Wojciech Szczęsny zadziwił świat. Lekarz tłumaczy, jak to możliwe

Wojciech Szczęsny zadziwił kibiców na całym świecie. Nie tak dawno doznał koszmarnego urazu. Został uderzony łokciem w twarz, przez co musiał przejść operację nosa. Wydawało się, że bramkarza czeka przerwa od grania, a na boisko wróci w charakterystycznej masce. Tymczasem Szczęsny wyszedł na murawę już w kolejnym meczu i to z zaledwie zwykłym plastrem. Jak to możliwe?

Wojciech Szczęsny nieprzyjemnego urazu doznał w nieco ponad tydzień temu w meczu z Torino (0:0). Został uderzony łokciem przez obrońcę Adama Masinę, co poskutkowało złamaniem nosa. Polak momentalnie zalał się krwią i jeszcze długo opatrywali go klubowi lekarze. Wszystko to wyglądało makabrycznie, dlatego tym bardziej dziwi, że piłkarz wyszedł z tego niemal bez szwanku.

Zobacz wideo Największy problem Igi Świątek

To dlatego Szczęsny grał bez maski. Lekarz tłumaczy

34-latek przeszedł operację nastawienia nosa i już kilka dni później ku powszechnemu zaskoczeniu pojawił się na klubowym treningu, a na nosie miał jedynie naklejony plaster. Z całej sytuacji robił sobie niezłe żarty. - Dzień dobry! Chciałeś pokazać im, jak noszę maskę? Nigdy! Nigdy nie noszę maski! Tylko Zorro nosi maskę! - mówił na nagraniu udostępnionym przez klub. Kolejnego dnia również z tylko z plastrem wyszedł na mecz z Cagliari (2:2).

Jak to możliwe, że Szczęsny nie potrzebuje lepszego zabezpieczenia na nos? Wytłumaczył to doktor Marcin Gruba, lekarz specjalizujący się w dziedzinie ortopedii z kliniki enel-sport w rozmowie WP SportoweFakty. - Maskę stosuje się wtedy, gdy mamy do czynienia ze złamaniem niestabilnym. Jeżeli jest złamanie stabilne, bądź też jest bardzo niewielkie i nie zagraża bezpieczeństwu kości czaszki i strukturom, które są najbliżej uszkodzonych tkanek, to można nie stosować takiego zabezpieczenia - powiedział.

Szybki powrót Szczęsnego. "Być może uraz wyglądał groźnie, ale..."

Lekarz stwierdził także, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której klub na tak profesjonalnym poziomie pozwolił wyjść piłkarzowi na boisko, gdyby wiązało się z tym realne niebezpieczeństwo. - Być może uraz wyglądał groźnie, było dużo krwi, pojawił się duży ból, ale w badaniach kontrolnych, obrazowych okazało się, że nie jest tak źle i w związku z tym dopuszczono Szczęsnego do gry - wyjaśnił.

We wtorkowym półfinale Pucharu Włoch z Lazio (1:2) Szczęsny już nie zagrał. Jego miejsce zajął Mattia Perin. Zmiana raczej nie miała podłoża medycznego, bo rezerwowy bramkarz dostawał również szanse we wcześniejszych meczach tych rozgrywek. Mimo przegranej klub Polaka awansował do finału dzięki przewadze z pierwszego spotkania (2:0) i bramce Arkadiusza Milika.

Czy Juventus wygra w finale Pucharu Włoch?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.