Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Szczęsny usłyszał, żeby palił papierosy, gdzie chce. Ma przyzwolenie"

- W Polsce jest takie utarte przekonanie, że piłkarz zarabia dużo, więc ma się całkowicie skupić na treningach, ma żyć wedle schematu: wstać, jeść, grać, spać. We Włoszech jest inna kultura, inna mentalność. Piłkarz może być traktowany jak bóg, ale jest zarazem człowiekiem, który ma rodzinę i przyjaciół. Nawet po przegranym meczu może pójść do restauracji i napić się wina - mówią nam Piotr Dumanowski i Dominik Guziak, komentatorzy Eleven Sports.

Antoni Partum: Skąd pomysł na książkę "W krainie piłkarskich Bogów"?

Dominik Guziak: - Na pewno nie dla pieniędzy.

Piotr Dumanowski: - Nie dlatego, że jesteśmy bogaci. Tylko na książkach po prostu trudno zarobić. I my to już wiemy.

DG: - Wydawnictwo zaproponowało nam książkę o polskich piłkarzach we Włoszech. Spodobał nam się ten pomysł, ale uznaliśmy, że napiszemy o Włochach, gdzie naszymi przewodnikami będą żyjący tam piłkarze. Potraktowaliśmy to jako wyzwanie i rodzaj przygody. To książka o specyfice życia na Półwyspie Apenińskim, tamtejszej kulturze, no i sporcie, choć wbrew pozorom futbol nie jest tam motywem przewodnim.

PD:-  Już od 10 lat regularnie odwiedzamy Włochy, a od czterech lat służbowo. W tym czasie mieliśmy mnóstwo obserwacji, historii i anegdot, dlatego pragnęliśmy oddać klimat kraju, który żyje futbolem. Chcieliśmy też pokazać, jak żyje się Polakom we Włoszech i jaka jest włoska mentalność. Jakie są wady, a jakie zalety życia na Półwyspie Apenińskim. To coś w rodzaju reportażu pisanego przez pryzmat piłki. Staraliśmy się pisać takim językiem, jakim mówimy na co dzień, jakim komentujemy mecze. Dużą inspiracją były pomysły naszego przyjaciela Piotrka Jasińskiego, reżysera, który jest bardzo kreatywny i podpowiedział nam m.in. o tym, by fabularyzować tę książkę, żeby opowieść nie była jednostajna.

Zobacz wideo Top 5 interwencji Wojciecha Szczęsnego w Serie A [ELEVEN SPORTS ]

Z reguły piłkarze raczej nie palą się do wywiadów. Czym ich przekonaliście?

DG: - Zaskoczyli nas pozytywnym odbiorem i okazali się świetnymi rozmówcami. Może dlatego, że nie pytaliśmy ich o aktualne sprawy, czyli transfery, obecną formę czy zmarnowane okazje podczas meczu. To były raczej luźne rozmowy przy kawie lub winie. Gadaliśmy o życiu we Włoszech. Nie dość, że to przyjemny, lekki temat, to jeszcze z nikim o tym wcześniej zbytnio nie rozmawiali.

PD: - Mieliśmy kilka sytuacji, że dany piłkarz miał tylko godzinkę dla nas, po czym się zasiedzieliśmy tak, że to my musieliśmy uciekać po czterech godzinach rozmowy, a zawodnik zaczynał narzekać: "szkoda, że tak krótko". Tak było np. z Bartkiem Salamonem, który okazał się fantastycznym rozmówcą. On już ma więcej cech Włocha niż Polaka. Mówi po włosku lepiej niż wielu włoskich piłkarzy.

DG: - Świetnie nam się też rozmawiało z Wojtkiem Szczęsnym, bo akurat był czerwiec 2019 roku, gdy opuścił zgrupowanie kadry ze względu na rehabilitację po operacji, przez co miał dużo wolnego czasu, więc nawet sam chciał z nami pogadać. Nie musieliśmy go do niczego zmuszać. Nagraliśmy z nim trzygodzinną rozmowę do książki, po czym siedzieliśmy drugie tyle i nie zahaczaliśmy już prawie o wątki piłkarskie.

Są opowieści Zbigniewa Bońka, Krzysztofa Piątka, Wojtka Szczęsnego, ale i na przykład Tomasza Kupisza, który nie jest aż tak popularny.

PD: - Praca nad książką sprawiła, że mogliśmy lepiej poznać Tomka, który już niemal dekadę występuje na boiskach Serie A i Serie B, więc zna Włochy od podszewki. Gra w Trapani Calcio sprawia, że doskonale czuje taki prawdziwy piłkarski lokalny włoski klimat, nie tylko ten z wielkich klubów, które już bardziej przypominają korporację. Do tej pory nie za bardzo miał gdzie o tym opowiedzieć.

DG: - Z kolei Bartek Salamon jest tylko rezerwowym SPAL, ale jego agentem był słynny Mino Raiola, a w CV ma Milan, więc każdy z naszych rozmówców, również ci z mniejszych klubów, okazali się kopalnią anegdot. Bartek w szczególności, bo nie dość, że ma świetną pamięć, to gra we Włoszech blisko 13 lat, więc poznał świetnie nie tylko tamtejszą ligę, ale przede wszystkim kraj taki, jakim jest. Ma dzięki temu wiele przemyśleń dotyczących nie tylko tamtejszej piłki czy taktyki.

No właśnie - taktyka. We Włoszech to temat, który interesuje niemal każdego kibica i dziennikarza. W Brazylii też kochają futbol na zabój, a jednak istnieje przepaść między tymi krajami w analitycznym postrzeganiu futbolu. Dlaczego?

DG: - Z czym mają największy problem Brazylijczycy po przyjeździe do Europy? Właśnie z taktyką. Brazylijczycy mają inną mentalność. We wszystkim szukają zabawy, co często odbija się na ich stylu gry. Widać to nawet w transmisjach meczowych. Gdy włoska stacja pokaże powtórkę bramki, to od razu zaczyna się analiza. W Brazylii zaraz po strzeleniu gola komentator krzyczy "goool" przez dwie minuty, a realizator pokazuje kibiców na stadionie, którzy tańczą w rytm muzyki. To jest cały czas granie emocjami.

PD: - We Włoszech media nadają od rana do nocy. Do porannej kawki jest czas na analizę prasy, a potem dyskusja toczy się w internecie, w telewizji czy w radiu do późnych godzin wieczornych. Tamtejsza dyskusja też ich świetnie odzwierciedla, bo debata jest żywiołowa, pełna emocji. Każdy komuś kibicuje, więc łatwo urazić czyjeś poglądy, a kibice są zewsząd atakowani medialnymi doniesieniami, więc wpływa to na ogólny poziom debaty. Nie można też zapominać, że w Polsce "Przegląd Sportowy" sprzedaje 30 tysięcy egzemplarzy, a we Włoszech jest co najmniej kilka poważnych tytułów, które codziennie przygotowują po kilkadziesiąt stron o piłce [np. "La Gazzetta Dello Sport", "Corriere dello Sport", "Tuttosport".]. No i statystyczny kibic ma większą wiedzą niż np. polski. Bartosz Bereszyński mówił, że czasami włoski kibic go nie krytykuje, bo wie, że trener mógł mu dać takie, a nie inne, wytyczne. Przykład? W Polsce był krytykowany, że jak na prawego obrońcę zbyt mało się angażuje w ataki Sampdorii, z kolei w Genui kibice nie mieli o to pretensji. Rozumieli, że to trener po prostu chciał mieć odpowiedni balans między defensywa a ofensywą.

Włoska prasa też się różni od np. brytyjskiej. W waszej książce Szczęsny przywołuje historię, gdy po transferze Aarona Ramseya do Juventusu oprowadzał go po Turynie. Były pomocnik Arsenalu nie mógł uwierzyć, że Polak nie ma kłopotu, by palić papierosy w miejscu publicznym. W Anglii od razu trafiłby na okładki brukowców.

PD: - We Włoszech nie ma prasy brukowej, w takim angielskim agresywnym stylu, która by atakowała. Na Wyspach są paparazzi, którzy tylko czekają, by przyłapać celebrytę na gorącym uczynku. W Italii nie ma takiej kultury, by atakować znanych ludzi.

DG: - Okej, o romansach można przeczytać, ale o skandalach, to już nie za bardzo. Większość historii, w których np. pijana gwiazda Serie A prowadzi samochód, po prostu nie jest ujawniana. W taki sposób można sobie spalić kontakt z piłkarzami, czy klubami.

Piszecie, że piłkarze są traktowani we Włoszech jak bogowie. To także dlatego nie muszą się obawiać o swoją prywatność?

DG: - Piłkarze są tam stawiani ponad resztę społeczeństwa, a miłość kibiców jest bezwarunkowa. Jednak ludzi interesuje tylko to, co się dzieje na boisku. Jeśli tam oddajesz całe serce, to poza nim możesz sobie pozwolić na więcej. W Polsce jest takie utarte przekonanie, że piłkarz zarabia dużo, więc ma się całkowicie skupić na treningach, ma żyć wedle schematu: wstać, jeść, grać, spać. We Włoszech jest inna kultura, inna mentalność. Piłkarz może być traktowany jak bóg, ale jest zarazem człowiekiem, który ma rodzinę i przyjaciół. Nawet po przegranym meczu może pójść do restauracji i napić się wina.

Z waszej książki dowiedziałem się, że wchodząc do szatni Juventusu, można poczuć woń papierosów, a wino w praktycznie każdym klubie jest na porządku dziennym. Czyli to mit, że dzisiejsi piłkarze są ultra profesjonalni?

PD: - Dla Włochów to naturalne, że napijesz się winka po pracy, a dzień zaczynasz od kawki. Wspólne biesiadowanie to integralna część tamtejszej kultury. Wojtek Szczęsny opowiadał nam, że nie wszyscy piłkarze są takimi stuprocentowym profesjonalistami, jak Robert Lewandowski i Cristiano Ronaldo. Ba, jest duża grupa zawodników, którym bliżej jest do Radji Nainggolana. Ale przecież nie chodzi tylko o alkohol. Piłkarze potrafią też zarywać noce dla konsoli.

DG: - Tyle tylko, że to zawsze wyjdzie po jakimś czasie, najczęściej w okolicach trzydziestki. Przełoży się to na większą liczbę kontuzji lub drastyczną obniżkę formy.

Słodkie bułki na śniadanie, pasta na obiad, a także papierosy i wino. Skoro włoscy piłkarze mają takie menu, to skąd się bierze ich długowieczność? W obecnej Serie A gra 29 zawodników, którzy mają co najmniej 35 lat.

DG. - A może paradoksalnie dlatego? Słońce, kuchnia śródziemnomorska, ryby i warzywa - może to jest odpowiedź? Przez to, że się kulturalnie biesiaduje, nie trzeba później potajemnie iść do klubu nocnego i pić mocniejsze trunki. Może to jest sekret? 

PD: - Mariusz Stępiński opowiadał, że w Chievo było to normalne, aby wieczorem pójść całą drużyną do restauracji i wypić butelkę wina na trzy osoby. A tak już było w latach 80., gdy fizjoterapeuta Juventusu polewał wino Zbigniewowi Bońkowi na kolacji klubowej, a prezes PZPN robił wielkie oczy. Przypominają mi się też słowa Szczęsnego, któremu psycholog tłumaczył, że jeśli ten jeden czy dwa papierosy dziennie go rozluźniają, to niech je pali, tam gdzie chce, bo np. chowanie się w kabinie prysznicowej, jak to robił w Arsenalu, może mu tylko rujnować komfort psychiczny. W Anglii byłby za to surowo ukarany, ale we Włoszech ma na to przyzwolenie.

No i co do długowieczności - to nie ukrywajmy, że ma na nie wpływ tempo ligi. W ostatnich 2-3 sezonach co prawdo tempo wyraźnie poszło do przodu, ale jednak wciąż się gra wolniej niż np. w Anglii. W Serie A możesz wygrać mecz taktyką, mądrym przesuwaniem formacji. Prędzej dzięki temu wygrasz niż np. samym "wybieganiem" spotkania. Spójrz na Zlatana Ibrahimovicia. Wystarczy, że mądrze stoi i już może Milanowi pomóc.

Wśród cudzoziemców w Serie A Polacy stanową trzecią najliczniejszą grupę (15), więcej jest tylko Argentyńczyków (24) i Brazylijczyków (36). Czemu Włosi pokochali Polaków?

PD: - Na pewno sprzyja fakt, że jesteśmy tani, a od kilku lat kolejni zawodnicy, a co za tym idzie menedżerowie, robią nam reklamę. Ważne jest także nasza kultura pracy.

DG: - Polacy posiadają umiejętność asymilacji w różnych kręgach kulturowych. Aklimatyzacja nie pochłania nam zbyt wiele czasu, bo mamy taką naturę karną. Wyjeżdżamy i wiemy, że trzeba ciężko pracować, żeby się utrzymać. Potrafimy zakasać rękawy, nauczyć się języka. Jesteśmy też bardziej pokorni, niż np. większość cudzoziemców z terenów byłej Jugosławii.

Od pięciu lat komentujecie Serie A w Eleven Sports, prowadzicie także kanał na Youtube "Calcio Truck" i właśnie napisaliście debiutancką książkę. Skąd się wziął wasz duet i jakie jeszcze macie plany na przyszłość?

PD: - Poznaliśmy się w telewizji Orange, ale obaj trafiliśmy do w Eleven. Po kilku skomentowanych wspólnie meczach nasz szef - Patryk Mirosławski postanowił, że będziemy tworzyć duet, tak jak stworzył inne pary komentatorskie jak np.: Mateusz Święcicki i Filip Kapica, czy Tomasz Zieliński i Marcin Grzywacz. W ogóle dobór ludzi w Eleven - pół żartem, pół serio - przypomina prowadzenie Atalanty Bergamo. Czyli raczej szukanie młodych, zdolnych i ich kreowanie niż stawianie na gwiazdy.

DG: - Jakie mamy plany? Chcemy dalej robić, to co robimy, czyli komentować mecze i latać do Włoch. Być może w przyszłości pomyślimy jeszcze nad jakimiś projektami wideo, ale dzisiaj głównie skupiamy się na komentowaniu w Eleven.

Pracujecie już blisko dekadę w mediach. Macie jakieś rady dla tych, którzy marzą o zostaniu dziennikarzem sportowym?

PD: - Trochę krępujące pytanie, bo kim ja jestem, by udzielać takich rad, ale na pewno mogę powiedzieć, że początki są trudne. I taka praca kosztuje wiele wyrzeczeń, choćby tak pozornie błahych, jak odpuszczenie piątkowego piwka ze znajomymi, bo praca w soboty i w niedziele to w tym zawodzie normalna sprawa. Nie ukrywajmy: nikt od razu kokosów nie da ci zarobić. Przez niemal rok pracowałem za darmo, gdy zaczynałem. Jak w każdej pracy, trzeba poświęcić kilka lat, żeby wejść na jakiś poziom.

DG: - Ja też zaczynałem od bezpłatnego stażu, ale miałem takie szczęście, że gdy Orange wykupiła prawa transmisyjne do MLS-u, to nikt się nie palił, aby komentować mecze nocą, więc ja się mogłem tym zająć. Podejrzewam, że tylko dwie osoby oglądały tamte mecze, ja i realizator.

PD: - W Orange było dużo kontentu, który nie miał zbyt wielkiej oglądalności. Gdy nasi starsi redakcyjni koledzy jak Mati Święcicki, Leszek Bartnicki czy Łukasz Wiśniowski zajmowali się polską ekstraklasą, to ja mogłem komentować mecze z Milan TV i Real Madryt TV. To była prawdziwa szkoła. Dziś już początkujący komentatorzy nie mają za bardzo na czym trenować, od razu wchodzi się na głęboką wodę. Nie można sobie pozwolić na takie błędy, jak my kiedyś. No i widz jest dużo bardziej wyczulony na błędy. Pomylisz się i od razu ktoś cię oznaczy na Twitterze.

DG: - Było wiele osób, które się szybko zrażało przez początkowy brak pensji, czy przez nietypowe godziny pracy, ale tu - jak w każdym zawodzie - trzeba zapłacić frycowe. Mogę na pewno doradzić jedną rzecz: trzeba mieć pasję i zawziętość. Prędzej czy później to zawsze ci się opłaci.

Przeczytaj też:

Więcej o: