193 spotkania, 120 bramek, 7 trofeów - to telegraficzny skrót osiągnięć Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie. Polski napastnik, trafiając przed czterema laty do stolicy Katalonii zapewne nie spodziewał się, że jego pobyt na Camp Nou będzie aż tak owocny. Przychodził bowiem do klubu w kryzysie finansowym i sportowym. Barcelony nie było stać niemal na nic, a w trzech poprzednich sezonach zdobyli tylko jeden Puchar Króla.
Karta jednak się odwróciła i kapitan reprezentacji Polski miał w tym wielki udział. Ostatnie miesiące były jednak dużo trudniejsze. Sezon 2025/26 Lewandowski kończy z dorobkiem 19 bramek. Rezultat najsłabszy od pierwszego roku w Borussii Dortmund, a było to przecież aż 15 lat temu. Rozstanie z Barceloną było więc logiczne, a cała społeczność wokół klubu wzruszająco pożegnała napastnika.
Teraz jednak najważniejszym pytaniem zadawanym w Barcelonie jest "Kto po Lewandowskim?" - w końcu w kadrze na najbliższy sezon jedynym doświadczonym napastnikiem jest Ferran Torres. On sam nie będzie w stanie poprowadzić Dumy Katalonii do sukcesów. Dyrektor sportowy klubu otrzymał spore środki na znalezienie nowego snajpera.
Zobacz też: Dziewczynka z małej wsi podbiła Europę. Pajor napisała własną legendę
Jak donosi "Cronica Global", Deco dysponuje kwotą w wysokości 100 mln euro na pozyskanie następcy Roberta Lewandowskiego. A raczej - następców. "Kierownictwo sportowe przeznaczy środki na sprowadzenie dwóch zawodników na miejsce Lewandowskiego" - czytamy. Hansi Flick zaakceptował ten plan, a dyrektor sportowy wytypował siedmiu kandydatów.
Tym najważniejszym jest Julian Alvarez z Atletico. Sprowadzenie go nie będzie jednak łatwe. Kontrakt Argentyńczyka obowiązuje jeszcze trzy lata, a stołeczny klub żąda ponoć 100 mln euro. Zabrakłoby więc środków na drugiego napastnika. Deco będzie musiał wybrać między Alvarezem a Joao Pedro z Chelsea, który 12 miesięcy temu trafił na Stamford Bridge za 63 mln euro.
Kolejnym kandydatem ma być Victor Oshimen z Galatasaray. Turecki klub jednak również tanio napastnika nie sprzeda. Klub ze Stambułu wydał rok temu na Nigeryjczyka 75 mln euro. Na liście znajdują się też cztery opcje "ekonomiczne". Są nimi: kolejny piłkarz Atletico Alexander Sorloth, Finsik Asllani z Hoffenheim, Karl Etta Eyong z Levante oraz Vedat Muriqi - wicekról strzelców La Ligi ze zdegradowanej Mallorki.
Co ostatecznie postanowi Deco? Czas pokaże. Pewne jest jednak, że decyzje zapadną już niebawem, a cel jest jeden: po odzyskaniu prymatu na krajowym podwórku, Barcelona chce zdobyć również Ligę Mistrzów. Katalończycy na miano najlepszej drużyny na Starym Kontynencie czekają od sezonu 2014/15.