Polski sędzia tłumaczy skandal z Milikiem. "Modlę się, żeby taki błąd mi się nie przydarzył"

Dawid Szymczak
Włoscy sędziowie VAR popełnili kuriozalny błąd i anulowali gola Arkadiusza Milika
screen/ap

- Sędziowie VAR najprawdopodobniej od razu przerzucili się na kamerę pokazującą tylko wycinek pola karnego i zgubili zawodnika, który stał poza nim i wyznaczał linię spalonego. To błąd techniczny, który w Polsce na szczęście jeszcze się nie zdarzył, ale pracując jako VAR tyle lat, rozumiem ten błąd. I modlę się, żeby mi się nie przytrafił - mówi jeden z polskich sędziów o niesłusznie nieuznanym golu Arkadiusza Milika w meczu Juventus - Salernitana.

Była 95. minuta. Arkadiusz Milik zdobył bramkę na 3:2 po dośrodkowaniu Juana Cuadrado i na moment stał się bohaterem Juventusu. Z radości zerwał z siebie koszulkę, za co sędzia dał mu drugą żółtą kartkę i wyrzucił z boiska. Po analizie VAR gol nie został jednak uznany, bo sędziowie uznali, że Leonardo Bonuccii był na pozycji spalonej i absorbował uwagę bramkarza Salernitany, gdy Milik oddawał strzał. Juventus zremisował, Polak wypadł z gry na następną kolejkę, a powtórki pokazały, że sędziowie popełnili bardzo poważny błąd, bo nie dostrzegli, że linii spalonego nie wyznaczał żaden z zawodników w polu karnym, ale stojący niedaleko chorągiewki Antonio Candreva.

Zobacz wideo Samochód Lewandowskiego został otoczony. "Mnie to przeraziło"

Tuż po meczu dobrze pokazali to eksperci w studiu Sky Sports:

Sprawa ma we Włoszech taką rangę, że na okładce "La Gazzetty dello Sport", największego dziennika, poświęcono jej więcej miejsca niż włoskim siatkarzom, którzy w niedzielę zostali mistrzami świata.

Polski sędzia: "Rozumiem ten błąd. I modlę się, żeby nigdy mi się nie przydarzył"

- Zapomnijmy na chwilę o tym zawodniku poza polem karnym. Można się wtedy interpretacyjnie spierać, czy Leonardo Bonucci, będąc na pozycji spalonej, absorbował uwagę bramkarza Salernitany. Są argumenty za i są argumenty przeciw. Ale błąd polega oczywiście na tym, że to zawodnik poza polem karnym wyznaczał linię spalonego i całe to rozpatrywanie nie powinno mieć miejsca - mówi jeden z polskich sędziów od lat pracujący jako VAR. 

- Sędziowie z VAR-u najprawdopodobniej od razu przerzucili się na kamerę GLT, czyli kamerę od goal-line technology, która pokazuje tylko wycinek pola karnego, mniej więcej od linii bramkowej do jedenastego metra. Nie widzieli zatem zawodnika, który stał z tyłu, poza polem karnym - wyjaśnia. - Normalna procedura jest taka, że najpierw oglądasz wszystko z kamery z szesnastego metra i przyglądasz się całej sytuacji. Wtedy zaczynasz sobie zwalniać akcję, szukasz momentu i miejsca, w którym jest potencjalny spalony i dopiero wtedy przerzucasz się na kamerę, która pozwoli ci dobrze wyrysować linię spalonego - tłumaczy. 

- I rzeczywiście przerzucasz się na kamerę GLT, bo w tej sytuacji jest najlepsza. Ale robisz to dopiero w tym momencie, by mieć pewność, że poza planem nie masz żadnego zawodnika. Sędziowie z Włoch po prostu go zgubili. To błąd techniczny, który w Polsce na szczęście jeszcze się nie zdarzył, ale ja jako osoba pracująca od lat jako asystent wideo, rozumiem z czego wynikał ten błąd. I modlę się, żeby nigdy mi się taki nie przydarzył. Współczuję Włochom, że popełnili go w takim meczu, przy takim wyniku i w takich okolicznościach.

Kara Arkadiusza Milika nie mogła zostać anulowana

Jakby tego było mało, Milik - już wcześniej ukarany żółtą kartką - w przypływie emocji po golu ściągnął koszulkę i zgodnie z przepisami dostał drugą żółtą kartkę. Wyleciał zatem z boiska, bo chociaż gol został anulowany, to kara pozostała.

- Nie ma tu błędu. Wszystkie kary za niesportowe zachowanie albo nadmierne fetowanie bramki nie mogą zostać anulowane. Podobnie jak kartki za nierozważność, rażący faul czy kłótnie z sędzią. Niewiele kar można anulować po interwencji VAR, ale np. gdy zawodnik popełni faul taktyczny, a akcja skończy się golem, który następnie zostanie odwołany przez VAR, to taką kartkę można anulować. Jeśli nie był to agresywny atak, a jakieś ciągnięcie za koszulkę w celu przerwania dobrze zapowiadającej się akcji, kartka znika - tłumaczy jeden z polskich sędziów.

Milik nie jest jednak zbyt mocno krytykowany przez włoskich dziennikarzy. "Co za różnica w porównaniu z Moise Keanem: walczył i grał z drużyną i dla drużyny. Strzelił nawet na 3:2, ale anulowali gola. Pół oceny mniej, bo zdjął koszulkę i musiał zejść z boiska" - napisała "La Gazzetta dello Sport" i oceniła występ Polaka na 6,5 w dziesięciopunktowej skali. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...