33, 26 i 42 - tyle bramek zdobywał Robert Lewandowski w pierwszych trzech sezonach w FC Barcelonie. Był wyraźnie najlepszym strzelcem klubu i cieszył się dużym zaufaniem zarówno u Xaviego, jak i Hansiego Flicka. W tym sezonie tak dobrze już nie jest. Ma 17 trafień i zajmuje dopiero trzecie miejsce. Wyprzedza go m.in. Lamine Yamal, absolutny lider zespołu. Czy ta sytuacja boli Polaka? Jak wyglądają jego relacje z młodym Hiszpanem? Jak zmieniły się na przestrzeni lat?
Nieco więcej o tym w rozmowie z TVP Sport opowiedział Guillem Balague. Wskazał, jak wyglądała sytuacja, gdy Polak przyszedł do klubu ze stolicy Katalonii, będąc wielką gwiazdą, zdecydowanie największą i najbardziej doświadczoną, a jak wygląda teraz. - Robert przeszedł przemianę - mówił wprost dziennikarz i wskazał, na czym ona polegała. - Gdy podpisał kontrakt, nie należał do świata Barcelony. Był powyżej i to znacznie. Musiał obniżyć kilka poziomów, by się odnaleźć - zaczął.
- To, jak bardzo chciał dołączyć do klubu, błyskawicznie zbudowało mu reputację u fanów. Ale coś się stało, gdy generacja Yamala pojawiła się w zespole. Robert chciał, by wszyscy patrzyli na niego jak na gwiazdę, lidera zespołu. Tego, który dostaje piłkę i ustawia grę po swojemu, a inni na to pracują. Doszło do zderzenia - ujawnił dziennikarz. Co takiego się wydarzyło? - Było widać, jak Lewandowski macha rękami, gdy Lamine nie podaje mu piłki - zdradził. A jak wygląda teraz sytuacja?
- Zdał sobie sprawę, że Lamine pomoże mu w wygrywaniu. "Tak, nie będę supergwiazdą jak gdzie indziej i muszę się do tego zaadaptować". Zrobić to w wieku trzydziestu kilku lat jest wyjątkowe i to wzbudziło szacunek u kibiców, którzy także dzięki temu zobaczyli w Robercie gwiazdę - podkreślał dziennikarz. - Teraz doszedł do punktu, w którym nie jest piłkarzem grającym zawsze, ale cieszy się wielkim zaufaniem Hansiego Flicka. Tylko czy wciąż może być ważny? Tu jest znak zapytania, a futbol ma bardzo krótką pamięć. Teraz fani widzą, że może jest kimś, kto ma problem z dorastaniem do poziomu potrzeb Barcelony, może powinniśmy kupić Juliana Alvareza. Taka jest trajektoria Lewandowskiego w Barcelonie - dodawał.
Zobacz też: Oto dlaczego Messi obraził się na Lewandowskiego. "Zabrakło szacunku".
Jak na razie nie wiadomo, jaka przyszłość czeka polskiego napastnika. Nie podjął jeszcze decyzji, gdzie będzie grał w przyszłym sezonie i czy w ogóle. Podkreślał zawsze, że dobrze czuje się w Hiszpanii, podobnie jak jego rodzina. Sama Barcelona chciałaby zatrzymać 37-latka. Ba, kataloński "Sport" informował nawet, że klub może sprzedać bezpośredniego konkurenta Lewandowskiego, by znaleźć pieniądze na zatrzymanie Polaka.
- Muszę to poczuć. Muszę zacząć to czuć, wtedy będzie mi łatwiej, kiedy będziemy rozmawiać o mojej przyszłości. Decyduję, w którą stronę chcę iść, tylko wtedy, gdy czuję to. Na razie nie wiem i nie myślę o tym. To nie ten moment - mówił ostatnio Lewandowski. Już w środę 8 kwietnia najpewniej ponownie zobaczymy go na murawie. Tego dnia odbędzie się pierwszy z dwóch meczów Barcelony z Atletico Madryt w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów.