Ostatnie miesiące dla Arkadiusza Milika są wyjątkowo trudne. Nie dość, że rzadko trafia do siatki, przez co stracił uznanie w oczach trenera Massimiliano Allegriego, to przestał być powoływany przez Michała Probierza do reprezentacji Polski. Mało tego niedawno doznał urazu przywodziciela, który wykluczył go z gry na ponad miesiąc. Choć nie popisał się w ostatnim ligowym meczu z Cagliari (2:2), to zaliczył wymarzony występ we wtorkowym starciu pucharowym.
Na początku kwietnia Juventus pokonał u siebie Lazio 2:0 po golach Chiesy oraz Vlahovicia i jego awans do finału Pucharu Włoch był niemalże pewny. Rywale nie zamierzali się jednak poddać i w rewanżu szybko objęli prowadzenie, a tuż po przerwie drugie już trafienie zanotował Taty Castellanos. Wszystko wskazywało na to, że dojdzie do dogrywki. Ale wówczas, dokładnie w 81. minucie, na boisku pojawił się właśnie Milik, który dwie minuty później fantastycznie sfinalizował dośrodkowanie Timothy'ego Weaha.
"Zbawiciel", "mąż opatrznościowy" - nazwały go po tym meczu włoskie media, a większość z nich przyznała mu najwyższą notę w zespole. Nie tylko dziennikarze byli zachwyceni jego występem, gdyż następnego dnia popularny youtuber Salvatore Marrali zamieścił w sieci filmik, podczas którego widać, jak dosłownie eksplodował po trafieniu Polaka. - Si, etiamo, subito, Arek - wykrzyczał, co po polsku oznacza: tak, jedziemy teraz, dawaj Arek.
- Wróciłem po kontuzji, miałem okazję zagrać kilka minut. Weah zagrał mi dobrą piłkę, jestem szczęśliwy tak jak kibice, którzy wspierają nas wszędzie. Nie graliśmy dobrze w tym meczu, bardzo cierpieliśmy, Lazio utrudniało sytuację, to dobra drużyna, zwłaszcza u siebie. Cieszymy się, że zagramy w finale, a jednocześnie będziemy walczyć o Superpuchar Włoch. To będzie dla nas najważniejszy mecz w sezonie - podsumował.
Dla naszego zawodnika wtorkowe trafienie było dopiero piątym w 2024 roku, a czwartym w Pucharze Włoch. Tym samym zajmuje pozycję lidera klasyfikacji strzelców, a nad drugim Ange-Yoanem Bonnym ma bramkę przewagi. Ten nie będzie miał jednak już okazji do poprawienia wyniku, ponieważ w drugim półfinale Fiorentina mierzy się z Atalantą. Pierwsze spotkanie wygrał zespół z Florencji 1:0.