Lewandowskiemu nie udało się strzelić pożegnalnego gola na Camp Nou. Mecz z Realem Betis był długimi fragmentami ciężkostrawny i trudny dla napastnika. Błysnął Raphinha, choć jego gole nie były też efektem wspaniałych akcji. Trafienie z rzutu wolnego oraz prezent od Hectora Bellerina. Polak najlepszą okazję miał tak naprawdę na sam koniec występu, gdy uderzył obok słupka.
To jednak nie miało aż takiego znaczenia. Gdy Lewandowski w 85. minucie schodził z boiska, był żegnany wielką owacją i tak naprawdę po jego zejściu kibice stracili zainteresowanie meczem. Woleli skandować do końca nazwisko naszego reprezentanta. On z kolei machał do nich i dziękował za całe wsparcie. Swoje emocje ubrał w słowa na pomeczowej ceremonii. Miał dla fanów kilka słów, które wygłosił przez mikrofon.
- Dziękuję, że jesteście tutaj ze mną w tym emocjonującym i trudnym momencie. Kiedy dołączałem do Barcelony, wiedziałem, że ten klub będzie wielki. Wasze uczucie wobec mnie było niesamowite. Zawsze czułem się tu jak w domu. Nigdy nie zapomnę, jak śpiewaliście moje imię. Dziękuję kolegom z drużyny, trenerom, wszystkim w klubie. Przeżyliśmy tu wielkie momenty przez te cztery lata. Jestem dumny z tego, co razem zrobiliśmy. Dziś żegnam się z Camp Nou, ale zawsze będę miał Barcelonę w sercu. Niech żyje Barcelona! Niech żyje Katalonia! - powiedział wzruszony Lewandowski.
Polak pożegnał się z Camp Nou jak legenda, którą jest. Swój ostatni mecz w barwach FC Barcelony kapitan naszej reprezentacji rozegra w sobotę 23 maja o 21:00 z Valencią. Oczywiście na wyjeździe.