- Po czterech latach pełnych wyzwań i ciężkiej pracy nadszedł czas, by ruszyć dalej. Odchodzę z poczuciem, że misja została wypełniona. 4 sezony, 3 mistrzostwa. Nigdy nie zapomnę miłości, jaką obdarzyli mnie kibice już od pierwszych dni. Katalonia to moje miejsce na ziemi - tak Robert Lewandowski poinformował o rozstaniu z FC Barceloną. W minioną niedzielę rozegrał ostatni mecz na Camp Nou i oficjalnie pożegnał się z kibicami. Emocje sięgnęły zenitu, a sam bohater nie krył wzruszenia.
Przed Lewandowskim jeszcze jedno spotkanie w barwach tego klubu - rozegra je w Walencji. Mimo wszystko Barcelona już oficjalnie żegna legendę. Opublikowała kilka postów, podkreślając, jak ogromne znaczenie dla klubu miał Polak. Teraz zrobił to również oficjalny turecki profil Barcelony. Wspominał m.in. trudny moment, w jakim Lewandowski pojawił się w klubie. Mógł zostać w Bayernie Monachium, gdzie miał gwarancję tytułów, a jednak zaryzykował, co mocno zaimponowało działaczom.
"Byłeś na szczycie świata, odszedłeś i przyszedłeś do nas. Przechodziliśmy przez trudne czasy, ale ty się tym nie zraziłeś. Chciałeś być z nami, tutaj, marzyłeś, by napisać kolejną historię. Marzyłeś, by przywrócić Barcelonie dawną chwałę" - czytamy na wstępie obszernego oświadczenia. "Spędziliśmy razem cztery lata, a wspomnienia w nas są tak żywe, jakbyś dołączył do nas wczoraj. Ten płomień, który wznieciłeś w Les Corts od pierwszego dnia, ten ogień, ta nadzieja w oczach ludzi, którzy pędzili w stronę Camp Nou... ożywiłeś ten dreszcz emocji, przeniosłeś nas w te dni, kiedy czuliśmy w kościach, czym jest bycie kibicem Barcelony" - kontynuowali działacze, doceniając ogromny wkład Lewandowskiego w powrót katalońskiego klubu na szczyt.
Zobacz też: Harry Kane pobił rekord Lewandowskiego. Wielki wyczyn Anglika.
"Ale być może najpiękniejsze w tym wszystkim nie są twoje gole ani wygrane trofea, nawet najpiękniejsza nie jest ta twoja profesjonalność, która jest wzorem dla młodych graczy... Wiesz, co jest najpiękniejsze? Dzieci, katalońskie dzieci, na ulicy, po wyjściu ze szkoły w parku, na rogu dzielnicy, zaciskają pięści po kopnięciu piłki, naśladując twoją cieszynkę. Robią to w koszulkach Barcelony, z numerem '9' na plecach, z twoim imieniem na ustach. Dziękujemy, Lewy, dziękujemy, to dzięki Tobie" - puentowali. To piękne słowa, pokazujące dziedzictwo, jakie pozostawia po sobie Polak.
Choć grał dla Barcelony tylko przez cztery lata, stał się jej legendą. 119 goli, 24 asysty i 192 mecze na koncie. Więcej spotkań, ostatnich podań i więcej bramek miał tylko w Bayernie, ale tam grał przez osiem lat. Dokąd teraz zawiedzie go los? Trudno powiedzieć. Media wskazują na Arabię Saudyjską jako najbardziej prawdopodobny kierunek, choć wymienia się też MLS, a konkretnie Chicago Fire oraz dwa kluby z Włoch: Juventus Turyn i AC Milan.