Miał być zbawieniem, okazał się niewypałem. Czy Paul Pogba jeszcze kiedyś kopnie piłkę?

Antoni Partum
Na dzień dobry stał się bohaterem jednego z najlepszych transferów w historii futbolu. Ale to już przeszłość. Teraz Paul Pogba jest symbolem najgorszej transakcji minionego lata. 30-letni Francuz rozegrał w tym sezonie zaledwie 35 minut. I wcale nie wiadomo, czy rozegra więcej. Wiadomo za to, że w ostatnich czterech sezonach przez urazy pauzował przez 796 dni. A licznik bije dalej.

Najpierw słowo wstępu. Latem 2012 roku wygasła umowa Paula Pogby z Manchesterem United, z czego skorzystał Juventus. Francuz błyskawicznie stał się kluczowym zawodnikiem turyńczyków. W cztery lata zdobył cztery mistrzostwa Włoch i trzy puchary kraju. No i zapracował sobie na miano najdroższego piłkarza świata, gdy w 2016 r. United odkupił Pogbę za ponad 105 milionów euro. Słowem, to był transferowy majstersztyk Juventusu.

Ale powrót na Old Trafford okazał się rozczarowaniem. Francuz, co prawda wygrał Ligę Europy i bywał liderem zespołu, ale oczekiwania były znacznie większe, więc nikt po nim nie płakał, gdy pół roku temu wrócił do Juventusu na zasadzie wolnego transferu. Nie dało się na nim oprzeć drużyny, bo notorycznie prześladowały go kontuzje. Poza tym mistrz świata z 2018 roku nie ma odpowiednich cech charakteru, by stać prawdziwym liderem.

Ale w Turynie i tak panowała wielka ekscytacja związana z jego powrotem. Nie dość, że Włochów - z reguły - mało interesuje, co się dzieje poza Półwyspem Apenińskim, to uwielbiają żyć przeszłością, gloryfikować starych mistrzów. A przecież Pogba w Turynie był absolutnie czarujący. 

Mijały kolejne tygodnie obecnego sezonu, a Pogbę wciąż prześladowały urazy, szczególnie dokuczało mu kolano. Na domiar złego musiał zakończyć przerażający konflikt ze swoim bratem - Mathiasem, który od miesięcy mącił w jego życiu. Piłkarz Juventusu zeznał, że brat wraz z kolegami uwięzili go w paryskim mieszkaniu i straszyli bronią. Żądali 13 milionów euro. Paul powiedział śledczym, że jeździli za nim do Manchesteru i Turynu. Jeden z "przyjaciół" miał też ukraść z jego karty 200 tys. euro. Mathias odpowiada na Twitterze, podszeptując brukowcom coraz bardziej sensacyjne historie z udziałem brata. Mówi, że Paul jest wielkim hipokrytą i manipulatorem. Twierdzi, że jest zazdrosny o sukcesy Kyliana Mbappe i poprosił szamana, by rzucił na niego klątwę.

A skoro jesteśmy już przy szamanach, to pojawiały się teorie, że przedłużający się powrót Pogby wynikał również z tego powodu, że korzystał z niekonwencjonalnej medycyny, która zamiast przyśpieszyć, odwlekało jego powrót na boisko.

796 dni przerwy, a zegar tyka

Ale w końcu Pogba wrócił. 30-letni pomocnik wszedł na końcówkę meczu z Torino (4:2) pod koniec lutego. Kilka dni później dostał szansę w meczu z Romą (0:1). Po tych występach miał zagrać od pierwszej minuty w czwartkowym meczu Ligi Europy z Freiburgiem, ale w środę spóźnił się na trening, więc wygraną z niemieckim zespołem (1:0), oglądał z wysokości trybun.

Juventus jednak jest w tarapatach, po karnym odjęciu 15 punktów za kreatywną księgowość, więc Allegri nie mógł się długo obrażać. Pogba miał dostać szansę od pierwszej minuty w niedzielnym spotkaniu z Sampdorią. Najsłabszy zespół Serie A miał być odpowiednim rywalem dla powracającego do zdrowia Pogby. Ale na kilka godzin przed meczem - tak, zgadliście - Pogba doznał kontuzji. Podczas porannego rozruchu naciągnął sobie pachwinę, gdy trenował rzuty wolne.

"La Gazzetta dello Sport" twierdzi, że pomocnik wypada na kolejny miesiąc, a Sky Sports wylicza, że w ostatnich czterech latach stracił 127 meczów. W tym okresie odniósł co najmniej 14 kontuzji, przez które łącznie pauzował przez 796 dni. Powtórzmy: 796 dni.

Miał być hit, wyszedł kit

W latach 2015-17 Juve dwukrotnie awansowało do finału Ligi Mistrzów. Ale w ostatnich sezonach wypadło z europejskiej elity. Przede wszystkim dlatego, że kompletnie zawodziła druga linia Juventusu. I właśnie dlatego przyjście Pogby miało odmienić trudną sytuację, podobnie jak ściągnięcie Leonardo Paredesa z PSG. Ale zarówno Francuz, jak i mistrz świata z Argentyny, nie mają żadnego wpływu na wyniki Juventusu.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Allegri został zmuszony, by stawiać na młodzież. Obok doświadczonego Adriena Rabiota i mistrza Europy Manuela Locatellego, włoski szkoleniowiec stawia na 19-letniego Fabio Mirettiego, jego rówieśnika Matíasa Soulé, oraz na urodzonego w 2001 roku Nicolo Fagioliego. Cała trójka zbiera pozytywne recenzje, a w szczególności Fagioli. W niedzielnym meczu z Sampdorią (4:2) był jednym z najlepszych na boisku.

I niewykluczone, że jeśli Pogba w końcu wróci do zdrowia, to pierwszy skład już nie będzie na niego czekał. Francuz będzie musiał się przebijać w hierarchii. Ale nie wybiegajmy za daleko w przyszłość. W końcu to Paul Pogba.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.