32 mecze, 11 goli i sześć asyst - tak prezentują się statystyki Joshuy Zirkzee w tym sezonie. Choć debiutancki sezon po przejściu z Bayernu do Bolonii nie był tak udany, to teraz zdecydowanie należy do najlepszych napastników Serie A. - Jest silny, solidny technicznie. Nie sądziłem przed meczem, że jest tak dobry - stwierdził niedawno Paweł Dawidowicz w programie "International Level". - Grałem przeciwko droższym piłkarzom i z nimi było mi łatwiej. Myślę, że Zirkzee odejdzie w najbliższym okienku za 40-50 mln euro - podsumował. I jak się okazuje, reprezentant Polski może mieć rację.
Dziennik "Il Resto del Carlino" poinformował w środę, że napastnik znajduje się obecnie na liście życzeń wielu włoskich klubów. Juventus, AC Milan, Inter czy SSC Napoli chętnie widziałyby go w drużynie, ale bacznie przyglądają mu się też władze: Manchesteru United, Arsenalu oraz Newcastle. Niespodziewanie do gry chce włączyć się też Aston Villa.
Trener Unai Emery oraz dyrektor sportowy Monchi myślą o tym, żeby "sprawić sobie prezent" w postaci Zirkzee, jeśli Bolonia nie awansuje do Ligi Mistrzów. Agent piłkarza domaga się jednak dla swojego klienta znaczącej podwyżki, gdyż teraz Zirkzee zarabia we Włoszech 800-900 tys. euro rocznie, a chciałby aż pięć razy tyle - dokładnie 4 mln. Na dodatek piąty zespół Premier League musiałby wydać rzekomo aż 60-70 mln euro, co jest ogromną kwotą, jak na piłkarza, który jeszcze na dobre nie stał się rozpoznawalną marką w Europie.
Wydaje się, że coraz mniejsze szanse na zatrzymanie 22-latka ma za to jego obecny klub, w którym największą pensję pobiera aktualnie Riccardo Orsolini (2 mln euro). "To utrudnia myślenie o negocjacjach" - czytamy. Kontrakt Zirkzee wygasa jednak dopiero z końcem czerwca 2026 roku, dlatego jest jeszcze trochę czasu, aby go przekonać. Mimo to trzeba przyznać, że władze klubu zrobiły złoty interes, gdy niespełna dwa lata temu kupiły go za 8 mln euro.
Dziennik zaznacza, że prawo pierwokupu ma za to jego były zespół Bayern Monachium, który musiałby jednak zapłacić 40 mln euro za taki transfer. Biorąc pod uwagę obecność w drużynie Harry'ego Kane'a, wydaje się to opcją nierealną. Z drugiej strony, gdy w 2017 roku Holender przenosił się z Feyenoordu do stolicy Bawarii, miał zostać następcą Roberta Lewandowskiego. Przedstawiciele klubu musieli zatem w niego mocno wierzyć. Czemu zatem znów nie mieliby mu zaufać?