Wydał 340 mln euro, bo chciał spłacić dług ojczyźnie. Teraz grzmi: Pieprzyć ich

Michał Kiedrowski
Podobno kocha piłkę nożną czystą miłością. Wrócił do Włoch, by dać rodakom trochę radości. I jest wściekły. Świat futbolu wygląda inaczej, niż to sobie wyobrażał. Ma dość chciwych agentów; piłkarzy, którzy zagrają dla każdego, kto da więcej; trenerów, którzy siedzą w kieszeniach menedżerów zawodników; bogatych klubów, które oskarża o kreatywną księgowość i kibiców, którzy uważają, że sukces trzeba kupić.

– Jestem zupełnie innym zwierzęciem – mówi Rocco Commisso, właściciel Fiorentiny. Klubu, w w którym w ostatni czwartek zadebiutował napastnik reprezentacji Polski, Krzysztof Piątek. – Mam nadzieję, że oni szanują też inne zwierzęta. Ale jeśli nie, to pieprzyć ich.  

Te słowa amerykański biznesmen, który urodził się we Włoszech 72 lata temu, wypowiedział w rozmowie z dziennikarzem "Financial Times", Muradem Ahmedem. Biznesowy dziennik w długim artykule opisał historię miliardera, który z rodzinnego kraju wyjeżdżał, jak mówi obrazowo, z rzeczami w jednym kartonie, by wrócić do niego z kieszeniami pełnymi pieniędzmi i zainwestować w piłkę nożną, którą kochał od dziecka.

Zobacz wideo

Rocco Commisso kupił Fiorentinę, bo chciał spłacić dług ojczyźnie

Commisso właścicielem Fiorentiny został w czerwcu 2019 r. Kupił klub za 170 mln euro. Tanio, bo drużyna nie miała przed sobą wielkich perspektyw. – Prawie spadliśmy po ostatnim meczu ostatniego sezonu, więc naszym pierwszym celem jest to, że musimy być lepsi w nowym sezonie. Poza tym nie określę żadnych innych celów dla nikogo. Głównie dlatego, że wolę tych, którzy mniej obiecują, a potem przekraczają oczekiwania – mówił Commisso. 

To było już drugie podejście amerykańskiego miliardera do kupienia klubu Serie A. Wcześniej chciał nabyć Milan za 610 mln euro. Wszystko było dogadane, ale poprzedni właściciel wycofał się z umowy. Wcześniej kupił amerykański New York Cosmos – klub, który nawiązuje nazwą do drużyny rozwiązanej w 1985 r., w której grały takie gwiazdy piłki nożnej jak Franz Beckenbauer i Pele.

Dwa i pół roku temu Commisso mówił, cytowany przez magazyn "Forbesa": – Przez 17 lat poprzedni właściciele nie wygrali żadnego trofeum. To będzie szło powoli, ale mam nadzieję, że prędzej lub później ogarnę, o co w tym chodzi. Mam nadzieję, że z czasem – nie powiem w jakim okresie – zaczniemy odnosić więcej zwycięstw niż porażek i zdobędziemy jakieś trofea, a fani będą z nas dumni. 

Dziś właściciel Fiorentiny nie jest już tak optymistycznie nastawiony do prowadzenia piłkarskiego biznesu. Szybko ogarnął, o co w nim chodzi i bardzo mu się to nie podoba. Wspomniany na początku artykuł w "Financial Times" nosi znamienny tytuł: "Rocco Commisso kupił klub piłkarski. Wtedy zaczęły się kłopoty".

Rocco Commissio jest wściekły na dzienniakrzy i biurokrację

Do szału doprowadzili go dziennikarze podczas konferencji prasowej w maju ubiegłego roku. W przypływie złości zadeklarował, że sprzeda klub każdemu z obecnych, który wyłoży 335 milionów euro w ciągu 10 dni. Gdy nikt nie wyrwał się z przyjęciem oferty, prychnął: – Zamknijcie się, jeśli nie macie pieniędzy. 

Fiorentina w poprzednim sezonie zajęła 13 miejsce z siedmioma punktami przewagi nad strefą spadkową. Kibice nie tak sobie wyobrażali funkcjonowanie klubu pod wodzą "Wujka z Ameryki" – jak nazywa siebie Commisso. Liczyli na wielkie transfery. Tymczasem Amerykanin prowadził klub według swoich deklaracji z czerwca 2019 r. – Zainwestowałem z pasji do piłki nożnej. Nie chcę robić pieniędzy na futbolu, ale też nie chcę tracić. 

Amerykanin założył sobie, że klub będzie utrzymywał równowagę finansową. Ale rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana. Okazało się, że budowa nowego stadionu, który miałaby skokowo zwiększyć przychody klubu, wymaga gigantycznych starań w rozmaitych urzędach. A i tak na koniec okazuje się, że na wytypowanym pod budowę terenie nie da się zbudować obiektów zbyt wysokich, bo objęty jest on ochroną architektoniczną. Tak było np. z centrum treningowym Viola Park. Projekt przeszedł całą drogę formalną w urzędach, a na koniec pracę zostały wstrzymane, bo teren, na którym miał powstać, nakładał na inwestorów poważne ograniczenia w gabarytach budynków. Cały kompleks – m.in. ze stadionem na 4,5 tys. widzów, pływalnią, salami treningowymi, internatem dla młodych zawodników, a nawet kaplicą – trzeba było przeprojektować. Potem na terenie budowy znaleziono antyczne zabytki. Trzeba było przeprowadzić prace archeologiczne. Koszty, które musiał ponieść Commisso, zwiększyły się w sumie o 20 mln euro. – Całe ta bzdurna biurokracja, przyprawia mnie o szaleństwo – mówi Amerykanin.  

Obecnie Fiorentina gra na archaicznym Stadio Artemio Franchi, wybudowanym w 1931 r. Stadion architektonicznie jest piękny, ale to już zabytek. Commisso nazywa go "najbardziej gównianą rzeczą, jaka kiedykolwiek została wymyślona". Chciał przeprowadzić przebudowę obiektu, ale władze też się nie zgodziły.

Rocco Commissio jest wściekły na agentów i piłkarzy

Innym elementem współczesnego futbolu, który wkurza miliardera, są agenci, reprezentujący piłkarzy. Commisso wścieka się, że do swoje kieszeni zgarniają oni poważne kwoty przy każdym konrakcie i transferze. Z tym problemem musiał zmierzyć się już na samym początku, gdy okazało się, że krótko przed sprzedażą klubu starzy właściciele podpisali z agentem Abdilgafarem Falim Ramadanim bardzo niekorzystną umowę. Agent miał wynegocjować transfery pięciu najlepszych zawodników i dostać prowizję niezależnie od tego, czy nowe władze Fiorentiny dadzą zawodnikom zgodę na zmianę klubu, czy nie. Dziś Ramandani jest ścigany przez włoski wymiar sprawiedliwości z powodu oskarżeń o przestępstwa podatkowe i pranie brudnych pieniędzy. A Commisso raz na zawsze zraził się do piłkarskich agentów. I te podejrzenia zaważyły na przykład na losie Gennaro Gattuso, który był trenerem Fiorentiny tylko przez 23 dni i odszedł w czerwcu ubiegłego roku. Właściciel klubu podejrzewał trenera, że współpracuje ze swoim agentem słynnym Jorge Mendesem i chce sprowadzić do klubu jak najwięcej jego zawodników. 

Teraz Commisso zmaga się z agencją International Sports Office z Belgradu, która reprezentuje największą gwiazdę drużyny – Dusana Vlahovicia. Kontrakt Serba wygasa w czerwcu 2023 r. i Fiorentina chciałaby go przedłużyć, żeby nie ryzykować, że piłkarz odejdzie za półtora roku za darmo. Agenci Vlahovicia postawili jednak zaporowe warunki – chcą 8 mln za samo przedłużenie umowy zawodnika i po 10 procent prowizji od obu stron przy ewentualnym transferze. Commisso nie chce się zgodzić i apeluje do piłkarza, by okazał trochę wdzięczności klubowi, który go wypromował. – Im dłużej jestem tutaj i zajumje się tym zwariowanym sportem, tym bardziej wiedzę, jaki jest on spieprzony – mówi Commisso.  

Rocco Commisso oskarża: W USA pozwaliby skurwysynów

Ma też pretensję, że młodzi zawodnicy chcą coraz więcej pieniędzy. – 20 latkowie zarabiają miliony euro, a ja, gdy poszedłem do pierwszej pracy, miałem 10,5 tys. dolarów na roku. 200 na tydzień – narzeka. 

Na współczesnych kibiców też patrzy bardzo krytycznie. – Oni kochają mnie do pewnego momentu. Dopóki wygrywam i wydaję pieniądze.

O kolegach – właścicielach – też nie ma najlepszego zdania. Gdy cena akcji Juventusu spadła na giełdzie po tym, jak w klubie policja przeprowadziła rewizję, szukając dowodów potwierdzających nieprawidłowości przy transferach, Commisso powiedział, że gdyby do czegoś takiego doszło w USA, to posiadacze akcji, którzy by na tym stracili, "pozwaliby skurwysynów". Uważa też, że większość klubów w Serie A stosuje kruczki prawne, by ukrywać długi i wydatki na transfery, by mieścić się w limitach ustalonym przez ligę. Nieuczciwe klubu odraczają też płatności podatkowe i rozkładają na raty pensje piłkarzy. A cały włoski futbol wymaga gruntownej naprawy. 

Rocco Commissio we Włoszech pokochał piłkę nożną

Commisso wyjechał z Włoch w wieku 12 lat. Wcześniej powędrował tam jego ojciec, a Rocco z matką i trojgiem rodzeństwa został w rodzinnej Kalabrii i utrzymywali się – jak twierdzi – za dolara dziennie. W końcu jednak i reszta rodzony dołączyła do ojca w w USA. Osiedli na nowojorski Bronksie. Po szkole średniej młody Rocco dzięki piłce nożnej skończył prestiżowy Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku. W przeciwieństwie do większości właścicieli klubów piłkarskich, Commisso był w młodości wyczynowym piłkarzem. Na Uniwersytecie Columbia dostał stypendium sportowe. A w czasie, kiedy był zawodnikiem akademickiej drużyny, Columbia Lions po raz pierwszy w historii zostali zakwalifikowani do turnieju o mistrzostwo USA. Commisso próbował także załapać się do olimpijskiej reprezentacji USA w 1972 r., ale nie ostatecznie nie załapał się do składu po testach na zgrupowaniu.

– Inwestując w mojej ojczyźnie, zwracam mojemu krajowy to, co dała mi piłka nożna, która mnie zafascynowała, gdy tutaj mieszkałem – tłumaczy Commisso. 

Po studiach pracował najpierw w firmie Pfizer, a potem Chase Manhattan Bank (obecnie JPMorgan Chase) i Royal Bank of Canada. Wreszcie był wiceprezesem firmy Cablevision Industries. Gdy firmę przejął koncern Time Warner, dostał 5 mln dolarów premii. Wtedy postanowił rozkręcić własny biznes. Za swoje pieniądze założył i rozwinął firmę Mediacom. Jego pomysł na biznes był prosty. Oferował telewizję kablową i internet w miejscach, gdzie nie opłacało się tego robić telekomunikacyjnym gigantom – we wsiach i małych miasteczkach. Pierwsze okablowanie położył w Ridgecrest w Kalifornii. "Pośrodku niczego" – jak mówi dziś – "Dalej jest tylko Dolina Śmierci". 

Dziś Mediacom ma 2 miliardy dolarów rocznych przychodów i 800 mln zysku operacyjnego, a majątek Commisso szacowany jest wedłu różnych źródeł od 7,2 mld do 8,5 mld dolarów. Pod tym względem uznawany jest za najbogatszego właściciela klubu w Serie A. 

Ale inwestycja wychodzi Commisso bokiem. I nie chodzi o pieniądze, które musiał włożyć klub. Jak sam liczy – 340 mln euro. To, koszt zakupu drużyny plus nadzwyczajną pomoc w czasie pandemii (80 mln) i nowy ośrodek treningowy (90 mln). Chodzi o szacunek, na który nie może liczyć z niczyjej strony. Zwłaszcza od dziennikarzy. Najbardziej zalazła mu za skórę "La Gazzetta Dello Sport", która napiasał o nim: "Don Rocco przypomina bardziej postać z włoskiego filmu klasy B niż bohatera gangsterskiego obrazu Scorsese czy Coppoli".

Commisso wścieka się, że tak wiele zrobił dla klubu, który po kilku latach przerwy znów w tym sezonie walczy o grę w europejskich pucharach, a nikt tego nie docenia. Mówi, że nie chce być "głupim Amerykaninem", który będzie wyrzucać kasę w błoto.

Inny cytowany przez "Financial Times" amerykański inwestor w Serie A mówi o Commisso: "Myślał, że będzie jak Cezar, wracający do Rzymu bohater zdobywca. Myślał, że zostanie ciepło przyjęty jak ten, który chce pomóc swojej ojczyźnie. Zamiast tego ludzie potraktowali go ostro, zaczęli krytykować. A on teraz mówi sobie: Po co mi to, kurwa, było?" 

Więcej o: