Klub ze 180-tysięcznego miasta idzie na puchary. Wszyscy ich nienawidzą

- Żaden zdrowy na umyśle człowiek nie oglądałby meczu Getafe. Normalni ludzie uznaliby to za obrzydliwe - powiedział Xavi, były piłkarz i trener FC Barcelony. Drużyna Getafe od ponad 10 lat jest najbardziej znienawidzoną w Hiszpanii.
Getafe
Screen YouTube - LALIGA EA SPORTS

"Powiedzenie, że mecz z rywalem jest tak samo przyjemny jak wizyta u dentysty, wymyślił hiszpański trener Joaquin Caparros, by oddać, jak bardzo nie lubi mierzyć się z Barceloną. Teraz hiszpańskie media wykorzystują to zgrabne porównanie w kontekście Getafe. 'To nowy dentysta ligi' - pisze El Pais. Przyjmuje na obrzeżach Madrytu, na skromnym stadionie Coliseum Alfonso Perez. Bordalas nie ma problemu, by nakłaniać piłkarzy do faulowania największej gwiazdy rywala. A już mądry taktyczny faul to zagranie, którym zaimponować mu najłatwiej. Jego piłkarze faulują najczęściej w Europie - średnio 20 razy w meczu. Nie robią rywalom krzywdy, ale nieprawdopodobnie irytują. A gdy mają pozytywny wynik, zaczynają wybijać piłkę w trybuny i długo zwlekać przed wznowieniem, przedłużają i przeciągają, jak tylko się da. I niby nie jest to w futbolu nic nowego, ale oni doprowadzili to do skrajności. Wyliczono, że co mecz kradną w ten sposób około 35 minut!" - pisał pięć lat temu Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl o fenomenie Getafe.

Zobacz wideo Żelazny mocno o trenerze Arsenalu: Arteta to trener z Instagrama

Nienawidzą Getafe od 10 lat

Od tamtego czasu absolutnie nic się nie zmieniło. Getafe to wciąż drużyna, którą wciąż okropnie się ogląda, zespół jest znienawidzony za swój brudny styl gry i prowokacje. - Źle się tam gra. Ciągle machasz głową w prawo i lewo tak jak podczas meczu tenisowego. Dla mnie to niesamowite, że można skupiać się tylko na wyprowadzaniu moich zawodników z równowagi - mówił w ubiegłym sezonie Hansi Flick, trener FC Barcelony po wyjazdowym meczu z Getafe, który zakończył się remisem 1:1. Bordalas wciąż nasłuchuje się od wielu trenerów rywali, że gra prymitywnie, że prowadzi rzeźników, a nie piłkarzy.

"Dlaczego wszyscy nienawidzą Getafe? Kompletny zbiór grzechów. Zjawisko antyfutbolowe" - to tytuł artykułu z najnowszego, długiego artykułu, który napisał Timur Bokov z rosyjskiego Sports.ru. 

Od razu na wstępie cytuje on mocne komentarze, jakie padły pod adresem Getafe. 

- Żaden zdrowy na umyśle człowiek nie oglądałby meczu Getafe. Normalni ludzie uznaliby to za obrzydliwe - powiedział Xavi, były piłkarz i trener FC Barcelony. - To nie jest piłka nożna. Prowokują i wszczynają bójki, ale przy najmniejszym dotknięciu kładą się na ziemi i narzekają. Szanuję i jednocześnie nienawidzę tej drużyny - dodał mocno Sergio Camello, piłkarz Rayo Vallecano. 

"Oglądałeś kiedyś choć jeden mecz Getafe? To wiesz, o czym mówię. Getafe to drużyna niekończących się fauli i podstępnych ataków. To daje 5-6 żółtych kartek na mecz, jeśli sędzia jest w dobrym humorze. Z nimi praktycznie nie ma czasu na grę, bo piłkarze Getafe spędzają pół godziny, wijąc się na boisku. Rezerwowi w meczu z Getafe cieszą się, że nie ma ich na boisku. Biedni zawodnicy w wyjściowym składzie cierpią psychicznie i fizycznie. To jest Getafe. Klub jest najbardziej znienawidzoną drużyną w Hiszpanii od 10 lat" - pisze Bokov. 

Zwraca on uwagę, że Getafe na swój sposób jest wyjątkowe. Dlaczego? Po pierwsze zespół ten to najbardziej bezpośrednia drużyna na świecie, ma 69,1% celności podań, co jest zdecydowanie najniższym wynikiem w czołowych ligach. 

"To konsekwencja ich stylu gry: bombardują cię trudnymi, długimi podaniami i nawet nie próbują grać na krótkich dystansach. Czy to brak pomysłów? Nie. Getafe przemyśla każde długie podanie. Na różnych etapach odpowiadali za nie różni zawodnicy: na początku lat 20. XXI wieku byli to boczni obrońcy; teraz to skrajni środkowi obrońcy tego trio. W drużynie jest tylko dwóch piłkarzy ze skutecznością podań na poziomie 50% lub wyższym: pomocnicy Luis Milla i Mario Martín" - czytamy w Sports.ru. 

Po drugie, Getafe to potwór pressingu i drużyna, która naprawdę potrafi się bardzo dobrze bronić i nie tracić bramek nawet w starciach z najmocniejszymi drużynami La Ligi.

"Bordalas nigdy nie odchodzi od zwartego ustawienia 4-4-2, by naciskać. Nie naciskają środkowymi obrońcami, ale środkiem pola. Jeśli widzą zielone światło, naciskają aż do bramkarza. Jeśli nie, szybko się cofają. Getafe nie naciska dla samego pressingu. Każdy ruch jest przemyślany taktycznie. Bordalas nie tylko kontroluje ataki przeciwnika i posyła długie podania, ale też skutecznie blokuje rywali w pobliżu własnej bramki. Getafe wie, jak zaparkować autobus i bronić się bardzo głęboko" - uważa Bokov. 

Po trzecie to coś, co rywale najbardziej nie lubią, czyli fakt, że Getafe specjalizuje się w faulach taktycznych. 

W ostatnich latach byli najczęściej faulującą drużyną w Hiszpanii i zazwyczaj wykorzystują to narzędzie niezwykle skutecznie. To narzędzie, rzeczywiście. Getafe używa go, aby zwolnić tempo i zyskać czas na przegrupowanie. Getafe zmusza rywali do gry w niewygodnych warunkach: pressing, prowokacje i faule. Jedynym aspektem, za który nie można pochwalić Bordalasa, jest to, że Getafe prowokuje rywali do faulowania. Wyrzucenie z boiska w meczu z Getafe nie jest rzadkością. To obrzydliwa metoda, ale skuteczna" - pisze Bokov. 

Ostatni raz, kiedy Getafe grało "normalnie" było bardzo dawno temu, bo w 2006 roku. Wtedy zespół przejął niemiecki szkoleniowiec Bernd Schuster. Teraz brzmi to zabawnie, ale Getafe wtedy grało naprawdę ofensywnie. Wtedy zespół ten potrafił w półfinale Pucharu Króla pokonać u siebie FC Barcelonę aż 4:0, która miała już w składzie młodych, piekielnie zdolnych Messiego, Iniestę i awansować do finału (w I meczu Barcelona wygrała 5:2). 

- To był najwspanialszy mecz w historii skromnej drużyny. Po nim zdałem sobie sprawę, że zakochałem się w drużynie całym sercem. Moja żona zazdrościła mi związku z Getafe, bo nawet nie kryłem swojej pasji. Gdybym mógł, ożeniłbym się z tym klubem. Żartuję. Kochanie, nie czytaj tego wywiadu - mówił wtedy Angel Torres, prezes Getafe. Jego zespół co prawda przegrał finał Pucharu Króla z Valencią, ale awansował do rozgrywek ówczesnego Pucharu UEFA. Kibice mieli jednak powody do smutku, bo Schuster wybrał ofertę Realu Madryt.

Getafe przejął Michael Laudrup i w pierwszym sezonie postraszył wielki Bayern Monachium, przegrywając z nim w 1/4 finału w rewanżu po dogrywce. W 2020 roku zespół był w 1/8 finału Ligi Europy, odpadając w dwumeczu z Interem Mediolan.  

Zobacz także: Tak grał Lewandowski z Getafe. "Jakby wyrzucali go z klubu nocnego"

Teraz Getafe po 32 kolejkach La Ligi ma 44 punkty i jest na szóstym miejscu, które gwarantuje udział w rozgrywkach Ligi Konferencji. 

"Fenomen Getafe jest niezwykle wielowymiarowy. Są przerażający w stylu, ale zadziwiają osiągnięciami jak na drużynę ze środka tabeli. Przetrwają, jak mogą, ale nigdy nie rezygnują ze swoich ambicji, by osiągnąć coś więcej. Getafe to niesamowita drużyna. Cierpieli przez całą swoją historię. Potem przyszedł Schuster. Laudrup miał chwilę geniuszu. A potem wrócili na dno. Bordalas stał się ich zbawieniem. Kiedy ludzie nienawidzą Getafe, zawsze wspominają o faulach. Ale nigdy o ich historii" - puentuje Bokov.

Więcej o: