Robert Lewandowski jest zawodnikiem FC Barcelony od lata 2022 roku. Przyszedł na Camp Nou w glorii bohatera Bayernu Monachium. Tuż po sezonie, w którym w 46 spotkaniach zdobył 50 goli i miał siedem asyst. Jednak początki w stolicy Katalonii nie były dla "Lewego" łatwe.
W Monachium Robert Lewandowski zdobył wszystko, co można było, niekiedy po kilka razy. Stał się klubową legendą. Zdobywając w sezonie 2020/21 41 bramek w Bundeslidze, pobił niemal 50-letni rekord słynnego Gerda Muellera. Pod względem wywalczonych trofeów ukoronowaniem obecności Lewandowskiego w stolicy Bawarii było zwycięstwo w Lidze Mistrzów w sezonie 2019/20.
Lewandowski do Barcelony trafił w 2022 roku. Był już po wielkich sukcesach, ale pozostawał głodny kolejnych. Przejście do La Ligi miało otworzyć zupełnie nowy rozdział w jego przebogatej karierze. Czy jego zadania miały wykraczać poza byciem boiskowym liderem i w młodej szatni Barcelony Lewandowski miał również pełnić funkcję mentora?
- Nie jestem do końca przekonany co do tego. Zresztą chyba on też, o czym świadczyły te momenty, gdy Lewandowski wymachiwał rękoma po tym, jak Lamine Yamal nie podawał mu piłki. Na początku wszyscy mieli wrażenie, że Lewandowski wyświadczył Barcelonie pewną przysługę, bo wtedy oni nie byli w stanie podpisać wielkich nazwisk ze względu na problemy finansowe. I tak to przedstawiono mediom - powiedział hiszpański dziennikarz Guillem Balague w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet".
- Ale myślę, że on tu przyszedł z myślą, że będzie gwiazdą numer 1 w jednym z największych klubów świata. Na miejscu zderzył się z chłopakami, którzy mieli dużo zabawy, śmiechu. Zachowywali się jak dzieci w przedszkolu. I myślę, że on nie do końca wszedł w ten klimat. Nie sądził, że będzie tu ktoś większy od niego. Z kolei Lamine nie chciał, żeby traktować go jak dziecko - dodał.
Kapitan reprezentacji Polski nie odnajdywał się w nowym otoczeniu, które nie do końca spełniało jego wysokie oczekiwania. Balague przyznał, że początkowo iskrzyło na linii Lewandowski-Yamal, ale spore problemy pojawiły się też we współpracy z poprzednim szkoleniowcem "Blaugrany".
- Poprzedni trener, Xavi Hernandez, nie był z niego zadowolony, chciał się go pozbyć. Było między nimi sporo zgrzytów. Lewandowski uważał, że drużyna nie jest należycie przygotowana, z drugiej strony Robert nie zachowywał się odpowiednio. Nie wiem, co to znaczy, ale tak mówili członkowie sztabu. Czuli, że Lewandowski ich nie szanuje, a on z kolei uważał, że oni nie są na najwyższym poziomie - powiedział Balague.
Co sprawiło, że Robert Lewandowski zmienił swoje podejście? W maju 2024 roku nowym trenerem Barcelony został Hansi Flick, a więc były szkoleniowiec Bayernu Monachium, w którym brylował kapitan reprezentacji Polski.
- Flick uzmysłowił mu, że to, co prawda, są młodzi ludzie, ale oni rozumieją grę. Wyjaśnił, że tacy chłopcy, jak Lamine czy Gavi, sprawią, że będzie lepszy. Z drugiej strony Lewandowski z czasem doszedł do wniosku, że nie jest już tym zawodnikiem, którym był kiedyś i że jednocześnie Lamine ma ogromną wartość - przyznał Hiszpan.
- Yamal nazywa Lewandowskiego "Abuelo" czyli "Dziadek". I na pewno jest szacunek z obu stron. Z pewnością Lewandowski nie jest starszym bratem dla zawodników, nie jest liderem. On jest snajperem, chce wykorzystać swoje okazje - dodał Balague.
Robert Lewandowski w barwach Barcelony rozegrał dotąd 184 spotkania, zdobył 117 goli i miał 23 asysty.
Przed kapitanem reprezentacji Polski kolejne ważne zadania. Już w czwartek 26 marca o godzinie 20.45 Lewandowski z reprezentacją Polski zmierzy się z Albanią w pierwszym meczu barażowym o udział w mistrzostwach świata. Jeśli Polacy wygrają, wówczas 31 marca powalczą o wyjazd do Ameryki Północnej ze zwycięzcą pary Ukraina-Szwecja.
Zobacz też: Koniec odwiecznej dyskusji. Czy Polska jest skazana na trójkę stoperów?
Zapraszamy do śledzenia meczów naszej reprezentacji na żywo na stronie Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.