Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Paranoja we Włoszech, chaos w Serie A i Juventus w kryzysie. "Nie potrafię tego wytłumaczyć"

- Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale piłkarze nie rozumieją moich poleceń - żali się Maurizio Sarri. Juventus jest w dołku, a właśnie rozpoczyna się kluczowy moment sezonu. Czy Stara Dama zdąży się przebudzić zanim będzie za późno?

Niemal dwieście ofiar śmiertelnych i prawie cztery tysiące zarażonych – tak prezentuje się bilans koronawirusa we Włoszech. Epidemia sparaliżowała niemal cały Półwysep Apeniński, a najdotkliwiej północną część kraju. Zamknięto szkoły, odwołano wiele imprez masowych, pieniądze stracili właściciele kawiarni i barów, a także ci, którzy żyją z turystyki. Panika jest wszędzie. Tym bardziej, że państwo nie jest przygotowane na całe zamieszanie. Już kilka dni temu, zanim koronawirus się aż tak rozprzestrzenił, dziennik „L’Espresso” pisał o fatalnej kondycji włoskiej służby zdrowia, która nie jest gotowa na epidemię. Na tysiąc hospitalizowanych osób przypada tylko pięć pielęgniarek. Dla porównania: w Niemczech, na tysiąc chorych, przypada ponad dwa razy więcej pielęgniarek.

Chaos pogrąża także włoską federację piłkarską.

Można zwariować od liczby zaprzeczających sobie nawzajem komunikatów. We wtorek pisano o możliwym przedwczesnym zakończeniu sezonu i tym samym anulowaniu obecnych rozgrywek. Następnie czytaliśmy o potencjalnym przełożeniu marcowych meczów na maj. Tyle tylko, że zaraz po sezonie rozpocznie się Euro 2020, więc w tym roku kalendarz nie jest zbyt elastyczny. Postanowiono więc, że najbliższe spotkania odbędą się bez udziału publiczności. Jak wyliczył portal calcioefinanza.it, straty wszystkich klubów mogą sięgnąć nawet 30 milionów euro! Jeszcze w czwartek rano piłkarze Juventusu szykowali się do meczu z Bolonią, ale już wieczorem dowiedzieli się, że ich niedzielnym rywalem będzie jednak Inter Mediolan. Zaległy mecz 26. kolejki Serie A jest kluczowy dla Starej Damy w kontekście obrony scudetto. Problem w tym, że w Juventusie panuje chaos. Drużyna gra poniżej oczekiwań, a problemów przybywa.

Zobacz wideo Formularz Sport.pl - Flavio Paixao

Tęsknota za Allegrim

Latem drużynę opuścił Massimiliano Allegri, który zapewnił Juventusowi pięć mistrzostw Włoch i dwukrotnie dotarł z nim do finału Ligi Mistrzów (2015 i 2017 ). Choć Włoch sprawił, że Juve wróciło do ścisłej elity, to styl gry nie był porywający, raczej cieszył oko jedynie koneserów.  Stara Dama była zespołem reaktywnym, skład i taktyka drużyny zależała od konkretnego przeciwnika. Juve było schowane za podwójną gardą. Ich głównym celem było nie stracić bramki, uśpić rywala, a następnie zadać cios przeciwnikowi i dotrzymać korzystny rezultat do końca spotkania. - Juve zawsze będzie niebezpieczne, ponieważ wydaje się, że się męczą, a potem mają dwie sytuacje i strzelają dwa gole - mówił o drużynie Allegriego Diego Simone z Atletico Madryt.

Zmienić toporny styl miał dopiero Maurizio Sarri. Marzeniem prezesa Andrei Agnelliego było ściągnięcie Pepa Guardioli, ale Katalończyka trudno było podebrać Manchesterowi City, więc wybór padł na Sarriego.

Sarri zbudował swoją renomę w Empoli, a następnie zachwycił świat tym, jak grało jego Napoli. W latach 2015-18 neapolitańczycy mistrzostwa nie zdobyli, ale ich gra - oparta na podaniach z pierwszej piłki, wysokim pressingu i płynnej wymienności pozycji – przypadła do gustu nawet Guardioli. Stwierdził, że nikt w Europie nie gra ładniej. Ale w Juventusie wciąż nie widzieliśmy Sarri-taki.

Początek sezonu nie był najlepszy dla Juve, choć zespół regularnie punktował. Największym mankamentem była gra obrony, która niemal wszystkie gole traciła w ten sam sposób, czyli po stałych fragmentach gry.

Co było tego przyczyną?

Zapewne fakt, że drużyna musiała zmienić taktykę, bo Sarri zakazał obrońcom indywidualnego krycia rywali, a wymagał tzw. bronienia strefowego. Każda rewolucja wymaga ofiar, więc Wojciech Szczęsny aż cztery z pięciu pierwszych wpuszczonych goli stracił po rzutach wolnych lub rożnych. Nie pomogła również poważna kontuzja kolana lidera defensywy Giorgio Chielliniego, który dopiero w lutym wrócił do gry. Zastępujący go Matthijs de Ligt to wielki talent, ale jesienią regularnie popełniał błędy. Drużyna także nie zachwycała w ataku, niektórzy zdążyli już obwieścić początek końca Cristiano Ronaldo. Ale Portugalczyk się przebudził w styczniu. Strzelając gole w dwunastu meczach z rzędu wyrównał rekord Serie A należący do Fabio Quagliarelli i Gabriela Batistuty. Można było także narzekać, że Douglas Costa jest nieustannie kontuzjowany (zagrał tylko 456 minut w lidze), a Federico Bernardeschi bez formy (zero goli, zero asyst w 17 meczach Serie A). Największym mankamentem jest jednak druga linia, która jest kluczem do Sarrizmo.

"Piłkarze mnie nie rozumieją"

- Nie wiem dlaczego, ale nie jestem w stanie wytłumaczyć zawodnikom, jak duże znaczenie ma szybka wymiana piłki. Ciągle im to powtarzałem, ale rozgrywali piłkę zbyt wolno, przez co zajmowali niewłaściwe pozycje. Podczas treningów grają dwa razy szybciej niż w meczu. Wszystko potoczyło się więc odwrotnie niż zamierzaliśmy. Ostatnio często to nam się zdarza. Będziemy nad tym pracować. Prędzej czy później piłkarze załapią tę koncepcję - oświadczył Sarri po wyjazdowej przegranej Juve 0:1 z Lyonem w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, gdzie mistrzowie Włoch nie oddali nawet celnego strzału!

Problemem Juventusu są pomocnicy, którzy grają niemrawo, zbyt ospale, ale przede wszystkim niedokładnie. Największym rozczarowaniem jest Miralem Pjanić. Sarri chciał uczynić Bośniaka fundamentalną postacią drużyny. - Chcę, żeby każda akcja przez niego przechodziła. Musi mieć 150 kontaktów z piłką na mecz - mówił latem Sarri. A jak jest w rzeczywistości?

Z Lyonem zanotował 48. kontaktów, w przegranym meczu z Hellasem (1:2) 59., a nawet w wygranym spotkaniu z Fiorentiną (3:0) - 80., czyli niemal dwa razy mniej niż oczekuje Sarri, który chciałby Pjanić był tym, kim dla jego Napoli i Chelsea był brazylijsko-włoski rozgrywający Jorginho. Problem zauważają też dziennikarze włoscy. "Juve, w sprincie po scudetto potrzeba prawdziwego Pjanicia" - pisało "Tuttosport". Najdziwniejsze jest to, że we wrześniu i w październiku Pjanić zachwycał - w pięciu meczach strzelił trzy gole i miał dwie asysty. Ale od grudnia Bośniak gra fatalnie.

Zawodzą też inni. Blaise Matuidi ciągle irytuje, nie zachwyca też Adrien Rabiot, zaś Sami Khedira i Aaron Ramsey mają nieustanne kłopoty zdrowotne. Właściwie tylko Rodrigo Bentancur notuje progres. 

Do tej pory widzieliśmy incydentalne przebłyski Sarri-taki (np. w meczu Coppa Italia z Udinese czy ligowym starciu z Interem). Kibice zaczynają się już niecierpliwić, zaś rzymska gazeta "La Repubblica" pisała, że Sarri niemal na pewno odejdzie po sezonie. Być może powtórzy się scenariusz z zeszłego sezonu, gdy Włoch po zaledwie 12 miesiącach opuścił Chelsea, choć wygrał z nią Ligę Europy i zajął trzecie miejsce w Premier League.

- Włochem nie są zachwyceni ani piłkarze, ani kibice, ani zarządzająca klubem Marina Granowskaja. Mimo że Chelsea zakończyła sezon na wysokim miejscu, to jej styl pozostawiał wiele do życzenia. Kompromitujące wpadki z Bournemouth (0:4) i Manchesterem City (0:6) czy kilka niespodziewanych remisów sprawiły, że w zachodnim Londynie wielkiego przekonania do "Sarriball" nie ma. Włoch krytykowany był za stosowanie jednej taktyki, niewielkie rotacje w składzie i uparte stawianie na zawodników, którzy wyraźnie byli w słabszej formie. Sarriemu obrywało się też za niewielką liczbę szans dla utalentowanego Calluma Hudsona-Odoia, który zimą szykował się do ucieczki do Bayernu Monachium. Sami piłkarze mieli też krytykować styl pracy włoskiego szkoleniowca uważając, że jest w nim zbyt wiele taktycznych odpraw, a za mało zajęć praktycznych z piłką. O tym, że chemii między zespołem a menedżerem nie ma, świadczy sytuacja z oficjalnego treningu przed finałem. Na nim doszło do starcia Davida Luiza z Gonzalo Higuainem. Sarri, zamiast wygasić konflikt, postanowił ostentacyjnie opuścić trening, kopiąc przy okazji klubową czapkę - pisał latem Konrad Ferszter, dziennikarz Sport.pl, o przyczynach odejścia Włocha.

Być może teraz problemy są podobne, a sezon wkracza w decydującą fazę. Niedzielne starcie z Interem Mediolan może okazać się kluczowe w kontekście walki o scudetto. Juventus, po 25 meczach, ma 60 punktów, czyli o sześć więcej niż Inter, który rozegrał spotkanie mniej. Liderem jest Lazio (62 pkt), jednak rzymianie mają na koncie 26 meczów. Z drugiej strony, nie ma lepszego momentu na przełamanie. Nie możemy zapominać, że teoretycznie Juventus może zakończyć ten sezon z potrójną koroną. I wtedy nie będzie miało znaczenia, czy Juve gra ładnie.

Więcej o: