Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Włosi chcą kompletnie zmienić sposób, w jaki działa VAR, by uszczęśliwić kibiców

Czy oglądając ligową piłkę we Włoszech niebawem będziemy świadkami wideoweryfikacji spornych sytuacji na żądanie trenerów lub zawodników? Tamtejsza federacja piłkarska poprosiła FIFA o zgodę na testy takiego rozwiązania. W Danii testowano podobny pomysł, tyle że w piłce ręcznej. Zakończył się kompletną klapą.

Włoska Federacja Piłkarska (FIGC) przesłała w czwartek zapytanie do władz FIFA, czy jest szansa na przeprowadzenie testów dotyczących użycia systemu VAR na żądanie. Miałoby to działać jak w tenisie - tam jeśli zawodniczka nie zgadza się z decyzją sędziego lub ma podejrzenia, że rozstrzygnięcie sytuacji może być inne, prosi o “challenge”. Wtedy do akcji wchodzą powtórki wideo.

W tenisie można skorzystać z takiej opcji trzy razy w ciągu seta. Na razie dokładnie nie poinformowano, jak użycie VAR-u na żądanie wyobrażają sobie Włosi. Najważniejsze pytania są właściwie trzy: kto miałby występować z prośbą o sprawdzenie (tylko trener, a może też może kapitan drużyny), ile razy w ciągu meczu można by dokonywać wideoweryfikacji i w jakich sytuacjach można by o nią prosić.

Zobacz wideo Są pomysły na usprawnienie VAR!

Kluby Serie A chcą takiego rozwiązania

- FIGC zareagował na sygnały płynące w ostatnich tygodniach z wielu klubów Serie A. Na razie zgłoszenie do FIFA chęci gotowości przetestowania VAR-u na żądanie ma charakter nieformalny. Proces odbywałby się według regulaminów i procedur, które powinien ustanowić IFAB (organizacja zajmująca się tworzeniem oraz nowelizacją przepisów gry w piłkę nożną) - czytamy w komunikacie. Związek zaznacza w nim, że rozszerzając przepisy związane z wideoweryfikacją futbol stanie się prostszy i bardziej czytelny dla kibiców, a zarazem ułatwi pracę sędziemu poprzez “dostarczenie mu kolejnych narzędzi”.

Włoska federacja na razie zwraca też uwagę sędziom, by częściej korzystali z prawa do weryfikacji spornych sytuacji. Dodatkowo proszą sędziów przed monitorami, by w sposób bardziej komunikatywny informowali arbitra głównego o możliwym innym rozstrzygnięciu sytuacji i nie czekali wyłącznie na jego poważne wpadki. Oczywiście w teorii wszystko ma się odbywać w ramach obecnie przyjętych regulaminów, ale tak jak w polskim przypadku, który opisywaliśmy tutaj, chodzi o to, by z większą elastycznością podejść do sformułowania "jasny i oczywisty błąd sędziego" - według przepisów to jest czynnik pozwalający na interwencję VAR-u. Centymetrowy spalony przecież takim oczywistym błędem nie jest, a jednak coraz częściej, w dodatku przy pomocy skalibrowanych linii spalonego, w takich sytuacjach system interweniuje.

Najważniejsze pytanie dotyczące wprowadzenia futbolowego challenge'u dotyczy tego, czy mimo dobrych intencji, nie spowoduje on więcej zamieszania. Coś w tej kwestii mogliby podpowiedzieć Duńczycy, którzy próbowali powtórek na żądanie w piłce ręcznej.

Duński bałagan z VAR-em

Pilotażowy program challenge'u w piłce ręcznej wprowadzono w Danii na jesieni zeszłego roku. Kraj, który bardzo lubi szczypiorniaka, do pomysłu nastawiony był optymistycznie. Normalnie z VAR-u w tamtejszej lidze mogli korzystać tylko sędziowie i delegaci, ale na próbę dano taką szansę także trenerom obu drużyn. Z przyznaniem nowego narzędzia poszła też masa przepisów, obostrzeń czy nawet kruczków, które wprowadziły nieporozumienia i bałagan nie tylko w sztabach szkoleniowych, ale też u arbitrów.

Trenerzy mogli bowiem prosić o challenge nawet podczas akcji przeciwnika. Jeśli mecz przerwano, a zgłoszenie pomyłki okazało się bezzasadne, to prowadzący wcześniej akcję rywal w ramach zadośćuczynienia otrzymywał rzut karny. Wideoweryfikacje były też skorelowane z przerwami, które miał do wykorzystania szkoleniowiec. Jeśli weryfikacja nie była korzystna, to trener tracił jedną przerwę. Jeśli sędziowie uznali, że chciał przerwać mecz w finalnej tzn. bramowej akcji przeciwnika, a nie było do tego podstaw mógł narazić się na dyskwalifikację. Przepisy dotyczące VAR-u w piłce ręcznej były pewnie bardziej skomplikowane niż mogą być w futbolu. Niektóre problemy jednak z pewnością okazałyby się podobne.

W Danii nie dotrwano do końca testów z wideoweryfikacją dla trenerów, w futbolu nikt go jeszcze nie próbował. Na razie nie wiadomo jak na włoski pomysł zareaguje FIFA.