Real Madryt notuje drugi z rzędu rozczarowujący sezon bez jednego z trzech najważniejszych trofeów - mistrzostwa Hiszpanii, Pucharu Króla lub Ligi Mistrzów. Co prawda "Królewscy" przed meczem z Espanyolem mieli matematyczne szanse na tytuł mistrzowski, ale spełnienie takiego scenariusza byłoby czymś więcej niż cudem. W niedzielny wieczór piłkarze Alvaro Arbeloi grali wyłącznie o to, czy Barcelona będzie świętowała obronienie mistrzostwa już dziś, czy może przypieczętuje to za tydzień w El Clasico.
Jak to często ostatnio bywało - Real Madryt nieźle rozpoczął spotkanie z Espanyolem. Jednak co z tego, skoro znowu nie było z tego żadnych konkretów, a "ozdobą" meczu była rywalizacja Viniciusa z Omarem El Hilalim. Obaj dostali po żółtej kartce, a do przerwy brakowało konkretnych sytuacji pod obiema bramkami, a zarazem bramek. Do przerwy było więc 0:0.
Zobacz również: Brutalny cios w gospodarza mundialu. Burmistrz wzywa kibiców do protestów
Za to druga połowa zaczęła się dobrze dla Realu Madryt. W 55. minucie "Królewscy" przeprowadzili naprawdę dobrą akcję, Vinicius zagrał na klepkę z Gonzalo Garcią, wpadł w pole karne i zdobył bramkę na 1:0 dla swojej drużyny.
Jedenaście minut później Vinicius spektakularnie pograł z Judem Bellinghamem. Brazylijczyk podał do Anglika, ten prostopadle piętką wypuścił Viniego, który potężnym strzałem skompletował dublet w tym spotkaniu. Było 2:0 dla Realu Madryt. Akcja była tak pięknie rozegrana, że nawet kibice gospodarzy bili brawo.
Drugie trafienie Realu Madryt przesądziło o wyniku spotkania. Obie drużyny dograły ten mecz do końca, Real wygrał 2:0 i tym samym sprawił, że jeżeli Barcelona chce przypieczętować mistrzostwo, to musi za tydzień, 10 maja o godz. 21:00, przynajmniej zremisować u siebie z "Królewskimi".
Bramki: 55' 66' Vinicius