Serie A nie wystartowała. Milionerzy znów strajkują

W poprzednim sezonie tylko grozili, teraz nie wyszli na boiska. Piłkarze Serie A kłócą się z pracodawcami, kibice są wściekli.

Masz dla nas temat? Propozycję? Zgłoś to na Facebook.com/Sportpl ?

Spór między Związkiem Włoskich Piłkarzy (AIC) a reprezentującymi kluby władzami ligi dotyczy tzw. podatku solidarnościowego uchwalonego przez zaciskający pasa rząd Silvia Berlusconiego - najlepiej zarabiający mają się zrzucać na ratunek dla finansów państwa, aby nie podzieliło ono losu bankrutującej Grecji. Pobierający co najmniej 90 tys. euro miesięcznie mają oddawać dodatkowe 5 proc., a pobierający 150 tys. euro - 10 proc. Włoscy ligowcy chcą, aby podatek odprowadzały kluby, a kluby twierdzą, że ma obciążać ligowców.

Inny problem - piłkarze niechciani przez kluby żądają prawa do trenowania z drużyną seniorów do wygaśnięcia kontraktu, a kluby twierdzą, że decyzję powinien podejmować trener. W poprzednich sezonach kilkakrotnie zdarzało się, że graczy odmawiających przedłużenia umowy lub niezgadzających się na transfer odsuwano karnie od drużyny. Celował w tym zwłaszcza Claudio Lotito, prezes Lazio znany jako największy dusigrosz w Serie A. - Jeśli nie przedłużysz kontraktu, przykuję cię do ławki rezerwowych na cały sezon - usłyszał od niego latem 2009 r. Goran Pandev. Nie ugiął się i przez pół roku musiał ćwiczyć indywidualnie. Uratowały go władze ligi, którym się poskarżył. Lazio zapłaciło mu 160 tys. euro odszkodowania, jego umowa została anulowana, piłkarz przeniósł się do Interu Mediolan.

Dopóki obie strony nie znajdą kompromisu, nie podpiszą zbiorowej umowy regulującej prawo kontraktowe w Serie A. Negocjacje trwały do piątku, szef AIC Damiano Tommasi w ostatniej chwili zaproponował rozwiązanie tymczasowe, obowiązujące tylko do 30 czerwca przyszłego roku. 18 klubów było przeciw, za głosowały tylko Siena i Cagliari.

Dlatego pierwsza kolejka się nie odbyła. I nie wiadomo, czy za dwa tygodnie [po przerwie na mecze reprezentacji] odbędzie się następna. - Mam silne wrażenie, że 15 dni nie wystarczy. Możemy potrzebować miesięcy, skoro oni od półtora roku mówią "nie" - powiedział Tommasi. - Piłkarze są rozczarowani, że nie grają, ale to nie jest kwestia pieniędzy albo kaprysu. Zawodowcy twierdzą tylko, że powinni rozpocząć sezon z dokumentem opisującym ich prawa.

Negocjacje toczyły się w fatalnej atmosferze, roiło się w nich od zwykłych wyzwisk. Kluby też się podzieliły, prezes Cagliari Massimo Cellino ogłosił, że nie uważa już Maurizia Beretty za szefa ligi, bo ten analizuje sytuację powierzchownie i fatalnie zarządza kryzysem. Minister sportu Rocci Crimi uznał język rozmów za niedopuszczalny, a decyzję o strajku za klęskę obu stron.

Szansa na kompromis jednak jest, bo kiedy już do strajku doszło, decyzja zabolała wszystkich. Kluby chcą grać i zarabiać, piłkarze nasłuchali się wielu przykrych słów od wściekłych kibiców nieumiejących zrozumieć milionerów strajkujących w czasach kryzysu. Gazety pełne są wypowiedzi rozżalonych robotników, którzy czują się przez futbolistów obrażeni jako ludzie "zapożyczający się w banku na 30 lat, aby kupić małe mieszkanko za miastem". A są i tacy, którzy ponieśli wymierne straty - np. kibice Milanu kupili bilety lotnicze na inauguracyjny mecz w Cagliari.

Wcześniej strajk opóźnił o tydzień start ligi hiszpańskiej, w której kluby są winne piłkarzom 50 mln euro. Włoscy prezesi płacą na czas.

Primera Division - Kogo spoza Realu i Barcy warto oglądać? (WIDEO) ?

Więcej o: