Blisko pół rok temu Krzysztof Piątek niespodziewanie trafił do Fiorentiny. Niespodziewanie, bo wydawało się, że po nieudanej przygodzie w Hercie Berlin (zaledwie 12 goli w Bundeslidze w dwa sezony) trafi do klubu z niższej półki. A jednak Viola, zasilana pieniędzmi amerykańskiego miliardera Rocco Commisso, postanowiła wypożyczyć Polaka.
Jeśli napastnik dobrze się spisze, to Włosi mogą wykupić go za około 15 milionów euro. I początkowo wydawało się, że powrót na Półwysep Apeniński okaże się strzałem w dziesiątkę. Piątek przypomniał, dlaczego kibice Genoi i Milanu wołali na niego "Il Pistolero". Po sześciu spotkaniach w Serie A miał na koncie trzy gole. Do siatki trafiał też w Pucharze Włoch. Najpierw pokonał bramkarza Napoli, a potem dwukrotnie strzelał Atalancie Bergamo. Później jednak Juventus wyeliminował Violę z rozgrywek Coppa Italia, a w Serie A Polak zaczął zawodzić.
Z ośmiu ostatnich spotkań ligowych aż trzy przesiedział na ławce rezerwowych. Na możliwych 720 minut spędził na murawie zaledwie 228. W tym czasie nie zdobył żadnej bramki. Trener Vincenzo Italiano zaczął częściej stawiać na Artura Cabrala, również ściągniętego zimą, by jakoś załatać wyrwę po sprzedaży Dusana Vlahovicia do Juventusu. Różnica polega jednak na tym, że były napastnik FC Basel kosztował 14 milionów euro, a Piątek wciąż może wrócić do Berlina.
Liczby 26-letniego Polaka nie wyglądają źle. A na pewno lepiej niż Cabrala. W 15 meczach (rozegrane 824 minuty) zdobył sześć bramek. Z kolei 24-letni Brazylijczyk ma na koncie 13 spotkań (718 minut) i dwie bramki. Jaka więc przyszłość czeka Piątka, który ostatnio został nazwany "rewolwerowcem z mokrym prochem"?
- Piątek miał dobry początek. Był decydujący w pierwszych meczach, ale później nabawił się urazu na kadrze. A że Fiorentina więcej zainwestowała w Cabrala, to teraz on dostaje więcej szans, by szybciej się zaaklimatyzował. Brazylijczyk stał się podstawowym napastnikiem, więc na ten moment to wątpliwe, aby Polak został wykupiony. Pewnie wróci latem do Berlina - mówi Sport.pl David Fabbri, dziennikarz serwisu fiorentinanews.com.
Losy Piątka, jak i całego letniego mercato, będą uzależnione od wyników sportowych Fiorentiny. Choć Viola od kilku lat ma duże aspiracje, to minione sezony były fatalne w jej wykonaniu. Rok temu skończyło się na 13. miejscu. W tym sezonie wreszcie jest szansa na powrót do europejskich pucharów. Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek zespół Italiano zajmuje siódme miejsce, premiujące grą w Lidze Konferencji UEFA. Do Lazio i Romy strata wynosi trzy punkty, ale już w najbliższej kolejce rywalem Violi będzie właśnie Roma.
Przy okazji trzeba uważać, by na ostatniej prostej Fiorentiny nie wyprzedziła Atalanta, która też ma 56 punktów. Bez europejskich pucharów trzeba będzie zmienić plany transferowe na lato, a są one ambitne. Na celowniku jest dwóch napastników.
Fiorentina obserwuje Augustina Alvareza, reprezentanta Urugwaju grającego w Penarolu. Na liście życzeń jest też Andrea Belotti, mistrz Europy, którego latem wygasa umowa z Torino.
- Fiorentina jest na tropie Urugwajczyka już od stycznia. Bezpośredni kontakt z napastnikiem nawiązał Nicolas Burdisso, dyrektor techniczny Violi. Jest w stałym kontakcie z urugwajskim klubem i niedługo poznamy efekt intensywnych negocjacji. Zarząd Fiorentina przychylnym okiem patrzy też na Belottiego. Te plotki transferowe sprawiają, że Piątek oddala się od Fiorentiny. Ale sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Polak wie, jak zdobywać bramki, więc jeśli będzie miał dobrą końcówkę sezonu, to ostatnie słowo będzie należało do trenera Italiano.
Oprócz Piątka piłkarzami Fiorentiny są dwaj inni Polacy: Szymon Żurkowski i Bartłomiej Drągowski. Pomocnik spędza jednak kolejny sezon na wypożyczeniu w Empoli, gdzie stał się ważnym zawodnikiem. Żurkowski może pochwalić się sześcioma golami i dwoma asystami. Czy po sezonie będzie miał szansę na grę we Fiornetinie?
- Biorąc pod uwagę jego wysoką formę, a także kontuzję Gaetano Castrovilliego, który do gry wróci dopiero w październiku, Żurkowski wydaje się ciekawym pomysłem. Wszystko wskazuje, że latem Polak trafi na zgrupowanie z pierwszą drużyną, by trener Italiano mógł ocenić jego przydatność. Jeśli nie będzie gotowy do gry, to znowu może zostać odesłany na wypożyczenie - uważa włoski dziennikarz.
Inaczej wygląda sytuacja 24-letniego Bartłomieja Drągowskiego, który w poprzednim sezonie był pewnym punktem Violi i jednym z najlepszych bramkarzy ligi, ale w tym sezonie zawodzi i jest tylko zmiennikiem przeciętnego Pietra Terracciano. Kontrakt Polaka wygasa w 2023 roku, więc to lato będzie ostatnią szansą, aby na nim dobrze zarobić.
- Nie ma szans, że Bartek przedłuży umowę, więc pewnie latem odejdzie. Tym bardziej że w jego miejsce szykowany jest Guglielmo Vicario z Empoli lub Alessio Cragno z Cagliari. Na razie nie mówi się nic o konkretnych kwotach, ale o Drągowskiego zabiega Napoli, Atalanta oraz zagraniczne kluby - kończy Fabbri.