Krzysztof Piątek przed meczem miał prośbę do kolegów. Spełnili jego życzenie

We włoskim fenomenie Krzysztofa Piątka zachwyca nie tylko sportowy kunszt polskiego napastnika i łatwość z jaką strzela gole, ale też spokój z jakim do tego wszystkiego podchodzi. Po jego dwóch bramkach i wygranej Milanu z Napoli w Coppa Italia szał na Polaka trwa. Przed meczem Piątek miał prośbę do swoich kolegów, którzy spełnili jego życzenie.

To prawdopodobnie pierwsza piosenka, która w Mediolanie powstała na cześć polskiego napastnika. Powstała dość szybko, bo w zasadzie kilka dni po tym jak nasz snajper do AC Milan trafił. Piosenka raczej prosta, choć chwytliwa, w której najważniejsze są właściwie dwa słowa.

 „Piątek, Piątek! Po, po, po!” – słychać niczym wystrzał z pistoletu, a dalej kibice zaczynają celebrę, w której  kilkuwyrazowy refren szybko powraca. W ten sposób fani na San Siro świętowali wygraną z Napoli (2:0), która dała im awans do półfinału Pucharu Włoch. Awans, który z kolei dały bramki, pierwszy raz grającego w Milanie w wyjściowym składzie Polaka. Jak Piątek pół roku temu grał pierwszy mecz o stawkę w barwach Genoi, (też w Coppa Italia) to strzelił w nim 4 gole, w tym trzy w pół godziny. Wtedy nie speszył go Stadio Luigi Ferraris, teraz nie sparaliżował San Siro. Właściwie jakby jutro miał zagrać na Santiago Bernabeu, to też by się tym nie przejął.

Szał i chłodna głowa

Gdy niedawno zapytaliśmy jego menedżera o rzeczy, które Piątkowi pomagają lub są jakimś talizmanem usłyszeliśmy historię o herbacie i rozgrzewce.

- Pije yerba mate, a jak przyjeżdża na stadion to na boisko wychodzi dopiero na rozgrzewkę. Nie pojawia się na murawie wcześniej – mówił nam Tomasz Magdziarz z Fabryki Futbolu. Lepszej reklamy temu napojowi we Włoszech już nikt raczej nie zrobi, ale kwestia fenomenu Piątka nie zależy od samej yerba mate. Od pewnego czasu u Polaka widać konsekwencję w dążeniach do celu, chłodną głowę i spokój. A jak na 23-latka to i dorosłość oraz mądrość.

- Cieszę się, spełniam swoje marzenia, ale dopiero muszę udowodnić, że jestem w dobrej formie i mogę pomóc tej drużynie – mówił na konferencji prasowej podczas swojej prezentacji w Milanie. – Chcę tylko strzelać gole – dodawał. Właściwie w tej retoryce od czasu przyjazdu na Półwysep Apeniński nic się nie zmienia.

- Fajnie zacząłem przygodę z Milanem. Cieszę się ze skuteczności, ale jeszcze dużo pracy przede mną – mówił skromnie właściwie w każdym pomeczowym, wtorkowym wywiadzie.

Ten spokój chyba procentuje z każdym tygodniem. A mówimy, przecież o graczu, który jeszcze rok temu był publicznie krytykowany przez Michała Probierza za boiskowe humory, pretensje, machanie rękami i spięcia. Żeby nie było - zwracał na to uwagę, też jego poprzedni trener Jacek Zieliński. Teraz Piątek, także mentalnie i pod względem zachowania wszedł na inny poziom. Mogłoby się wydawać, że to obecnie woda sodowa najszybciej uderzy mu do głowy. „Papież Polak”, „Minister zdobywania bramek” - te określenia włoskiej prasy z pewnością już czytał. Po pucharowym meczu z Napoli doszły kolejne zachwyty „Co za bombowiec” w „Tuttosport”czy „mordercza prawa noga” to komplementy z „"La Gazzetta dello Sport”. „Corriere dello Sport” połączyło natomiast na swej okładce ksywkę jaką wcześniej dostał Piątek (Robocop) z nazwą Pucharu Włoch, w którym znów zachwycił i wyszła „Robocoppa”. Pomysł dobry wszak Piątek w trzech meczach Pucharu Włoch zdobył aż 8 goli i pod tym względem nokautuje konkurencję. To na razie jest jego puchar, a w Mediolanie po wyeliminowaniu wicemistrza ligi pewnie wzrosły apetyty na jego zdobycie.

Trener Milanu Gennaro Gattuso po meczu nie krył zadowolenia i nie unikał pochlebstw. - Wygraliśmy też dzięki jakości Piątka. On jest snajperem, jak jest na 20 metrze, to stwarza ogromne zagrożenie. Cieszymy się, że mamy go przy sobie – opisywał. Cieszyli się też piłkarze. O wspólne zdjęcie z „Il Pistolero” poprosił Tiemoue Bakayoko.

 

Piątek z nowymi kolegami chyba też dogaduje się dobrze. Bo przed meczem dwóch z nich też o coś poprosił. - Przed spotkaniem porozmawiałem z Laxaltem i Borinim i poprosiłem, aby dali mi jakąś wysoką i daleką piłkę – zdradził w rozmowie z Milan TV. I to właśnie Laxalt zaliczył asystę przy pierwszym golu. - Mam nadzieję, że w Rzymie będzie jeszcze lepiej (Milan gra teraz z Romą – przyp. red.). Chcę dalej strzelać dzięki moim kolegom – dodał w swoim stylu. 

Więcej o:
Copyright © Agora SA