Jerzy Dudek dla Sport.pl: Wierzę, że zagram z Barceloną

Po zwycięstwie nad Zenitem trener Juande Ramos podszedł do mnie i powiedział, że jest ze mnie zadowolony. Że zagrałem tak jak chciał. Czy wystawi mnie na sobotni mecz z Barceloną? Nie mam pojęcia, ale nie tracę nadziei - mówi Sport.pl i "Gazecie" bramkarz Realu Jerzy Dudek

Ramos nie wyklucza gry Dudka w Gran Derbi

Dariusz Wołowski: Przez półtora roku Bernd Schuster właściwie nie dawał panu szansy gry w Realu Madryt. Mówił pan już nawet o odejściu z klubu. Nagle przychodzi nowy trener i wystawia pana w pierwszym meczu.

Jerzy Dudek: - Wszyscy byliśmy w lekkim szoku po zmianie trenera, bo do ostatniej chwili szefowie Realu utrzymywali, że ufają Schusterowi. Wydaje mi się jednak, że porażka z Sevillą i stwierdzenie, że z Barceloną nie mamy szans, to był dowód, że Niemiec jest zmęczony. Na konferencji prasowej sam powiedział, że ma dość i chce już iść do domu. We wtorek, przed pierwszym treningiem Ramos powiedział nam, że wszyscy mamy u niego czystą kartę i od nas zależy, co na niej zostanie zapisane. Po treningu widziałem jak rozmawia z Ikerem Casillasem. Potem podszedł do mnie. Powiedział mi, że chce, bym zagrał z Zenitem. No więc zadebiutowałem w Realu w Lidze Mistrzów. Graliśmy w innym ustawieniu, klasycznym 4-4-2, ze skrzydłowymi. I wygraliśmy zdecydowanie 3:0. Przed meczem z Barceloną nie mogło nas spotkać nic lepszego.

Po meczu z Zenitem Ramos chwalił pana w prasie i powiedział, że nie wie czy Dudek czy Casillas stanie do bramki w Gran Derbi z Barceloną.

- Na czwartkowym treningu trener powiedział mi, że zagrałem tak jak chciał. Że widać było moje doświadczenie. Juande Ramos jest człowiekiem bardzo kontaktowym, dużo z nami rozmawia, stara się zarazić entuzjazmem. Od dziennikarzy też dostałem dobre oceny. Jeden z nich powiedział mi, że to godne podziwu, iż człowiek, który tyle czasu nie grał, może być w przyzwoitej formie. Ja już wielkich nadziei sobie w Realu nie robiłem. Pracowałem jednak ciężko na treningach, bo znam futbol i wiem, że szansa przychodzi, kiedy się jej najmniej spodziewasz. Tak czy siak, muszę się starać, żeby mieć argumenty, gdybym w czerwcu szukał nowego klubu. Kończy mi się kontrakt w Realu, a na dalsze siedzenie na ławie się już nie piszę. Może jednak przyjście Ramosa coś zmieni? Jest nowy trener, a w nas nowa nadzieja. Także we mnie.

Rozmawiałem z dziennikarzami z Hiszpanii i oni mówią, że gdyby w meczu z Barcą Jande Ramos posadził Casillasa na ławce byłoby to trenerskim samobójstwem.

- Wiem, że hiszpańskie media staną murem za Ikerem, tak jak kiedyś angielskie murem za Kirklandem, który musiał - według nich - stać w bramce Liverpoolu. Casillas to wspaniały bramkarz. Ale z doświadczenia wiem, że po tak wielkim turnieju jak Euro 2008 zawodnik czuje się przemęczony: jeśli nie fizycznie, to psychicznie. Być może Iker, który był na mistrzostwach Europy bohaterem, przeżywa teraz coś takiego. Dlatego w takim klubie jak Real potrzebni są dwaj dobrzy bramkarze. Schuster ze mnie nie korzystał, może Ramos będzie postępował inaczej? Oczywiście i trener i ja i wszyscy tu zdają sobie sprawę, że Iker jest żywą legendą Realu. Być może Ramos dał mi zagrać z Zenitem tylko po to, by Casillas odpoczął, a być może ma wobec mnie poważniejsze plany.

Wszyscy stawiają na Barcelonę

Xavi z Barcelony mówi, że dopóki w Realu grają Casillas i Raul jego drużyna nie może być pewna zwycięstwa nad Realem.

- Mimo wszystko nie tracę nadziei, że to ja stanę w bramce. Muszę robić swoje. Każdy z nas marzy, by wybiec w sobotę na Camp Nou, co jest najlepszym dowodem, że jedziemy do Katalonii bez strachu. Barcelona gra futbol porywający, ma wybitnych piłkarzy, ale ja już widziałem w karierze całą masę meczów, w których zawodziły największe gwiazdy. Rok temu przed przyjazdem na Camp Nou straszono nas fantastyczną czwórką: Ronaldinho-Messi-Henry-Eto'o. I daliśmy sobie radę. Tym razem także: im bardziej Barcelona będzie pewna swego, tym lepiej dla nas.

Teraz sytuacja jest całkiem inna. Wtedy Barca była bez formy, teraz wyprzedza was o 9 pkt. i gra rewelacyjnie. A poza tym pół drużyny w Realu leczy kontuzje, lub pauzuje za kartki. Robben, Pepe, Diarra, van Nistelrooy, Sneijder, Marcelo, Heinze. Doszło do tego, że nieruchawy Metzelder będzie musiał grać na prawej obronie przeciw Henry'emu, a starszawy Salgado na lewej przeciw Messiemu.

- Salgado to piłkarz o wielkim doświadczeniu i sercu, który nie podda się zanim sędzia nie zagwiżdże ostatni raz. Rozmawiałem z Metzelderem, który mówił, że w Borussi Dortmund grywał na każdej pozycji, włącznie z prawą obroną. Real nie jest martwy. Nie jedziemy na Camp Nou jako faworyci, ale ...mamy zamiar zagrać bardzo skoncentrowani w tyłach. Będzie inaczej niż zwykle, gdy radośnie biegaliśmy do przodu. Na Camp Nou najpierw trzeba sprawdzić, czy mecz da się zremisować. A potem pomyślimy o zwycięstwie. Obojętnie w jakim stylu. Najbardziej będzie nam brakowało Robbena. Gdy jest w formie, to taki nasz Messi. Ale na skrzydłach mogą zagrać Drenthe i Higuain. Liczyliśmy, że wyleczy się Sneijder lub Heinze, ale nadzieja upadła. Nawet bez nich, jesteśmy w stanie sprawić niespodziankę. Widać, że Juande Ramos w to wierzy. Dotąd go nie znałem. Słyszałem tylko opinie, że to trener podobny do Rafy Beniteza z Liverpoolu. Na razie się to potwierdza. Odżyliśmy przy nim. Już nie widać wsród chłopaków przygnębienia.

Mówi pan o remisie na Camp Nou. A macie 9 pkt straty do Barcelony i właściwie na remis nie możecie sobie pozwolić.

- Jeśli meczu nie można wygrać, trzeba go zremisować. Nie jest to ostatnia kolejka sezonu, będzie jeszcze czas gonić Barcę. A łatwiej odrabiać 9 niż 12 pkt.

A może jednak zostanie pan w Realu na kolejny sezon?

- Zależy od Juande Ramosa. Zobaczymy. Jeśli nie będę grał, to wypełnię umowę i znikam. Ale może być inaczej.

Kto jest dla pana faworytem Ligi Mistrzów?

- Barcelona i kluby angielskie. Tak to wygląda na dziś. Real do faworytów zaliczyć trudno. Ale do 1/8 finału zostało dwa i pół miesiąca. Nasza drużyna na pewno zostanie wzmocniona, jest nowy trener, będą nowi piłkarze. Kilku chłopaków się wyleczy. Ramos wszystko poukłada, a wtedy być może i my będziemy się liczyć w tej rozgrywce. Nie można też wykluczyć Interu, który pod wodzą Jose Mourinho gra nieefektownie, ale bardzo efektywnie. Mecze 1/8 finału będą bardzo zacięte. Nie znaczy, że nie będzie w nich faworytów, ale różnice w klasie drużyn będą tak minimalne, że możliwe będzie każde rozstrzygnięcie.

Leo Beenhakker ma ostatnio kłopot z bramkarzami. I nie jest to kłopot bogactwa, bo Boruc ma kryzys, a Fabiański wciąż jest rezerwowym w Arsenalu.

- Z pozoru wydaje się, że jesteśmy bramkarską potęgą, bo mamy swoich ludzi w Manchesterze, Arsenalu, Realu i Celtiku. Gdyby nasi piłkarze z pola byli zatrudniani w takich firmach, w kadrze byliby wszyscy. Ale bramkarz to pozycja specyficzna. Graczowi z pola wystarczy 20 minut gry w klubie, by do reprezentacji aspirować. My mamy gorzej. Kuszczak jest w MU numerem 2, tak jak Fabiański w Arsenalu, i ja w Realu. To sprawia, że Boruc jest w sytuacji uprzywilejowanej. Wiem co mówię, bo długo nie gram, nie mogę więc być w życiowej dyspozycji. Choćbym na treningach zaharował się na śmierć. Fabiański to bardzo zdolny chłopak, ale póki nie gra w Arsenalu, Artur zawsze będzie krok przed nim i innymi konkurentami do reprezentacyjnej bluzy z numerem 1. Oczywiście Boruc ma teraz kłopoty. Wydaje się, że bardziej poza boiskiem niż na nim. Wiele o to hałasu, bo jest bramkarzem bardzo znanym. Ale sportowo do bramki kadry wciąż to jemu najbliżej. Zresztą Beenhakker w tak trudnych chwilach zawsze kierował się intuicją i tym razem też go ona nie zawiedzie. Byle jak najdalej był od tych wszystkich kłótni dotyczących obsady bramki.

Dudek w bramce Realu. Na chwilę?

Piłka nożna: Cashback 55 PLN od BetClick.com - poleca Mateusz Borek ? - reklama

Więcej o: