Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Polacy znowu robią furorę w Serie A! Szykuje się debiut w kadrze Jerzego Brzęczka

"Rywale niewiele mogą zrobić, gdy on jest na boisku" - o Karolu Linettym pisał niedawno portal sampnews24.com. Pomocnik znajduje się w coraz lepszej formie, dzięki której może wrócić do reprezentacji Polski. Jerzy Brzęczek przed wrześniowymi meczami powinien przyjrzeć się zresztą nie tylko jemu. Spośród Polaków w Serie A, nie tylko 25-latek ostatnio się wyróżnia.

Myślę Serie A, mówię... No właśnie. Po odejściu Krzysztofa Piątka z Milanu, a właściwie nawet przed odejściem, a po utracie jego formy, trudno było znaleźć Polaka w lidze włoskiej, który regularnie wyróżniał się swoimi występami i był chwalony przez media. Może poza Wojciechem Szczęsnym, który na wysokim poziomie gra właściwie od początku pobytu w Juventusie. 

Po pandemii koronawirusa sytuacja polskich piłkarzy w Serie A nieco się jednak zmieniła. Coraz większa ich liczba odgrywa kluczowe role w swoich drużynach. W przypadku niektórych może oznaczać to powołanie do reprezentacji Polski na wrześniowe mecze z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną.

Zobacz wideo Lazio - Sampdoria 5:1. Linetty strzela bramkę [ELEVEN SPORTS]

Linetty liderem Sampdorii

Poza wspomnianym Szczęsnym, który dobre recenzje zbiera właściwie po każdym występie w barwach Juventusu (choć jego zespół w tym sezonie nie dominuje tak, jak do tego przyzwyczaił), w ostatnich tygodniach bardzo wyróżnia się Karol Linetty. 25-latek po przerwie spowodowanej koronawirusem rozegrał 7 spotkań (na 8 możliwych), wszystkie zaczął w pierwszym składzie i w każdym zagrał minimum 70 minut. W dodatku w spotkaniu 30. kolejki ze Spal (3:0) strzelił dwa gole. "Rywale niewiele mogą zrobić, gdy on jest na boisku" - pisał wówczas portal sampnews24.com. Umiejętność bezwzględnego wykorzystania błędów przeciwników podkreślał także portal tuttomercatoweb.com.

Linetty swoimi występami walczy nie tylko o wzmocnienie pozycji w Sampdorii. Walczy też o powrót do reprezentacji Polski, w której Jerzy Brzęczek nie widział dla niego miejsca właściwie od początku prowadzenia kadry. Linetty pod jego wodzą zagrał tylko trzy razy. I to w Lidze Narodów, gdzie selekcjoner testował różne warianty personalne. Później Brzęczek zabrał go na trzy zgrupowania, ale ani razu nie dał mu zagrać. Na dwóch ostatnich w 2019 roku, Linettego nie było już nawet wśród powołanych (z październikowego zgrupowania wyeliminowała go kontuzja, na listopadowe po prostu się nie załapał). Teraz wszystko wskazuje jednak na to, że - w przypadku utrzymania formy - nazwisko zawodnika Sampdorii przed wrześniowym zgrupowaniem kadry znajdzie się na liście powołanych.

Sebastian Walukiewicz wzmocni defensywę?

O powołaniu do reprezentacji powoli może też myśleć Sebastian Walukiewicz. Jemu paradoksalnie przerwa w rozgrywkach wyszła na dobre - po pandemii opuścił tylko pierwszy mecz Cagliari. W siedmiu kolejnych już grał, za każdym razem wychodząc na boisko w pierwszym składzie. Niemal w każdym z nich były gracz Pogoni Szczecin zbierał tak dobre noty, że znalazł się w najlepszym zespole czerwca piłkarzy do lat 21 z Top 5 lig w Europie, wybranym przez portal statystyczny whoscored.com. Polak stworzył linię obrony z Trentem Alexandrem-Arnoldem z Liverpoolu, Matthijsem De Ligtem z Juventusu oraz Alphonso Daviesem z Bayernu Monachium.

Walukiewicz w pierwszej reprezentacji jeszcze nie zagrał. Nie był do niej nawet ani razu powołany. Obecnie ma jednak na to coraz większe szanse.

Drągowski pewniakiem na "trójkę"

Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się też, że w kadrze na wrześniowe mecze kadry znajdzie się Bartłomiej Drągowski. 22-latek wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie Fiorentiny, z którego nie wypada niemal w ogóle od początku sezonu. Na 33 kolejki Polak rozegrał 31 spotkań. Osiem razy zachował w nich czyste konto. Były zawodnik Jagiellonii Białystok chwalony był przede wszystkim po występie w meczu z Cagliari (0:0), po którym portal SofaScore.com umieścił go w najlepszej drużynie 31. kolejki Serie A (miejsce znajdując także dla wspomnianego wcześniej Walukiewicza). Jeśli młody golkiper utrzyma formę, będzie pewniakiem do zajęcia pozycji trzeciego bramkarza kadry. 

W Neapolu coraz słabiej

O ile polskich pozytywów we Włoszech jest sporo, o tyle negatywów także da się kilka znaleźć. Największym z nich jest przede wszystkim sytuacja Arkadiusza Milika w Napoli. Polak chce odejść z drużyny Gennaro Gattuso, ale szefowie klubu z Kampanii mu tego nie ułatwiają, skutecznie odstraszając potencjalnych zainteresowanych ceną, która wynosi 50 mln euro. Poza niejasną sytuacją transferowa źle wygląda też sytuacja czysto sportowa. Przez to, że Milik chce odejść, trener Napoli nie widzi dla niego miejsca w drużynie. Zazwyczaj wpuszcza go więc na boisko z ławki. W ostatniej kolejce Gattuso Milika wystawił jednak w pierwszym składzie i.... prawdopodobnie tego żałował. Polski napastnik zagrał bardzo słabo i zebrał złe oceny we włoskich mediach. - Już w 5. minucie domagał się podyktowania rzutu karnego, ale kontakt z Danilo był zbyt słaby. Nie umiał poradzić sobie z Danilo i Tomiyasu, nie zrobił niczego, wielka szkoda. Ostatnie występy w Napoli? - napisał portal CalcioNapoli24, oceniając Milika na "4", czyli zdecydowanie najgorzej w zespole (kolejna najgorsza nota to "5"). - Wszystko robił źle, jego kontakty z piłką można policzyć na palcach jednej ręki. Nigdy nie wszedł tak naprawdę w ten mecz - napisał włoski portal IAmNaples, przyznając mu ocenę "5", taką samą, jak neapolitańska gazeta "Il Mattino". - Duch - krótko podsumował go fanowski portal NapoliPiu (ocena "4").

Drugi z Polaków grających w Napoli, Piotr Zieliński, w przeciwieństwie do Milika może liczyć na regularne występy. Po pandemii jednak, mówiąc delikatnie, nie błyszczy. 26-latek wystąpił w sześciu meczach i właściwie w żadnym z nich się nie wyróżnił. Po meczu z Milanem (2:2) został mocno skrytykowany, dostając opinie, jakich Włosi na jego temat już dawno nie wyrażali. - Z trójki pomocników był tym najmniej błyskotliwym - pisał wówczas włoski Eurosport, który jego grę ocenił na "5,5". 

Milik i Zieliński co prawda o brak powołania nie muszą się martwić, ale martwić może się Jerzy Brzęczek, bo gra Polaków z Napoli nie napawa optymizmem.

Reszta daleko w tyle

Poza wymienionymi wyżej piłkarzami, we Włoszech reprezentantów Polski gra jeszcze kilku. Próżno jednak szukać takich, którzy dobijaliby się do kadry. Łukasz Skorupski gra regularnie, ale ostatnie czyste konto zaliczył we wrześniu ubiegłego roku. Filip Jagiełło został "przyspawany" do ławki rezerwowych Genoi i na razie nie widać nadziei na to, że niebawem się z niej podniesie. Z ławki podnoszą się natomiast Łukasz Teodorczyk, Arkadiusz Reca i Mariusz Stępiński, ale oni też na razie nie zachwycają. Na domiar złego Teodorczyk nabawił się niedawno kontuzji.

Przed wrześniowymi meczami kadry, jak w przypadku wielu ostatnich zgrupowań, selekcjoner z pewnością wyśle kilka powołań do Włoch. Tym razem mogą one jednak trafić pod zupełnie inne adresy, niż dotychczas.

Przeczytaj także: