97. minuta, 0:4 i nagle euforia. Piłkarze przestają grać, sędzia kończy mecz przed czasem [WIDEO]

Gospodarze przegrywają 0:4 w meczu o utrzymanie w ostatniej kolejce. Aż nagle w 97. minucie na stadionie rozpoczyna się święto: kibice fetują, ławka rezerwowych eksploduje z radości, a piłkarze tak naprawdę przestają grać. Sędzia gwiżdże po raz ostatni 100 sekund za wcześnie, bo on też uznał, że i tak już nie ma po co grać. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Tak w niedzielę Salernitana odniosła największy sukces w historii, utrzymując się w Serie A.
Zobacz wideo Vuković: Gdyby Boruc wrócił do bramki, oznaczałoby to, że mamy katastrofę

- To jeden z nieprawdopodobnych wieczorów, który zapisze się w historii Salernitany. Zaczął się od haniebnej porażki 0:4 z Udinese, które nie miało już o co grać, a jednak kończy się na euforii - pisze "La Gazzetta dello Sport". "Salvezza", czyli "ratunek" i "utrzymanie" - to słowo przewija się w każdym tekście o Salernitanie. Ale by zrozumieć wyjątkowość tej historii, trzeba się cofnąć w czasie. Jeszcze 31 grudnia Salernitana była o minutę od wyrzucenia z Serie A. Jej właścicielem był Claudio Lotito, ale musiał ją sprzedać przed końcem roku, bo jest również właścicielem Lazio, czyli innego klubu Serie A (czego zabraniają przepisy). I tak walczącą o utrzymanie Salernitanę kupił 43-letni przedsiębiorca Danilo Iervolino. Jak pisał na Sport.pl Antoni Partum:

Aby Salernitana się utrzymała, potrzebna była reorganizacja klubu. Nowym dyrektorem sportowym został Walter Sabatini, który wcześniej pracował w Romie i Bolonii. Zimą klub zakontraktował 11 nowych zawodników. Większość z nich została wypożyczona, a w ich umowach jest zapis, że piłkarze zostaną wykupieni tylko w przypadku utrzymania.
 Nowymi zawodnikami Salernitany zostali m.in.: Luigi Sepe (doświadczony bramkarz Parmy), Fazio (z przeszłością w Tottenhamie i Romie), Diego Perotti (kiedyś Roma i Sevilla), Ederson (talent z ligi brazylijskiej), Simone Verdi (z przeszłością w Milanie i Napoli) czy Radu Dragusin (zdolny stoper z akademii Juventusu).

Davide Nicola dokonał niemożliwego z Crotone. Salernitana liczyła na to samo

Ale najważniejsza zmiana dokonała się 15 lutego. To tego dnia, dzień po remisie z 20. Genoą, trenera Stefano Colantuono zastąpił Davide Nicola. Dla fanów Serie A to postać już niemalże legendarna, która ratowała przed spadkiem Crotone (2016/17), Genoę (2019/20) oraz Torino (2020/21). Najbardziej nieprawdopodobne było to, co zrobił w skazywanym na pożarcie Crotone. Jego skazywana na pożarcie ekipa zdobyła zaledwie 14 pkt w pierwszych 29 meczach ze stratą ośmiu punktów do bezpiecznego miejsca.Nikt wcześniej nie zdołał się wydostać z tak złej sytuacji. Ale Crotone w ostatnich dziewięciu meczach stało się zupełnie inną drużyną: zdobyło 20 pkt (sześć zwycięstw, dwa remisy i jedna porażka) i utrzymało się, wygrywając w ostatniej kolejce z Lazio.

Na podobny efekt liczyła Salernitana, zatrudniając Nicolę. Początki nie były łatwe: to cztery remisy i porażka w pierwszych pięciu meczach, a następnie przyszły jeszcze trzy porażki. I po 32 kolejkach zajmowała 18., spadkowe miejsce z trzema punktami straty do bezpiecznego miejsca. Wtedy Salernitana włączyła tryb Crotone: z pięciu kolejnych spotkań nie przegrała żadnego, wygrywając dwa z nich.

I tak się toczyła walka o utrzymanie z Cagliari, która mogła rozstrzygnąć się już w 36. kolejce. Salernitana prowadziła 1:0 i znacznie przeważała w bezpośrednim spotkaniu na własnym boisku w obecności prawie 30 tys. fanatycznych kibiców, jednych z najlepszych, o ile nie najlepszych w Serie A. W przypadku zwycięstwa Salernitana miałaby już niemal pewne utrzymanie. Aż nastąpiła feralna 99. minuta (spotkanie przedłużono o 10 minut przez długą analizę VAR, po której anulowano rzut karny dla Cagliari). Po rzucie rożnym gospodarze stracili gola na 1:1 i musieli drżeć o utrzymanie do ostatniej kolejki. 

 

I epilog nastąpił w niedzielę o 21:00. Salernitana grała z Udinese, a Cagliari na wyjeździe ze zdegradowaną już Venezią. Sytuacja była dość prosta: Cagliari (29 pkt) musiało wygrać, by mieć szanse na utrzymanie. W takim wypadku Salernitana (31 pkt) również musiała wygrać (remis nic jej nie dawał, bo przy równej liczbie punktów spadłaby ze względu na gorszy bilans bramkowy).

Wszyscy kibice sięgnęli po telefony i sprawdzali wynik w Wenecji

Ale marzenia kibiców Salernitany o zwycięstwie szybko prysnęły: już do przerwy było 0:3, a niedługo później Udinese dołożyło jeszcze czwartą bramkę. Tymczasem w Wenecji Cagliari Sebastiana Walukiewicza (spędził cały mecz na ławce) atakowało od samego początku i oddało ponad 30 strzałów przy zaledwie siedmiu rywali. Pod koniec swojego meczu fani Salernitany już zupełnie nie interesowali się tym, co dzieje się na boisku; tam przy wyniku 0:4 już nic nie mogło się zmienić. Sięgnęli po telefony i sprawdzali: czy jesteśmy uratowani? A może Cagliari strzeliło gola i wracamy do Serie B?

Nerwom nie sprzyjał fakt, że oba mecze bardzo się przedłużały. Sędziowie doliczyli ponad osiem minut. Aż na początku 97. minuty w Salerno wybuchła euforia. Kibice uznali, że mecz w Wenecji skończył się remisem, który daje im utrzymanie. Ławka rezerwowych Salernitany z Davide Nicolą na czele oszalały, a piłkarze obu drużyn jakby nie wiedzieli, co się dzieje; nikt już nie przejmował się zbytnio grą w piłkę. Zauważył to sędzia Daniele Orsato i postanowił skończyć mecz na prawie 100 sekund przed jego planowanym końcem. Słusznie uznał, że nie ma już po co grać, bo i tak żaden gol nie mógł już tu zmienić sytuacji. 

Sęk w tym, że mecz w Wenecji jeszcze się nie skończył. Salernitana nieco przedwcześnie zaczęła  świętować utrzymanie. Ale po prawie 40 sekundach od ostatniego gwizdka Daniele Orsato nastąpiła druga fala euforii: ta prawdziwa (w przeciwieństwie do fanów Liverpoolu, którzy na kilka minut przed końcem meczu myśleli, że zdobędą mistrzostwo... >>), bo Cagliari naprawdę skończyło mecz i naprawdę nie wygrało. I każdy z piłkarzy świętował po swojemu; niektórzy ruszyli do kolegów, inni po prostu padli na murawę. To po prostu trzeba zobaczyć:

A to oznaczało najważniejsze: Salernitana odniosła największy sukces w historii, po raz pierwszy utrzymując się w Serie A (dwie pierwsze przygody w sezonach 1947/48 i 1998/99 kończyły się po roku; prawie całą ponad 100-letnią historię spędziła w Serie B i C). Nie przeszkodziło to, że w pierwszych 30 kolejkach zdobyła tylko 16 pkt; w ostatnich ośmiu dorzuciła 15 pkt, odrobiła 9 pkt straty do Cagliari (choć miała dwa mecze mniej) i utrzymała się w Serie A wbrew wszelkim przewidywaniom. - Wszystko, co zrobiliśmy, kosztowało nas wiele wysiłku i potu. Jestem szczęśliwy, bo Salerno to wyjątkowe miejsce. Ostatnie miesiące były niesamowite pod względem intensywności dla mnie i dla całej drużyny - stwierdził Nicola.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.