Robert Lewandowski ostatnimi czasy pojawia się na boisku coraz rzadziej. Coraz rzadziej decyduje też o losach meczów FC Barcelony. Ostatni raz do siatki trafił 4 kwietnia w meczu z Atletico Madryt, a następnie przez dwa pełne spotkania siedział na ławce rezerwowych. Hansi Flick dał mu 90 minut przeciwko Getafe, gdzie "Lewy" zanotował asystę, ale to za mało. Polak jest na ten moment bliżej odejścia ze stolicy Katalonii, niż dalej.
Nie tylko słabsza dyspozycja i wiek są tu problemem. Jak zauważył Sebastian Staszewski, autor biografii "Lewandowski: Prawdziwy", stosunki Flicka z Lewandowskim w tym momencie "ograniczają się do chłodnego niemieckiego profesjonalizmu".
- Jeśli był to [dwa mecze spędzone na ławce - red.] jakiś sygnał, to wysłał go Flick. I nie do Roberta, a kibiców. Bo Deco i Joan Laporta sygnały o potrzebie poszukania nowego napastnika dostali od Niemca znacznie wcześniej. Mimo wspaniałej przeszłości łączącej Flicka z Robertem, trener patrzy dziś na swój interes i szuka nowych, lepszych rozwiązań. To, że Barcelona potrzebuje dziś nowej, młodszej dziewiątki jest absolutnie naturalne. Myślę, że Robert też to rozumie - stwierdził w rozmowie z Weszło.
- Jednocześnie Flick może znaleźć w zespole miejsce dla weterana, asa wchodzącego z ławki. Problem polega jednak na tym, że Hansi jak mało kto wie, co oznacza sfrustrowany Lewandowski. Przecież to on był asystentem Niko Kovaca, kiedy Robert wraz z grupą niezadowolonych piłkarzy wybrał się do Karla-Heinza Rummeniggego i poprosił o zwolnienie trenera, który właśnie zdobył mistrzostwo i Puchar Niemiec. Rummenigge na łamach mojej książki powiedział: "Tym, który najwięcej mówił był Lewandowski". A przecież Flick nie może zapewnić dziś Polakowi tyle albo tyle minut w przyszłym sezonie. To z kolei rodzi potencjał na ewentualne napięcia - dodał.
Wprawdzie kolejne sezony obaj panowie spędzili razem, a Flick chętnie korzystał z usług snajpera. Zresztą ten odwdzięczał się mu pięknym za nadobne, bo w 2020 i 2021 roku był jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym piłkarzem na świecie. To wtedy Flick wygrał z Bayernem Ligę Mistrzów. To wtedy Lewandowski bił rekord Gerda Muellera. A jednak coś się niewątpliwie popsuło. W ostatnich miesiącach w "Lewego" ugodziła przede wszystkim jedna decyzja niemieckiego trenera.
- Robert ma prawo mieć swoje odczucia. Bolesny dla niego był przede wszystkim fakt, że w ćwierćfinałowym rewanżu z Atletico zasiadł na ławce – uważał wtedy, że jego doświadczenie może być kluczowe. Ale Flick miał inny pomysł na mecz. Trudno więc dziwić się, że Lewandowski – człowiek, dla którego uznanie, status i pozycja są bardzo istotne – zaczął analizować inne scenariusze. Sądzę, że w tamtym momencie ostatecznie zrozumiał, że nie będzie już piłkarzem mającym w Barcy taki status, jaki miał tam w swoim pierwszym czy trzecim sezonie - podkreślił dziennikarz.
Staszewski nie ma wątpliwości - Lewandowski źle znosi sytuację, gdy jeszcze nie jest, bądź przestaje być gwiazdą swojego klubu. Tak było w Zniczu Pruszków, tak było w Lechu Poznań, tak było w Borussii Dortmund, tak było w Bayernie Monachium. I tak jest dziś w FC Barcelonie.
- To jest bardzo powtarzalny schemat, który działa od lat: doceniony, dopieszczony Robert jest szczęśliwy, a Robert któremu brakuje uwagi, miewa humory. Widać przecież, że Hansi inwestuje w młodszych zawodników, to z nimi buduje swoje relacje. To jednak naturalne. Lewandowskiego zapewne zaczął jednak drażnić fakt, że nikt nie rozmawia z nim o jego przyszłości. Ani Deco, ani Laporta, ani nawet Flick - powiedział dziennikarz.
Czy Robert Lewandowski zostanie w klubie ze stolicy Katalonii? Wiele wskazuje na to, że nie. Zwłaszcza że w kolejce po podpisanie kontraktu z 37-letnim polskim snajperem ustawiły się Juventus, AC Milan, Chicago Fire i kluby z Arabii Saudyjskiej. Saga jednak wyjaśni się najpewniej dopiero latem.
Zobacz też: Enrique nie mógł uwierzyć w to, co widział. "Nigdy nie doświadczyłem"