Już 15 marca odbędą się wybory prezydenckie w FC Barcelonie. Joan Laporta, który piastuje urząd od 2021 roku, walczy o utrzymanie władzy w klubie ze stolicy Katalonii. Oprócz niego w walce o stołek jest Victor Font, który ubiegał się o elekcję już w 2018 roku. Do tej pory wyraźnym faworytem wydawał się być obecny prezydent "Barcy", którego poparł m.in. Robert Lewandowski.
Teraz jednak sytuacja może ulec diametralnej zmianie na korzyść Fonta. Wszystko ze względu na obszerny wywiad, którego na łamach La Vanguardii udzielił były piłkarz i szkoleniowiec "Dumy Katalonii" Xavi Hernandez. 46-latek wprost uderzył w Laportę i postanowił ujawnić, co tak naprawdę dzieje się wewnątrz klubu.
- Chcę opowiedzieć swoją prawdę. Po odejściu zdecydowałem się nie składać żadnych oświadczeń z szacunku do Barcelony. Ludzie wiedzą, jak bardzo kocham ten klub, cała moja rodzina jest culé - zaczął cytowany przez serwis fcbarca.com. - Narracja, którą przedstawia klub, jest całkowicie fałszywa i czuję potrzebę, żeby się wytłumaczyć. Noszę to w sobie i muszę to wyjaśnić - dodał.
Listę grzechów obecnego zarządu Barcelony rozpoczęła forma rozstania się ze 133-krotnym reprezentantem Hiszpanii, za którego plecami rozmawiano z Hansim Flickiem. Jak się okazuje, niemiecki trener miał nawet spotkać się z Xavim w tej sprawie.
- Przyszedł przeprosić, kiedy zapytałem go, czy klub rzeczywiście rozmawiał z nim w czasie, gdy ja wciąż byłem trenerem. To było w tamtych dwóch–trzech tygodniach, kiedy klub już zdecydował się mnie zwolnić, ale nikt nie powiedział mi tego wprost. Przeprosił, rozmawialiśmy ponad dwie godziny. Klub powiedział mu, żeby nic mi nie mówił, dlatego przyszedł do mnie do domu. To dobry człowiek, bardzo szlachetny i cieszę się, że mu się powodzi - przyznał Hernandez, który wyłożył karty na stół i zdradził, kto tak naprawdę rządzi w klubie.
- (Laporta - red.) zwolnił mnie jako trenera, nie mówiąc mi prawdy, pod wpływem osoby, która – moim zdaniem – stoi ponad prezydentem, czyli Alejandro Echevarríi (byłego szwagra Laporty). Innymi słowy, to Alejandro zdecydował o moim odejściu. Tak działa ta Barcelona – w praktyce rządzi nią Alejandro Echevarría. Był kimś, z kim miałem bardzo bliską relację, wręcz przyjaźń. Dlatego to największe rozczarowanie mojego odejścia z klubu. Zawiódł mnie całkowicie - powiedział.
Punktem kulminacyjnym miały być porażki z Paris Saint-Germain w Lidze Mistrzów oraz z Realem Madryt w lidze. Xavi twierdzi, że był przekonywany do pozostania w klubie, ale po porażce z mistrzami Francji kompletnie zmieniono zdanie.
- W tamtym momencie zadzwonił Alejandro. Pamiętam to dobrze, bo schodziłem właśnie ze szkoły z dziećmi. Powiedział mi, że musimy się spotkać, bo odbyło się posiedzenie zarządu i większość nie widzi jasno mojej dalszej pracy. Alejandro powiedział, żebym przyjechał do ośrodka treningowego. Odpowiedziałem, że nie ma problemu, bo przecież sam wcześniej mówiłem, że odejdę i nie muszę koniecznie zostawać - opowiadał.
- Laporta – który później też nie powiedział prawdy – przekonał mnie, żebym został. Powiedział mi dosłownie: "Xavi, nie wyobrażam sobie drużyny bez ciebie, nie wyobrażam sobie nowego Camp Nou bez ciebie, nie wyobrażam sobie 125. rocznicy klubu bez ciebie jako trenera". Ponieważ wciąż miałem motywację i widziałem wielką przyszłość zespołu z tak utalentowanym pokoleniem młodych piłkarzy, uznałem, że dam radę. Poprosiłem tylko o jedną zmianę w kadrze - wyjawił.
Zdaniem katalońskiego trenera w klubie prowadzono narrację, która miała na celu pozbycie się go. Mówiono między innymi o fatalnym przygotowaniu fizycznym, choć według Xaviego dane pokazują, że od 2003 roku nie było zespołu "Barcy", który biegałby więcej niż ekipa, która w 2023 roku sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii.
- W tamtym momencie zapytałem go (Echevarríię - red.), jaka właściwie jest jego funkcja, bo na spotkaniu byli też Deco, dyrektor sportowy, oraz Bojan, jego zastępca. Wtedy zdecydowano, że nie będę kontynuował pracy, ale zamiast powiedzieć mi to wprost – "jesteś zwolniony" – minęły jeszcze dwa albo trzy tygodnie.
Kolejnym problemem okazały się być decyzje transferowe i personalne. Xavi przede wszystkim ma za złe Laporcie to, w jaki sposób potraktował dyrektorów sportowych w postaci Jordiego Cruyffa oraz Mateu Alemany'ego. Jego zdaniem wówczas zespół przestał się rozwijać.
- Odchodził Busquets, poprosiłem o transfer Zubimendiego i powiedziano mi, że nie ma pieniędzy. Potem Jordi Cruyff odszedł, bo był lekceważony – syn Cruyffa, a oni przecież noszą sztandar cruyffizmu... Powiedziałem wtedy: "Jak to możliwe? Przecież właśnie wygraliśmy ligę". Po półtora miesiąca pozbyto się Mateu Alemany’ego. W tamtym momencie ja też powinienem odejść. Dopóki mieliśmy kontrolę nad projektem, drużyna się rozwijała. Gdy zaczęli decydować oni, zespół – nieprzypadkowo – zaczął się cofać - stwierdził.
W klubie szerzono kult niechęci do Xaviego. 46-latek, który został trenerem kilku swoich byłych kolegów z zespołu, miał być obiektem rozmów z niektórymi z nich. Echevaríia ponoć wmawiał im, że trener chce się ich pozbyć z zespołu.
- Rozpętano przeciwko mnie medialną kampanię, a co gorsza i bardziej rozczarowujące – Alejandro rozmawiał z piłkarzami, takimi jak Sergi Roberto, Araújo, Pedri czy Raphinha, mówiąc im, że chcę ich sprzedać. To nadal mnie boli, bo to nieprawda. Zrobiliśmy plan kadrowy, bo byliśmy bardzo ograniczeni przez zasady finansowego fair play, i rozmawialiśmy tylko o jednej sprzedaży. Planowaliśmy to z Jordim Cruyffem i Mateu Alemanym – chodziło o jednego zawodnika - powiedział Hernandez, nie zdradzając nazwiska.
- Ludzie muszą to zrozumieć – to moja historia. Jest nawet taki moment, kiedy Sergi Roberto, mój przyjaciel i kapitan drużyny, przychodzi do mnie i pyta: "Xavi, naprawdę nie chcesz, żebym został?". Odpowiedziałem mu, że jest dokładnie odwrotnie – że właśnie za obronę jego przedłużenia kontraktu jestem atakowany. Później powiedział mi, że Alejandro rozpowiadał to samo kilku zawodnikom - mówił Xavi, który zaznacza, że zależy mu wyłącznie na tym, aby kibice mieli świadomość tego, co dzieje się w klubie ze stolicy Katalonii.
Prawdziwą bombę były piłkarz odpalił jednak na sam koniec wywiadu. Mowa o powrocie Lionela Messiego do FC Barcelony. Powrocie, który nigdy nie nastąpił, choć miało się to wydarzyć trzy lata temu. Joan Laporta zaprzeczał, ale Xavi, który ma dobre relacje z Argentyńczykiem, stwierdził wprost:
- Prezydent nie mówi prawdy. Leo był już praktycznie zakontraktowany. W styczniu 2023 roku, po mistrzostwie świata, skontaktowaliśmy się. Powiedział mi, że chciałby wrócić i ja to widziałem. Rozmawialiśmy do marca i powiedziałem mu: kiedy dasz mi zielone światło, powiem prezydentowi, bo sportowo to ma sens. Prezydent zaczął negocjować kontrakt z ojcem Leo. Mieliśmy zielone światło od La Ligi, ale to prezydent wycofał się z całej operacji - wyjawił były trener.
- Laporta powiedział mi wprost, że jeśli Leo wróci, "zrobi mu wojnę" i nie może sobie na to pozwolić. Potem Leo przestał odbierać moje telefony, bo z drugiej strony powiedziano mu, że transfer nie jest możliwy. Zadzwoniłem do jego ojca i powiedziałem: "to niemożliwe". A on odpowiedział: "porozmawiaj z prezydentem". Przez pięć miesięcy rozmawialiśmy z Leo, wszystko było gotowe – sportowo nie było żadnych wątpliwości, ekonomicznie też, bo graliśmy na Montjuïc. Plan był taki, by zrobić "last dance" jak u Jordana - dodał.
Xavi Hernandez wyraził także poparcie formalne dla Victora Fonta. Mimo to, nie planuje powrotu do Barcelony. - Myślę, że już nigdy nie wrócę do Barcelony. Swoją historię w klubie przeżyłem jako piłkarz i trener. Teraz moim celem jest opowiedzieć prawdę. Leo nie wrócił do Barçy, bo prezydent tego nie chciał – nie z powodu LaLigi ani pieniędzy. To była decyzja prezydenta i jego otoczenia - zakończył.
Nowe światło rzucone na relacje wewnątrzklubowe oraz kwestie transferowe sprawiają, że Joan Laporta może czuć się poważnie zagrożony w nadchodzących wyborach. Decydujący głos będą mieli kibice, którzy z pewnością wezmą pod uwagę słowa Xaviego.
Zobacz też: Hiszpanie nie mają litości dla Lewandowskiego