Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Atalanta pokazała inną twarz. Zieliński i Milik byli bezradni. Ogromna różnica

Kto spóźnił się na pierwszą połowę, nic nie stracił. Za to w drugiej, wszystko co najciekawsze wydarzyło się na początku - Atalanta trafiła Napoli dwa razy i zasłużenie wygrała. Piotr Zieliński wystąpił od początku, Arkadiusz Milik wszedł na boisko w drugiej połowie, ale żaden z nich nie wpłynął na przebieg meczu.

Rozpędzona i nieobliczalna Atalanta Bergamo mierzyła się z odrodzonym SSC Napoli, więc kibice mieli pełne prawo oczekiwać porywającego meczu. Gospodarze średnio strzelali 3,5 gola na mecz, mieli za sobą szalone spotkanie z Lazio, w którym odrobili dwubramkową stratę i wygrali 3:2. Natomiast Napoli było niepokonane od dziewięciu meczów. Gennaro Gattuso uszczelnił zespół w defensywie, a po wznowieniu sezonu wydawało się, że poprawił też grę z przodu, bo Napoli w dwóch meczach strzeliło pięć goli. Ale Atalanta to wszystko wiedziała i za sprawą piłkarzy Gian Piero Gasperiniego z dużej chmury, spadł mały deszcz. Pokazali nieznaną dotychczas twarz.

Zobacz wideo Serie A. SPAL - Milan. 2:2. Niesamowity gol Floccariego [ELEVEN SPORTS]

Atalanta znacznie dojrzalsza i lepiej przygotowana od Napoli

Nie była już tym szalonym, wściekłym, a momentami naiwnym zespołem. Wyszła znakomicie przygotowana do tego meczu - zaczęła spokojnie. Kontrolowała mecz, zamiast forsować tempo. Czekała, co zrobi Napoli, a gdy okazało się, że rywala stać na niewiele, ruszyła do przodu. To było już po przewie. W pierwszej połowie brakowało strzałów i groźnych sytuacji. Wydawało się, że w przypadku Napoli brakowało po prostu Arkadiusza Milika, bo grając z Driesem Mertensem jako fałszywym środkowym napastnikiem, nie bardzo miało się na kim oprzeć. Filigranowy Belg odbijał się od rosłych obrońców. Koledzy podawali mu piłkę, liczyli na jej zgranie lub przytrzymanie, ale Mertens w najlepszym przypadku kładł się na murawie, a sędzia odgwizdywał faul. Rzut wolny był największym pożytkiem. Skrzydłowi dośrodkowywali, ale w polu karnym nikogo nie było. Napoli - z Mateo Politano, Lorenzo Insignie i rzeczonym Mertensem - wyraźnie odstawało fizycznie. Polak mógł to zmienić, ale zanim pojawi się na boisku, było już 2:0 i mecz całkowicie się zmienił.

Tuż po przerwie Timothy Castagne odebrał piłkę z prawej strony, zagrał do Alejandro Gomeza, a on idealnie dośrodkował do wbiegającego w pole bramkowe Mario Pasalicia. Chorwat trafił tuż przy słupku. Napoli zostało złapane na wykroku - już ruszało do kontry i nie zdążyło zareagować na nagłą stratę. Ani się obejrzeli, a stracili kolejną bramkę. Tym razem gospodarzom dopisało szczęście. Znów prawą stroną ruszył Castagne, dośrodkował do Rafaela Toloia, ale ten nieczysto trafił piłkę. Chciał uderzać, a piłka nawet nie poleciała w stronę bramki. I tu właśnie pomogło szczęście - z tego niecelnego strzału wyszła bowiem znakomita asysta do Robina Gosensa. Niemiec uderzył perfekcyjnie - obok wychodzącego z bramki Alexa Mereta i na tyle mocno, że Kalidou Koulibali nie zdołał wybić piłki.

Było 2:0, więc Atalanta znów zwolniła. Cofnęła się i skoncentrowała na bronieniu. Efekt był taki, że Napoli w odróżnieniu od jej ostatnich przeciwników nie miało wielu okazji do strzelenia gola. Raz sprzed pola karnego uderzył Fabian Ruiz, raz Hirving Lozano groźnie dośrodkował, a Arkadiusz Milik dobił jeden ze strzałów do bramki, ale był na wyraźnym spalonym. Tyle. Więcej okazji nie było. Wejście polskiego napastnika niewiele zmieniło, bo po stracie dwóch bramek jego koledzy byli już mniej chętni do atakowania. Dopiero w końcówce, po kolejnych, coraz głośniejszych uwagach od Gattuso, zaczęli szybciej operować piłką. Było już za późno. Atalanta utrzymała prowadzenie i kontrolę do ostatniego gwizdka.

Jak zagrali Polacy?

Piotr Zieliński przebywał na boisku od początku do końca. Tradycyjnie sporo akcji przechodziło przez niego, ale jemu - jak i całemu zespołowi - brakowało ikry, odpowiedniego tempa, by zaskoczyć dobrze ustawionych obrońców Atalanty. Polak miał wymieniać się pozycją z Mertensem - Belg schodził do środka pola, wyciągając jednego z obrońców, a on wbiegał w wolną strefę. To nowość w grze Napoli, rozwiązanie ciekawe, ale na razie zupełnie nieskuteczne, bo Zieliński ani razu nie otrzymał w takiej sytuacji piłki. Najczęściej koledzy w ogóle nie widzieli jego ruchu, a jeśli już decydowali się na prostopadłe podanie, to było ono niecelne.

Milik wszedł na boisko w 57. minucie - w trudnym momencie. Przez nieco ponad pół godziny był odcięty od podań. Nie odmienił tego meczu. Nie miał ku temu szans, bo z wyjątkiem opisanego wcześniej gola ze spalonego - nawet nie pojawił się w pobliżu bramki. Ani nie rozczarował, ani nie zachwycił. Za to Atalanta zaimponowała: nie była tym szalonym zespołem, a drużyną pragmatyczną, skupioną na wygraniu meczu bez specjalnego przemęczania się. Jasno pokazała, z czego wynika jej aż 15-punktowa przewaga nad Napoli i dlaczego to ona zagra w przyszłym sezonie Ligi Mistrzów, a piłkarze Gattuso muszą martwić się o miejsce w Lidze Europy. 

Więcej o: