Lorenzo Insigne, czyli niebezpieczny mikrus [WŁOSKI KOSZMAR]

Choć skrzydłowy Napoli wyrósł nad ziemię na zaledwie 163 centymetry, to właśnie 27-latek jest największym zagrożeniem obrońców reprezentacji Polski. Już w piątek o godz. 20:45 meczem z Włochami drużyna Jerzego Brzęczka rozpocznie zmagania w Lidze Narodów.

- Kur**, ja mam wejść? Musimy wygrać, a nie zremisować - powiedział w trakcie drugiej połowy Daniele De Rossi odmawiając wyjścia na rozgrzewkę. Gwiazda Romy wskazała jednocześnie na Lorenzo Insigne. - Pomyślałem, że lepiej by było, gdyby on wszedł za mnie - wytłumaczył De Rossi po dwumeczu barażowym ze Szwedami (0:1).


Skrzydłowy Napoli to chyba najlepszy ofensywny włoski piłkarz. Dlatego decyzja Gian Piero Ventury (byłego selekcjonera Włochów)  o tym, by w arcyważnym dwumeczu zagrał zaledwie 14 minut (zero w rewanżu) i to jako środkowy pomocnik (!) była niewytłumaczalna. Ale takich wyborów było więcej, więc Włosi pożegnali się z marzeniami o mundialu, a Ventura z pracą.

Insigne w zeszłym sezonie był w świetnej formie. W 37 meczach ligowych strzelił 8 goli i zanotował 11 asyst. Bardzo ładne liczby wykręcił jak na skrzydłowego. Ale kibice Napoli wcale nie byli zdziwieni. Bo w sezonach 2016/17 i 17/18 nastrzelał w Serie A 30 goli i zaliczył 19 asyst.

Insigne przypomina nieco ulepszoną wersję Sebastiano Giovinco. Jest piekielnie szybki, świetnie wyszkolony technicznie, dysponuje mocnym strzałem i potrafi zamienić rzut wolny na bramkę. Piłkarza Napoli odróżnia od „Atomowej Mrówki” jednak fakt, że on w swoim prime time wciąż gra w Serie A, a nie udał się na płatny urlop w MLS.

Obecny sezon może być zresztą ostatnim dla Insigne w Napoli. Jeszcze do niedawna zarabiał zaledwie milion euro rocznie. Teraz zgarnia o 3.5 mln więcej. I daje mu to ósme miejsce wśród najlepiej zarabiających piłkarzy Serie A. Ale taka suma nie może robić wrażenia na najbogatszych klubach świata. I ok, do Juvetusu raczej nie trafi, bo w odróżnieniu od Gonzalo Hoguaina nie jest najemnikiem, a wychowankiem neapolitańskiego klubu, a to byłby nóż w plecy dla kibiców Napoli. Ale transfer do pozostałych najbogatszych drużyn świata wydaje się możliwy. W Neapolu dobił do ściany. A grając w Europie potwierdził, że nie jest tylko królem własnego podwórka.

W Lidze Mistrzów pokonywał bramkarzy m.in.: Realu Madryt, Borussii Dortmund, Manchesteru City i Szachtara Donieck.

W reprezentacji w 2012 roku dał mu szansę Cesare Prandelli, ale Squadra Azzurra grała w systemie 1-4-3-1-2, gdzie nie było miejsca dla typowego skrzydłowego. Ważnym ogniwem stał się dopiero za kadencji Antonio Conte.

- Przyjście Roberto Mancieniego to nowe rozdanie. Włosi liczą, że uda im się zmazać plamę po haniebnych zeszłym roku. Nowym liderem kadry ma zostać Insigne. Jestem pewien, że podoła wyzwaniu – twierdzi Antonio Russo, redaktor naczelny portalu goldelnapoli.it

Polacy o jakości skrzydłowego przekonają się dopiero w piątek, a zatrzymać Insigne będzie próbował Bartosz Bereszyński, który wystąpi na pozycji prawego obrońcy.

Wszystko wskazuje, że zawodnik Sampdorii Genua po piątkowym spotkaniu będzie się czuł tak, jakby cały dzień spędził na kolejce górskiej w wesołym miasteczku. Inisgne to gwarancja zawrotów głowy u swoich rywali.

***

Włochy - Polska. Włoski dziennikarz: Najbardziej obawiamy się Piątka

Włochy - Polska. Przewidywany skład Włochów. Kłopoty Lewandowskiego i trudne zadanie naszych obrońców

Więcej o: