Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Aleksandra Sikora, piłkarka Juventusu: Pierwsze marzenie już spełniłam, czas na kolejne [ROZMOWA]

- Osobiście jeszcze nie poznałam Cristiano Ronaldo, na razie widziałam go tylko z trybun Allianz Stadium. Szczerze mówiąc, bardziej zależy mi na poznaniu Wojtka Szczęsnego i by dłużej z nim pogadać - mówi nam Aleksandra Sikora, piłkarka Juventusu.

Aleksandra Sikora (ur. 1991) zanim rozpoczęła przygodę z piłką, trenowała lekkoatletykę, m.in. bieg na 100 metrów. W 2004 roku rozpoczęła treningi w piłkarskim klubie LUKS Promień Mosty. Następnie trafiła do zespołu Medyka Konin, w którym spędziła 10 lat i zdobyła cztery mistrzostwa Polski. Latem 2017 roku trafiła od Brescii, z którą na dzień dobry zdobyła wicemistrzostwo Włoch. W sezonie 2018/19 przeniosła się do Juventusu, który dopiero rok wcześniej założył damską sekcję. Sikora jest także wicekapitanką reprezentacji Polski.

Antoni Partum: Kiedy poczułaś, że zostaniesz piłkarką?

Aleksandra Sikora: Jak otrzymałam pierwsze powołanie do reprezentacji Polski U-17. To niesamowite uczucie móc reprezentować swój kraj. Wtedy uświadomiłam sobie, że piłka w moim życiu to coś poważniejszego niż tylko zwykła zajawka.

Czy oprócz grania w piłkę oglądasz mecze i interesujesz się futbolem na co dzień?

Czasami dziewczyny się ze mnie naśmiewają, jak nie znam jakiegoś piłkarza albo przekręcę dane imię. Nie jestem jakoś świetnie zorientowana, ale lubię oglądać mecze. Jednak zazwyczaj te na najwyższym poziomie, czyli spotkania w Lidze Mistrzów i w czołowych ligach świata. 

Miałaś jakiegoś idola w dzieciństwie?

Tak, Emanuela Olisadebe. I co najśmieszniejsze, gdy go podziwiałam, to wówczas grałam często na bramce. Pamiętam, że miałam nawet koszulkę z jego nazwiskiem i gdy broniłam karne, to tuż przed strzałem zawsze w myślach powtarzałam: „Oli, Oli, Oli to obroni!”. I tak się motywowałam. Tym bardziej to do mnie pasowało ze względu na moje imię.

Rok temu opuściłaś Medyka Konin i trafiłaś do Włoch. Jak duży był to przeskok?

Po transferze do Brescii, czyli mojego poprzedniego klubu, dało się odczuć różnicę poziomów. W Serie A gra się znacznie trudniej. Tutaj każda drużyna stanowi duże zagrożenie. Każdy mecz odbywa się na wysokich obrotach.

Włoska myśl szkoleniowa przywiązuje również ogromną rolę do taktyki. Odczułaś to?

Tak. Każda meczowa analiza zaczyna się od formacji defensywnej. Taktyka to podstawa we Włoszech. Czuję, że się znacznie rozwinęłam pod tym względem. Ale to nie tylko zasługa Serie A, ale i naszej reprezentacji. A że się rozwinęłam, to świadczy o tym mój transfer do Juventusu.

Poznałaś już Cristiano Ronaldo?

Osobiście jeszcze nie, na razie widziałam go tylko z trybun Allianz Stadium. Szczerze mówiąc, bardziej zależy mi na tym, aby poznać Wojtka Szczęsnego. Jak ogłoszono mój transfer do Juventusu, to Wojtek pogratulował mi na Instagramie, co było bardzo miłe. Może kiedyś będzie okazja żeby się spotkać i poznać bliżej. Mam nadzieję.

Czyli drużyna żeńska raczej nie ma kontaktu z męską?

Na co dzień trenujemy w Juventus Training Center Vinovo. Jeszcze w zeszłym sezonie męska drużyna Juventusu też tam ćwiczyła, ale teraz przenieśli się na nowe obiekty. Dlatego nie mamy ze sobą wiele styczności.

Gra w Juventusie to szczyt twoich marzeń?

Trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Moim pierwszym marzeniem był wyjazd za granicę. Zrealizowałam je. Na razie korzystam i cieszę się z tego, co mam. Ale nie przestaję marzyć. Obecnie skupiam się na tym, aby być podstawową zawodniczką Juventusu. Poza tym zakochałam się we Włoszech. To cudowny kraj. Krajobraz, aura, architektura i kuchnia - wszystko mi tu odpowiada. No i język. Z przyjemnością chodzę na lekcje włoskiego.

 

Czy granie w kobiecej Serie A to także znaczący finansowy przeskok?

Wielki? Może nie aż taki wielki, ale na pewno jest różnica. Choć trzeba jasno powiedzieć, że w kobiecej piłce nie ma niewiadomo jak wielkich stawek, jeśli porównamy do pensji mężczyzn. Ale na swoje potrzeby mam. Mogę odłożyć pieniądze, a także pozwolić sobie na egzotyczne wakacje.

We Włoszech jesteś od dwóch lat. A czy w Polsce mogłaś wyżyć tylko z piłki?

W Medyku Konin łączyłam grę w piłkę z pracą i studiami. Co nie było łatwe. Ale nie ukrywam, że dużo się dzięki temu nauczyłam. I jako trenerka, a także zawodniczka. Zdobyłam cenne doświadczenie, nauczyłam się lepszej organizacji. Z motywacją też bywało różnie, ale jeśli chciałam spełnić swoje marzenia, to wiedziałam, że nie mogę odpuścić. Dzisiaj jestem bardzo wdzięczna za ten czas, bo uważam, że właśnie w takich momentach, kiedy nie jest łatwo, człowiek uczy się, hartuje charakter i zaczyna doceniać wszystko co ma. Teraz mogę skupić się tylko na karierze piłkarskiej.

Gdzie pracowałaś?

Byłam nauczycielką w szkole, prowadziłam lekcje wf-u i treningi dla młodzieżowych grup w Medyku Konin. Dodatkowo studiowałam. Ukończyłam wychowanie fizyczne na UKW w Bydgoszczy. Czasem ludzie się mnie pytają: czemu nie wyjechałam wcześniej? Widocznie nie czułam się jeszcze gotowa. Szczerze mówiąc nawet nie chcę się nad tym zastanawiać. Nie żałuję niczego i teraz skupiam się na tym, co jest tu i teraz.

Masz swoich wiernych fanów?

Tak, jest grono osób, które często się do mnie odzywa przed meczami i nie tylko. To bardzo miłe i motywujące uczucie. Wyjeżdżając za granicę nie można ze sobą zabrać wszystkich przyjaciół i całej rodziny, dlatego gesty wsparcia zawsze dodają otuchy. Cieszę się także, że zawarłam współpracę z firmą socialnet oraz kancelarią prawną Rafała Kaszyńskiego, którzy pomagają mi w budowaniu kariery, ale przede wszystkim uświadomili mi, jak bardzo ważny jest kontakt z kibicami. Oni naprawdę to doceniają i wiernie kibicują. Lubię dzielić się z nimi zarówno sukcesami jak i porażkami. Ostatnio nawet na meczu z Milanem (0:3) zobaczyłam flagę Polski z napisem „Sikora”. Wzruszyłam się.

Przejdźmy do tematu reprezentacji Polski. Jeszcze nigdy nie awansowałyście na wielki turniej. Dlaczego?

Mam wielką nadzieję, że to się zmieni. Ciężko pracujemy z dziewczynami i sztabem aby w końcu nasze wspólne marzenie stało się rzeczywistością. Ta kadra ma naprawdę wielki potencjał. Kasia Kiedrzynek (Paris Saint Germain) i Ewa Pajor (Wolfsburg) to nasze liderki. W dużym klubie gra także Paulina Dudek, która trafiła do PSG. Ja i Kasia Daleszczyk występujemy na co dzień w lidze włoskiej. Coraz więcej dziewczyn gra za granicą i przenosi się to na reprezentację. Myślę, że mamy naprawdę duży potencjał. Polska liga może nie jest na europejskim poziomie, ale same zawodniczki już tak. I wiem, że z takimi umiejętnościami mogą bez obaw wyjechać i reprezentować nasz kraj.

Czego konkretnie wam brakowało do awansu?

Przygotowania fizycznego. Najlepszym przykładem jest mecz ze Szkocją. Prowadziłyśmy 2:0, a przegrałyśmy 2:3. Trochę odcięło nam prąd. Mam nadzieję, że jak zakończę karierę, to będę mogła wspominać udane ME i MŚ.

Co chcesz robić po zakończeniu kariery?

Tego jeszcze nie wiem, ale obecnie prowadzę na instagramie projekt „Aktywne Piłkarki”, na którym chętnie dzielę się swoim doświadczeniem. Projekt charakteryzuję się trzema hasłami: działamy, motywujemy i dbamy o siebie. Ale tak naprawdę tworzą go wszyscy, którzy odwiedzają ten profil. Jesteśmy w tym razem. Ja proponuję coś od siebie i daję różne wskazówki, ale również dziewczyny -piłkarki, które obserwują profil - potrafią solidnie zmotywować i zaproponować ciekawe ćwiczenia oraz zdrowe posiłki. Chodzi o to żeby być z dnia na dzień coraz lepszą. Aby pokonywać swoje słabości, czerpać z tego radość. I uświadomić sobie, że tak niewiele trzeba, aby zdrowo jeść i że każda z z nas ma szanse na osiągnięcie sukcesu. Bo przecież ja kiedyś też byłam taką samą młodą dziewczyną jak one. Popełniałam i nadal popełniam mnóstwo błędów.