Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wiemy, gdzie może trafić Kamil Glik i ile kosztować. Polak musi obniżyć zarobki

Kamil Glik latem może zmienić klub, a jednym z zainteresowanych klubów jest Torino. - To żadne plotki. Glik chętnie wróciłby do Turynu. Ale jeśli się zdecyduje na taki ruch, to będzie musiał nieco zejść z pensji - mówi nam Francesco Porzio, bliski współpracownik Gianluki Di Marzio, cenionego eksperta od rynku transferowego.

Monaco, półfinalista Ligi Mistrzów z 2017 roku, ma jednego z najbogatszych właścicieli w Ligue 1 - Dmitrija Rybołowlewa. Problem w tym, że ostatnie lata nie są zbyt udane dla klubu z Księstwa. Rok temu Monaco rozpaczliwie broniło się przed spadkiem, a w przedwcześnie zakończonym sezonie 2019/20 zajęło dopiero dziewiąte miejsce. A, że sezon nie został ukończony, to francuski Canal+ odmówił zapłacenia ostatniej transzy (chodzi o 110 mln euro). To sprawia, że Monaco będzie gotowe pożegnać się z kilkoma ważnymi piłkarzami, m.in.: kapitanem Kamilem Glikiem. Polak trafił do Monaco w 2016 roku, gdy Torino sprzedało go za 11 milionów euro. Do tej pory rozegrał aż 167 meczów dla klubu z Stade Louis II. Możliwe, że licznik stopera się na tym zakończony.

Zobacz wideo Glik przeżywał w karierze upokorzenia. Winiono go nawet za błędy kolegów

32-latek latem może zmienić klub, a jednym z zainteresowanych klubów jest Torino. - To żadne plotki. Glik chętnie wróciłby do Turynu. Ale jeśli się zdecyduje na taki ruch, to będzie musiał nieco zejść z pensji, bo Torino nie może zaoferować mu podobnych zarobków, co we Francji [około 3,5 mln euro rocznie] -  mówi nam Francesco Porzio, bliski współpracownik Gianluki Di Marzio, cenionego eksperta od rynku transferowego.

I dodaje: - Kontrakt Glika wygasa za rok, dlatego Monaco będzie gotowe go sprzedać za około 5 milionów euro.

Próbowaliśmy potwierdzić te informacje u Jarosława Kołakowskiego, agenta reprezentanta Polski, ale odmówił komentarza w tej sprawie. Jeśli jednak faktycznie coś jest na rzeczy, to powrót do Włoch wydaje się rozsądnym pomysłem.

Na Półwyspie Apenińskim Glik grał już w Bari i Palermo, ale największą renomę wyrobił sobie właśnie w Torino, gdzie trafił w 2011 roku. Początkowo kibice byli nieco sceptyczni wobec Polaka, no bo dlaczego próbujące się wydostać z Serie B Torino miał ratować anonimowy gracz? Jednak już po dwóch latach Glik nosił opaskę kapitańską. I to w pierwszej lidze. Obcokrajowcy w Serie A prawie nigdy nie otrzymują takiego przywileju. W tamtym czasie jedynymi stranieri, którzy byli kapitanami w swoich zespołach byli: Marek Hamsik i Javier Zanetti, a więc legendy Napoli i Interu Mediolan. To tylko pokazuje, jak ceniony był Glik. 32-latek pewnie najlepiej wspomina sezon 2014/15, gdy z Torino awansował do fazy pucharowej Ligi Europy.

Glik, czyli idol rapera

Cenili go także kibice, a popularny raper Willie Peyote nagrał o nim piosenkę, gdzie nawija, że docenia jest "poświęcenie i hardkorowy styl", którym powinni się charakteryzować wszyscy zawodnicy Torino. 

 

Transfer do "Byków" ma także sens pod względem sportowym. Trener Moreno Longo (choć niewykluczone, że latem zostanie zastąpiony) preferuje defensywny styl i grę z trójką obrońców, więc Polak mógłby tworzyć silne trio z utalentowanym Armando Izzo oraz potężnym Nicolasem N'Koulou. Za ich plecami jest jeszcze Salvatore Sirigu, czołowy bramkarz Serie A. Torino to 15. zespół Serie A.

Z kolei tureckie media łączą Glika z praktycznie wszystkimi dużymi klubami Super Ligi, jak Galatasaray, Fenerbahce i Besiktas. 

Więcej o: