Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nie ma takiego drugiego zespołu w Europie. Przełom Milanu ma dwóch ojców

Milan do pierwszego miejsca w Serie A kroczył od przełomu do przełomu: od przegranych w lutym derbów Mediolanu, przez dobrze przepracowany czas lockdownu, po rezygnację z zatrudnienia Ralfa Rangnicka. Niesiony ambicją Zlatana Ibrahimovicia i spokojem Stefano Piolego rozpoczął sezon najlepiej od 24 lat.

Milan wygrał wszystkie siedem meczów - cztery ligowe, dzięki czemu jest samodzielnym liderem Serie A i trzy eliminacyjne Ligi Europy (z Shamrock Rovers, Bodo/Glimt i z Rio Ave po rzutach karnych), co przełożyło się na awans do fazy grupowej. Nie ma w tym przypadku. Byłby też na pierwszym miejscu tabeli uwzględniającej cały 2020 rok czy podsumowującej wszystkie mecze po wznowieniu rozgrywek. Po koronawirusowej przerwie nie przegrał ani jednego spotkania z dwudziestu (jako jedyna drużyna w czołowych ligach europejskich), strzelił najwięcej goli w Europie, mimo że za rywali miał wszystkich świętych włoskiej piłki: Romę, Napoli, Inter, Lazio, Atalantę i dwukrotnie Juventus.

Zobacz wideo Show Zlatana Ibrahimovicia! Milan lepszy w derbach od Interu [ELEVEN SPORTS]

Zlatan Ibrahimović, znaczy lider

Mimo to, do Milanu wciąż podchodziło się z pewną nieufnością, na którą klub ten pracował od lat. Dopiero rozegrany w sobotę mecz z Interem miał być prawdziwym sprawdzianem. I ten Inter został zabiegany przez Davide Calabrię, zakręcony przez Rafaela Leao, podziurawiony podaniami Hakana Calhanoglu, dobity przez Zlatana Ibrahimovicia, autora dwóch goli, a w drugiej połowie zatrzymany przez Gianluigiego Donnarummę. Milan wygrał 2:1 i odkąd skończył się mecz, Stefano Pioli wciąż odpowiada na pytania o scudetto. A jeśli nie mistrzostwo, to może chociaż Liga Mistrzów? - drążą dziennikarze. To pytania, na które nie odpowiadał żaden z ośmiu ostatnich trenerów Milanu. Żaden też - od czasu Fabio Capello pożegnanego w 1998 roku - nie rozpoczął sezonu tak spektakularnie.

Pioli, abstrahując już od aktualnego miejsca w tabeli, przywraca klubowi godność. Uciera nosa Interowi i pierwszy raz od blisko pięciu lat wygrywa w derbach. Odrabia dwubramkową stratę z Juventusem - strzela trzy gole w pięć minut, a później dobija czwartym. Wchodzi do Ligi Europy dopiero po dwunastej serii rzutów karnych w meczu z Rio Ave. Nareszcie dostarcza emocji. Milan znów uwodzi. Jednych rozsądkiem i rzetelną pracą Pioliego, drugich zuchwałością Ibrahimovicia. Zlatan mówi: "Pioli jest trenerem, więc to on rządzi". Ale pozostali piłkarze Milanu spoglądają z zachwytem przede wszystkim na niego. A on się tym cieszy, bo chociaż grał już w dziewięciu klubach, to w żadnym nie miał takiego statusu. Oczywiście, był perłą w koronie - choćby w Interze, był najlepszym zawodnikiem i liderem - na przykład w PSG, miał już status legendy - i w Manchesterze United, i w Los Angeles Galaxy. Ale dopiero teraz to wszystko się połączyło. Tylko w Milanie jest to zarysowane tak wyraźnie. Tylko tutaj przepaść w dorobku, doświadczeniu i umiejętnościach między nim a resztą kadry jest tak wyraźna. Dopiero teraz Zlatan dojrzał do bycia mentorem i sprawił, że inni zawodnicy przy nim rosną. 

Już Carlo Ancelotti ściągał go do Paryża, bo potrzebował piłkarza, który swoim uzależnieniem od zwycięstw zarazi resztę. Kupował nie tylko nogi Ibrahimovicia, ale też jego charakter. Widział w nim cechy doskonałego lidera. Dlatego, gdy Zlatan irytował się na treningach, że ktoś odstaje od niego umiejętnościami i kazał mu natychmiast wracać do swojego kraju, bo na PSG był za słaby, Ancelotti przymykał oko. Szwed zawsze wymagał od siebie i reszty tyle samo. Kto odstawał, miał z nim pod górkę. Gdy pierwszego dnia pojawił się w hotelu na zgrupowaniu PSG i kazał za sobą nieść walizki, wielu uznało, że takim bucem jak w mediach, jest też w życiu. Że to prawda z tym ego wielkości Parc des Princes. A to była tylko pierwsza lekcja profesjonalizmu. Tymi walizkami chciał przypomnieć, że w najlepszych klubach każdy musi robić swoje, by całość współgrała. Zaczął od hotelowego boya, kończył na największych gwiazdach PSG.

W Milanie zachowuje się inaczej. Na treningach wciąż kogoś przytula. Podchodzi, doradza, a na koniec klepie po plecach. Nikomu już nie mówi, że jest za słaby i nie pasuje do drużyny. Ambicją, zaangażowaniem i ciężką pracą wciąż jednak zaraża wszystkich dookoła. - Czuję na sobie dużą odpowiedzialność, jestem najstarszy w drużynie, wszyscy za mną podążają. Cieszę się, że wszyscy są głodni zwycięstw. Nie akceptuję odpoczywania na treningach czy w meczach. Oczekuję pracy na 200 procent - mówił po meczu z Interem. - Strzeliłem dwa gole, pomogłem zespołowi wygrać, ale nie jestem zaskoczony swoim poziomem. Czuję się bardziej kompletny niż dziesięć lat temu, bo jestem bardziej doświadczony. Gdybym miał swój stan fizyczny sprzed dziesięciu lat, przy doświadczeniu, które mam teraz, nikt by mnie nie zatrzymał. Chociaż, prawdę mówiąc, teraz też nikt nie potrafi mnie powstrzymać - śmiał się przed kamerami "Sky Sports". 

Milan - zespół Zlatana Ibrahimovicia i Stefano Pioliego

Ibrahimović idzie z Piolim pod rękę. "La Gazetta" zasługi za odbudowanie Calhanoglu i Kessiego przypisuje im po równo. Pioli zmienił ustawienie i znalazł im nowe pozycje, a Zlatan wpłynął na ich pewność siebie. Obaj są dziś kluczowymi piłkarzami Milanu. Ale szczególną uwagą Szwed otoczył Rafaela Leao. Już w styczniu, zaraz po tym jak poznali, zaprosił go na kolację. Polubili się. Leao mówi, że ma obok siebie "big brothera", który wziął go pod swoje skrzydła. Wielki brat rewanżuje się komplementami: że Portugalczyk ciężko pracuje na treningach, że dobrze się porusza po boisku, że - to już po meczu z Interem - jest prawie tak dobrze zbudowany jak on.

Pioli twierdzi, że nie ma odpowiednich słów, by wyrazić, ile Ibrahimović dał jego drużynie. A skoro tak, to niech przemówią zdjęcia. Po meczu z Interem Szwed zamieścił w Internecie zdjęcie lwa, który dopiero co pożarł swoją ofiarę.

 

Ma z tym lwem wiele wspólnego: niepohamowany głód i widoczną na pierwszy rzut oka siłę. 39-letni Ibrahimović dwa tygodnie przesiedział w domu zarażony koronawirusem, a mimo to zagrał w derbach dziewięćdziesiąt minut, strzelił dwa gole, a następnego dnia ochrzcił się Bogiem Mediolanu i zaczepił w mediach społecznościowych Romelu Lukaku, napastnika Interu, z którym zaprzyjaźnił się podczas gry w Manchesterze United. - Zamknęli zwierzę w domu na dwa tygodnie. Było ciężko, ale nikt mnie nie zatrzyma. Jestem jak ten lew - brnął w porównania zaraz po meczu. Pioli w poniedziałek rano powiedział na antenie radia, że klub już pracuje nad nową umową dla Ibrahimovicia, żeby po tym sezonie nie odszedł. A włoscy dziennikarze zaczęli liczyć: Zlatan mógłby zostać najstarszym strzelcem gola w Lidze Mistrzów. Dotychczasowy rekordzista - Francesco Totti miał 38 lat i 59 dni. Ibrahimović już jest starszy. Musi tylko wprowadzić Milan do tych rozgrywek, a później trafić do siatki. Sam mierzy jeszcze wyżej.

- Mistrzostwo? Jest taka możliwość. Ktoś, kto wierzy, może zrobić wszystko. Musimy oczywiście myśleć o każdym kolejnym meczu jak o finale. Kiedy tutaj przyjechałem, celem był powrót do Europy. Już tam jesteśmy. Zespół wciąż znakomicie się rozwija, świetnie przepracował czas lockdownu. Dzisiaj mamy już inną mentalność, młodzi biorą na siebie większą odpowiedzialność, wszyscy znakomicie trenują - mówi Zlatan, a statystki potwierdzają, że zespół go potrzebuje, ale nie jest od niego uzależniony. W czterech meczach, które przegapił z powodu zarażenia koronawirusem, siedmiu piłkarzy Milanu strzeliło w sumie jedenaście goli. 

Pioli o mistrzostwie mówić nie chce. Powtarza, że są trzy lub cztery zespoły, które latem wydały więcej na wzmocnienia i wciąż potencjałem kadrowym są ponad jego drużyną. Chwali Inter, przypomina, że za chwilę Juventus znów będzie wielki i jak zawsze pozostaje faworytem do zdobycia mistrzostwa. Za to o "inwestycjach długoterminowych" i "solidnych fundamentach" swojego zespołu rozprawia w każdym wywiadzie. Jest wyważony i spokojny. Daleko mu do showmana - od tego w Milanie jest Zlatan. Przyjaciele Pioliego mówią, że najchętniej nie schodziłby z roweru. Lubi samotne wycieczki - tę ciszę i swoje towarzystwo. Woli pracować niż mówić. Gdy media go zwalniały, by zrobić miejsce Ralfowi Rangnickowi, który miał przybyć do Mediolanu w roli trenera i dyrektora sportowego, też niczego nie komentował. Wygrywał mecze. Jeden za drugim. I to go uratowało, bo chociaż miał za sobą wstawiennictwo dyrektora Paolo Maldiniego, bez wyników i tak byłby zwolniony. Plotkowało się o tym zimą i latem. Zresztą, Pioli nigdy nie miał w Milanie silnej pozycji. Zastępował na ławce Marco Giampaolo już po siódmej kolejce poprzedniego sezonu, ale nikt nie widział w nim zbawcy. Tego lata, gdy wszyscy zadzierali głowy wypatrując samolotu z Rangnickiem, na jego biurko spadł jednak dwuletni kontrakt. Najlepszy dowód zaufania.

Kluczowa porażka w drodze do pierwszego miejsca

Jego zespół narodził się w lutym 2020 roku - w przegranych 2:4 derbach z Interem. Zagrał wtedy znakomitą pierwszą połowę: prowadził 2:0, grał z polotem, a piłkarze Antonio Conte nie potrafili rozgryźć zaskakującego ustawienia 4-2-3-1. Po przerwie wszystko się zmieniło - Inter nauczył się Milanu, strzelił cztery gole i wygrał. Druga połowa była bolesnym ciosem, ale z pierwszej płynęło wiele konstruktywnych wniosków: że miejsce Calhanoglu jest w środku pola, że Kessie i Bennacer muszą grać za nim, że Ibrahimović może być jednym napastnikiem pod warunkiem, że będzie miał wsparcie dwóch ruchliwych skrzydłowych. I właśnie tak ustawiony Milan, ale znacznie silniejszy mentalnie, wygrał w sobotę z Interem.

Mówi się, że jego młodym piłkarzom pomagają puste trybuny i rola czarnego konia. Że są niesieni entuzjazmem kolejnych zwycięstw i dopiero po pierwszej porażce możemy poznać faktyczną moc Milanu. Do mistrzostwa wciąż bardzo daleko. Na papierze w ogóle wydaje się nierealne. Bo Juventus, bo Inter, bo Napoli, bo Atalanta, bo Lazio. Przynajmniej pięć zespołów teoretycznie ma dziś większy potencjał niż Milan. A trzeba pamiętać, że w ostatnich latach w Serie A próżno szukać wielkich sensacji - mistrz od lat ten sam, wicemistrz zawsze przewidywalny, skład pucharowiczów raczej mało zaskakujący. Im wyższy potencjał, tym wyższe miejsce. Tyle że Milan rozwija się szybciej od tych większości tych zespołów, dobrą taktyką potrafi zneutralizować deficyty. I wciąż nie wiadomo, kiedy pierwszy raz przegra.