 i wszystko wskazywało na to, że wygra ten mecz bez większych problemów. Tyle że w 56. minucie losy spotkania odmienił bramkarz reprezentacji Polski.
Skorupski daleko wyszedł z bramki, przejął piłkę i chciał się jej szybko pozbyć. Popełnił jednak prosty błąd - źle trafił w futbolówkę, która odskoczyła mu na niewielką odległość. Dopadł do niej rywal, a Skorupski ratował się faulem. Sędzia nie miał wątpliwości i od razu pokazał Polakowi czerwoną kartkę. Tę decyzję potwierdził jeszcze VAR.
Tym samym Skorupski podciął skrzydła własnej drużynie. Do końca drugiej połowy Bologna straciła trzy bramki, a sama nie zdobyła żadnej. Gospodarze gola na 3:2 zdobyli w doliczonym czasie gry.
Reprezentant Polski ma pecha, bo okres jego gorszej gry przypada akurat na moment, w którym toczy się dyskusja dotycząca pozycji bramkarza w drużynie narodowej. Takimi występami, jak w meczu z Genoą albo w ostatnim spotkaniu z Celtikiem, Skorupski na pewno nie przybliża się do występu w barażach o mistrzostwa świata, które odbędą się już w marcu.
Bologna po 22 meczach Serie A ma 30 punktów i zajmuje ósme miejsce w tabeli.