Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Człowiek Nikt" zrewolucjonizował futbol. Już nigdy nie był taki sam jak po 5:0 z Realem Madryt

120. urodziny przypadają na smutny okres w historii Milanu. Zespół od kilku sezonów jest pogrążony w przeciętności, nie mogąc się z niej wydostać. Z podobnego dołka wyszedł w latach 80. dzięki człowiekowi, który na zawsze zrewolucjonizował futbol i wywarł ogromny wpływ między innymi na Juergena Kloppa. Oto Arrigo Sacchi, nazywany niegdyś "Człowiekiem Nikt".

AC Milan w ostatnich latach jest synonimem podupadłego giganta. Ostatnie mistrzostwo Włoch zdobył w 2011 roku, a po raz ostatni w Lidze Mistrzów grał w sezonie 2013/14. Od tego czasu popadł w przeciętność; w kolejnych sezonach zajmował 8., 10., 7., 6., 6. i 5. miejsce. Mediolańczycy zmieniali właścicieli - Silvio Berlusconi sprzedał klub Chińczykom, ale ci nie byli w stanie spłacić zaciągniętego kredytu - dlatego Milan przeszedł w ręce amerykańskiego funduszu Elliott. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to do tej listy zostanie dopisany kolejny właściciel - Amerykanie chcą zwiększyć wartość klubu i sprzedać go z zyskiem.

Zamieszanie nie ominęło również trenerów. Milan chciał znaleźć swojego Pepa Guardiolę - klubową legendę, która wyprowadziłaby zespół na prostą. To nie udało się jednak Clarence'owi Seedorfowi, Filippo Inzaghiemu, Cristianowi Brocchiemu oraz Gennaro Gattuso. Trenerzy ze słabszych klubów również nie dali dali (jak Sinisa Mihajlović czy Marco Giampaolo). Z tym ostatnim wiązano wielkie nadzieje, tylko po to, by zwolnić go po siedmiu spotkaniach. Teraz trenerem jest Stefano Pioli, czyli solidny fachowiec, ale trudno podejrzewać, by odmienił zespół na tyle, by przywrócić go na szczyty piłki.

Kibice Milanu teraz marzą o znalezieniu kogoś takiego, jak Arrigo Sacchi. 

Klopp: Moja Borussia Dortmund była w 10 procentach Sacchiego

- Nigdy go nie spotkałem, ale jako trener wszystkiego nauczyłem się od niego i od mojego byłego szkoleniowca, który również uczył się od Sacchiego - powiedział Juergen Klopp w 2013 roku po awansie do finału Ligi Mistrzów. I dodał, że jego Borussia Dortmund "jest w 10 procentach Sacchiego". - Piłka Kloppa i Guardioli jest podobna do mojej. Mój Milan był innowacyjny, ich zespoły to rozwijają - stwierdził Sacchi.

Stereotyp o nudnym włoskim futbolu, gdzie najważniejsze jest to, by nie stracić gola, jest już nieaktualny, ale nie wziął się znikąd. Taki był obraz włoskiej piłki, ale w latach 80. Sacchi wytoczył wojnę tzw. catenaccio.

Arrigo Sacchi w dniu 120. urodzin MilanuArrigo Sacchi w dniu 120. urodzin Milanu AC Milan

- Rozpoczął rewolucję we włoskim futbolu na poziomie taktycznym oraz mentalnym. Trzymaliśmy się swojego stylu gry, chcieliśmy narzucać go każdemu przeciwnikowi. Niezależnie od tego, czy to amatorzy podczas gierki treningowej, czy Real Madryt na Bernabeu - mówił Roberto Donadoni (ówczesny piłkarz Milanu, późniejszy selekcjoner Włoch). - Arrigo kompletnie zmienił włoski futbol pod kątem filozofii, intensywności, taktyki, metod treningowych. Inne kluby skupiały się na obronie, a my robiliśmy to poprzez atakowanie i pressing - to słowa Carlo Ancelottiego, który jako piłkarz był jednym z ulubieńców Sacchiego, a jako trener prowadził potęgi i trzykrotnie wygrał Ligę Mistrzów. - Zmienił futbol we Włoszech, choć my nie byliśmy na to gotowi - stwierdził Alessandro Costacurta. Zachwyceni Milanem Sacchiego byli również Sir Alex Ferguson czy Rafael Benitez, który będąc trenerem Liverpoolu, wręczył Jamiemu Carragherowi płytę DVD z nagraniami spotkań, by wzorował się na grze Franco Baresiego.

Drużyna jest zawsze ważniejsza od indywidualności

Sacchi wychował się, oglądając takie zespoły jak Honved Budapeszt (piłkarze tego klubu tworzyli legendarną reprezentację Węgier w latach 50.), Real Madryt, Brazylię i słynny futbol totalny Holandii w latach 70. Wprowadzone przez niego zmiany zrewolucjonizowały włoską piłkę: libero (czyli dodatkowy obrońca za dwoma stoperami) odszedł w niepamięć. Ustawiał swoje zespoły w 4-4-2 z kryciem strefowym, co wzbudziło zaciekawienie: Włochom nie mieściło się w głowie, by nie poświęcić szczególnej uwagi gwiazdom rywala, np. grającemu w Napoli Diego Maradonie. Ale o to chodziło u Sacchiego - drużyna zawsze jest ważniejsza od indywidualności. Bez wyjątków.

Odległość między obroną, a atakiem, nie mogła być większa niż 25-30 metrów. Wysoka linia defensywna miała dwa cele: po pierwsze, przeszkadzała rywalowi w rozegraniu piłki, a po drugie, stanowiła znakomitą pułapkę ofsajdową.

Tak Milan Arrigo Sacchiego łapał rywali na spalonych:

 

Pressing był stosowany w trzech wariantach - totalnym, częściowym oraz fałszywym. - Udawaliśmy pressing, ale tak naprawdę odpoczywaliśmy - mówił Sacchi o ostatnim wariancie, jednocześnie obalając mit, jakoby taki styl gry wymagał wyjątkowego przygotowania fizycznego - "Tu nie chodzi o bieganie i ciężką pracę, a o kontrolowanie przestrzeni. Mój Milan nie biegał więcej niż inni, tylko mądrzej".

Właśnie dlatego kluczowe było zgranie piłkarzy: na treningach Sacchi urządzał gierki z... niewidzialną piłką. Po prostu mówił zawodnikom, gdzie się aktualnie znajduje, a oni musieli odpowiednio się ustawić. Anegdota mówi, że taki trening zobaczył skaut jednego z rywali i gdy wytłumaczył to, co zobaczył menedżerowi swojego klubu, obaj wyśmiali takie podejście - tylko że Milan i tak wygrał z czystym kontem. By pokazać siłę kolektywu, Sacchi urządzał gierki treningowe, które zostały owiane już legendą. Bramkarz i czwórka obrońców (Galli, Tassotti, Baresi, Costacurta, Maldini) grali naprzeciwko 10 piłkarzy (w tym Marco van Bastena i Ruuda Gullita). Drużyna atakująca miała 15 minut na strzelenie gola, a jedyna zasada brzmiała: jeśli rywale przejmą piłkę, atakujący będą musieli zaczynać akcję od nowa z własnej połowy. Atakujący nigdy nie strzelili gola. - Treningi były niesamowicie męczące. Wracałem wieczorem do domu wyczerpany. Tragedia, to było bardzo ciężkie - mówił Paolo Maldini o początkach współpracy.  

"We Włoszech myśli się, że to piłkarze czynią zespoły wielkimi"

Jedyny sposób na zbudowanie czegokolwiek to korzystanie z piłkarzy "drużynowych". W pojedynkę nie osiągniesz niczego, a nawet jeśli to zrobisz, to nie potrwa długo - tłumaczył Sacchi. Z tego względu rzadko kiedy mówi o nazwiskach, pojedynczych piłkarzach; woli odnosić się do spraw w szerszym kontekście. - Można grać w piłkę dobrze albo źle, ale przyszłością jest "futbol totalny": jedenastu piłkarzy poruszających się na boisku jako jedność. We Włoszech myśli się, że to piłkarze czynią zespoły wielkimi. Ale kluczowy jest zespół, a dopiero potem poszczególni piłkarze. W drugą stronę to nie działa. To tak, jakby w filmie nie było fabuły, a jakość zależała jedynie od występów poszczególnych aktorów

- stwierdził w rozmowie z "Futbol Tactico". - Raz prowokująco powiedziałem, że Angelo Colombo [zagrał w 77 meczach Milanu, nigdy nie zadebiutował we włoskiej kadrze - dop. red.] w trzy lata zdobył z Milanem więcej, niż Diego Maradona z Napoli przez sześć lat. Chciałem pokazać, że kolektyw jest najważniejszy. Piłka nożna to sport zespołowy z przebłyskami indywidualności, ale we Włoszech wierzy się, że to te pojedyncze momenty są najważniejsze - dodał, przekonując, że ocenianie piłkarzy w oderwaniu od całej drużyny jest bez sensu.

Dlatego też Sacchi nie miał szans wytrwać na dłużej w Realu Madryt w erze "Galacticos". W 2005 roku został dyrektorem sportowym, ale odszedł z klubu po roku. - Zapytałem kiedyś Florentino Pereza [prezesa klubu - dop. red.], jak wyglądałaby jego wymarzona jedenastka. Davida Beckhama umieścił na prawej obronie, a Zinedine'a Zidane'a na środku, bo wybrał prawie samych napastników - wspominał Sacchi ze śmiechem po latach. Trudno było o bardziej niedobraną parę. Perez myślał, że ściągając najlepszych piłkarzy zbuduje najlepszą drużynę, co okazało się drogą donikąd (swoje błędy zrozumiał po latach, dzisiaj Real działa inaczej).

"Jeśli piłkarze myślą, że ktoś się dla kogoś poświęca, to mamy bardzo poważny kłopot"

Tak w rozmowie z Rafałem Stecem Sacchi wspominał proces sprowadzania piłkarzy do Milanu:

Najpierw patrzyliśmy, jakim kandydat na naszego gracza jest człowiekiem, potem sprawdzaliśmy, jak gra w piłkę. Prasa rozpisywała się z zachwytem, że Gullit poświęca się dla van Bastena, a Gullitowi do głowy nie przyszło, że się poświęca, on po prostu wykonywał swoje zadanie w drodze po zwycięstwo. Jeśli piłkarze zaczynają myśleć tymi kategoriami – „kto się dla kogo poświęca” – to już mamy bardzo poważny kłopot. Nad wszystkim musi być wielka idea, ona ma większą siłę niż pieniądze.

Początki Sacchiego w Milanie były ciężkie - musiał przekonać piłkarzy do nowych metod pracy, a wyniki nie nastrajały optymistycznie. - Nie mogłem spać po porażce z Espanyolem w Pucharze UEFA. Całą noc analizowałem Hellas, naszego następnego rywala. Gazety mnie atakowały. Wtedy Silvio Berlusconi przyjechał do Milanello [ośrodek treningowy Milanu - dop. red.] i przekazał piłkarzom, że mam pełne poparcie klubu, a ci, którzy się nie zgadzają, mogą odejść. Nasz Milan na zawsze pozostawił ślad w historii futbolu, ale to Berlusconi rozpoczął ten renesans - wspomina Sacchi.

To były premier Włoch dał mu niepowtarzalną szansę. Sacchi nigdy nie grał zawodowo w piłkę nożną. Grał jedynie w zespołach amatorskich, sprzedając w tym samym czasie obuwie. Z czasem zaczął prowadzić młodzieżowe ekipy, stopniowo przechodząc na coraz wyższy poziom. W 1985 roku przejął Parmę, która dopiero co spadła do trzeciej ligi. Awansował z nią do Serie B, a przełomem były spotkania w Pucharze Włoch w sezonie 1986/87. Berlusconi, magnat mediowy, właśnie przejął Milan i chciał go wydostać z przeciętności i przywrócić dawny blask (w 1982 roku klub został zdegradowany, po powrocie do Serie A zajmował miejsca w środku tabeli).

"Signor Nessuno" zachwycił Silvio Berlusconiego

I wtedy zobaczył coś, co go olśniło: Parmę Sacchiego. Drugoligowiec dwukrotnie ograł Milan na San Siro w Pucharze Włoch (po 1:0), remisując u siebie 0:0 (dwa spotkania rozegrano w fazie grupowej, jedno w pucharowej). Piłkarze Parmy nazywali Sacchiego "Pressing" (co jest oczywiste) oraz "Valium", bo miał trudności z zaśnięciem przed meczami. Zachwycony Berlusconi wiedział, że to jego wymarzony trener. Obdarzył go ogromnym zaufaniem. Nie zwracał uwagi na krytyków. Mówili, że Sacchi jest niedoświadczony, że Parma odpadła już w kolejnej rundzie Pucharu Włoch i nawet nie awansowała do Serie A (zabrakło jej trzech punktów). Nazywano go "Signor Nessuno". 

- Człowiek Nikt nie ma przeszłości, może mieć tylko przyszłość - odpowiadał sam zainteresowany. Był traktowany bardzo ostro również dlatego, że nie grał profesjonalnie w piłkę, ale jego odpowiedź przeszła do historii. - Nie wiedziałem, że trzeba być koniem, żeby zostać dżokejem - w ten sposób dał gotową ripostę szkoleniowcom pokroju Jose Mourinho czy Juliana Nagelsmanna. Włoch twierdzi wręcz, że to była jego zaleta: w rozmowie z "Wyborczą" stwierdził, że być może dzięki temu łatwiej mu pojąć, kiedy nie ma racji i przejąłby od swoich trenerów pewne wzorce, które mogłyby go ograniczać. Brak takich doświadczeń sprawił, że był niczym powiew świeżego powietrza.

Berlusconi: Nawet piłkarze myśleli, że jesteśmy szaleni

- Zdecydowaliśmy się na taki ruch, bo mieliśmy jasne cele. Wielu się śmiało z nas, nawet piłkarze myśleli, że jesteśmy szaleni - wspomina Berlusconi.

%Barbara Berlusconi, Silvio Berlusconi%Barbara Berlusconi, Silvio Berlusconi Luca Bruno (AP Photo/Luca Bruno)

Berlusconi miał wspaniałą cechę: cierpliwość. Zaczęliśmy współpracę źle, odpadliśmy z Pucharu UEFA. W grudniu, jeśli dobrze pamiętam, zajmowaliśmy 19. miejsce w lidze i odpadliśmy z Pucharu Włoch. Ale potem się podnieśliśmy. Dlaczego? Mieliśmy wielkie wsparcie władz, które nie kwestionowały naszego autorytetu. Mieliśmy projekt, jego podstawy i szukaliśmy odpowiednich piłkarzy. Dużo pracowaliśmy, wierzyliśmy w to, co robiliśmy. Zawsze wierzyłem, że w piłkę gra się głową, a nie stopami, dlatego najpierw patrzyłem na to, jaką kto jest osobą. Wygrywałem z Milanem przez cztery lata, a potem klub wygrywał z Fabio Capello na ławce

- mówi Sacchi. Opowiadał też, jak na początku wspólnej współpracy zdyscyplinował Marco van Bastena, czyli największą gwiazdę zespołu. - Przegraliśmy w drugiej kolejce z Fiorentiną. Van Basten mnie krytykował, co wykorzystały gazety. W kolejnym meczu posadziłem go na ławce. "Marco, skoro tak dobrze znasz się na piłce, to usiądź obok mnie i dawaj mi rady". Gdyby Berlusconi mnie nie wsparł, to byłby mój koniec - wspominał. To był bardzo ryzykowny ruch; dopiero zaczynał pracę w Milanie, a van Basten (późniejszy trzykrotny zdobywca Złotej Piłki) był największą gwiazdą zespołu i najważniejszym elementem wielkiego holenderskiego trio Milanu - tworzył je wraz z Frankiem Rijkaardem i Ruudem Gullitem. 

"Recital Milanu z holenderskim akcentem". "Futbol już nigdy nie będzie taki sam"

Sacchi wygrał z Milanem mistrzostwo Włoch i Superpuchar, dokładając do tego dwa Puchary Europy z rzędu (dzisiejsza Liga Mistrzów), Superpuchary i dwa triumfy w Pucharze Interkontynentalnym (poprzednik Klubowych Mistrzostw Świata). W drodze do pierwszego triumfu w Pucharze Europy Milan pokonał w półfinale Real Madryt 5:0 (0:0 w pierwszym meczu).

To był recital Milanu z holenderskim akcentem: Rijkaard, Gullit i van Basten strzelili gole. Real przypominał marionetkę w rękach Włochów, którzy robili co chcieli, zdobywając bramki kiedy tylko chcieli

- pisało "Mundo Deportivo". - Byłem wycieńczony. Nigdy nie musiałem bronić tylu strzałów - powiedział Silviu Lung po finale. Jego Steaua przegrała aż 0:4. - Futbol już nigdy nie będzie taki sam - napisało "L'Equipe". To największy finałowy pogrom w historii PE / LM obok starcia Realu z Eintrachtem Frankfurt w 1960 roku (7:3) i meczu z Milanu z Barceloną w 1994 roku (4:0).

Trener AC Milan Arrigo Sacchi, szef, właściciel Silvio Berlusconi, oraz Franco Baresi prezentują Puchar Interkontynentalny. Mediolan, grudzień 1990Trener AC Milan Arrigo Sacchi, szef, właściciel Silvio Berlusconi, oraz Franco Baresi prezentują Puchar Interkontynentalny. Mediolan, grudzień 1990 Luca Bruno (AP Photo/Luca Bruno)

Piękna przygoda potrwała cztery lata, ale odejście Sacchiego było nieuniknione. Narzucany przez niego styl pracy potrafi być wycieńczający dla piłkarzy, jego charakter również nigdy nie był łatwy - jest wygadany i uparty, oczekuje od swoich podopiecznych maksymalnego zaangażowania. - On albo ja - miał powiedzieć władzom klubu Marco van Basten. Berlusconi wybrał Holendra i innych piłkarzy, rozstając się z Sacchim w 1991 roku po tym, jak ten nie zdobył ani mistrzostwa (drugie miejsce w Serie A), ani Pucharu Europy (ćwierćfinałowa porażka z Marsylią). Cztery lata - tyle samo spędził Pep Guardiola w Barcelonie. Hiszpan tłumaczył, że po takim czasie obie strony zaczynają się męczyć i potrzeba nowego impulsu - a łatwiej zmienić trenera, niż wymienić piłkarzy. - Jesteśmy niezwykle dumni z porównań do Milanu Sacchiego. Ten zespół zapisał się w historii futbolu - mówił w 2012 roku Xavi, legendarny pomocnik Barcelony.

Arrigo Sacchi trzecim najlepszym trenerem w historii według "France Football"

- Zwycięstwa pozostają w tabelach, ale sposób, w jaki są osiągane, zostaje w pamięci ludzi - powtarza Sacchi. To ze względu na sposób, w jaki jego Milan triumfował, ta drużyna jest pamiętana do dziś. Według plebiscytu World Soccer z 2007 roku to najwspanialsza drużyna klubowa w historii futbolu i czwarta najlepsza ekipa w ogóle (na podium są Brazylia 1970, Węgry 1953 i Holandia 1974). W plebiscycie "France Football" z 2019 roku Sacchi zajął trzecie miejsce, ustępując tylko Rinusowi Michelsowi i Sir Aleksowi Fergusonowi. To pokazuje, że Sacchi tak naprawdę ma rację - jest jednym z najwybitniejszych trenerów mimo krótkiej kariery (14 lat) i CV, które może wydawać się ubogie: do wspomnianych sukcesów w Milanie należy doliczyć wicemistrzostwo świata z włoską kadrą (1994). Po nieudanym Euro 1996 (odpadnięcie w fazie grupowej) prowadził już tylko przez pół roku Milan, Atletico Madryt przez sezon i Parmę przez trzy mecze.

Arrigo Sacchi jako trener reprezentacji Włoch, mundial 1994Arrigo Sacchi jako trener reprezentacji Włoch, mundial 1994 Mark Lennihan (AP Photo/Mark Lennihan)

W latach 2010-2014 został koordynatorem piłki młodzieżowej we Włoszech. - Widziałem dzieci, które w wieku 14, 15 lat już specjalizują się w konkretnych zadaniach. Środkowi obrońcy wyłącznie kryli swoich rywali, nie brali udziału w grze. To cierpienie, a nie radość, to nie piłka nożna. Jeśli robisz jedną rzecz w kółko, to będziesz ją robił coraz lepiej. Ale czy piłka polega na tym, by robić jedną rzecz? To nie jest sport dla specjalistów - tłumaczył, chcąc reformować włoski futbol, który powoli wychodzi z zapaści. Obecnie jest ekspertem we włoskich mediach.

Milan wyrzuca pieniądze w błoto

- Na początku potrzeba projektu. Jeśli nie wiesz ze szczegółami, co chcesz zbudować, nie będziesz wiedział, jaki materiał zebrać. I wyrzucisz pieniądze w błoto - tak mówił w rozmowie z Rafałem Stecem o budowaniu drużyny. Te słowa można odnieść do Milanu ostatnich lat. Zmieniający właścicieli, trenerów oraz piłkarzy, na których w ciągu ostatnich pięciu lat (od czasu ostatniego awansu do Ligi Mistrzów) wydał ponad 600 mln euro, wyrzucony z europejskich pucharów (choć tak naprawdę Milan nie chciał w nich grać). I efekt jest taki, że zaproszone z okazji 120. urodzin siedmiokrotnego triumfatora LM legendy (takie jak Dida, Costacurta, Tassotti, Donadoni, Papin, Allegri, Capello czy sam Sacchi) oglądały remis 0-0 z Sassuolo, po którym "Rossoneri" zajmują 10. miejsce w tabeli z ogromną stratą do czołówki. W podobnej sytuacji znajdował się Milan w latach 80., ale właśnie wtedy Berlusconi zatrudnił Sacchiego, zmieniając piłkę nożną na zawsze.