Barcelona długo męczyła się w hicie. W końcu Flick wprowadził Lewandowskiego

Zwycięstwo FC Barcelony na San Mames, ale po wielkich męczarniach! Dopiero wpuszczenie Pedriego w drugiej połowie ożywiło grę Katalończyków. I to właśnie Hiszpan był autorem pięknej asysty do Lamine'a Yamala, który zdobył decydujące trafienie. Na boisku pojawił się też kontuzjowany Robert Lewandowski, ale gola strzelić mu się nie udało.
SOCCER-SPAIN-ATH-BAR/
Fot. REUTERS/Vincent West

"Brakowało Roberta Lewandowskiego. W takich grach, gdzie każdy szczegół ma znaczenie, napastnik jego klasy zamienia kontrolowaną grę w grę z wyrokami. (...) Panowało wrażenie, że tego noża, który kończy, gdy przeciwnik jest już na linach, brakuje" - pisał kataloński "Sport" po meczu FC Barcelony z Atletico Madryt w Pucharze Króla (3:0). Ferran Torres nie podołał wtedy wyzwaniu, dlatego media spekulowały, że w sobotni wieczór, w meczu z Athletikiem Bilbao, zasiądzie na ławce, a za niego wejdzie Polak. Tym bardziej że 37-latek jest już w stanie grać - w spotkaniu z ekipą z Madrytu pauzował z powodu złamania kości oczodołu. A jednak, Hansi Flick zadecydował inaczej. 

Zobacz wideo Kosecki o transferze Kapuadiego: To po prostu pokaz siły Widzewa. Ale przepłacili

Energiczny początek, a potem zjazd. Barcelona zaskakująco bezradna

Faworytem meczu była Barcelona. To lider La Liga. Dodatkowo w tym sezonie Katalończycy mierzyli się z Athletikiem dwukrotnie i tyle też razy odnieśli wysokie wygrane. W rundzie jesiennej wygrali 4:0, a w styczniu w półfinale Superpucharu Hiszpanii aż 5:0. Kibice i eksperci spodziewali się więc, że mimo gry na terenie rywala, to zawodnicy Flicka odniosą przekonujące zwycięstwo. 

Jednak już w 1. minucie to Athletic był blisko wyjścia na prowadzenie! Fatalną, a zarazem dość szczęśliwą interwencję zaliczył Cancelo. Po jego wślizgu piłka zmierzała do bramki Barcelony. Ostatecznie... obiła poprzeczkę. Gdyby leciała troszkę niżej, Joan Garcia nie miałby szans na obronę i Portugalczyk zaliczyłby gola samobójczego.

Gospodarze nadal atakowali. Początek był naprawdę energiczny, a szanse mieli też piłkarze Barcelony. Tyle tylko, że brakowało dokładności, szczególnie Ferranowi. Podejmował błędne decyzje, piłka często odskakiwała mu od nogi. Zadania nie ułatwiała również defensywa z Bilbao, bardzo wpływając na budowanie akcji Katalończyków. 

Później piłkarze obu drużyn mocno wyhamowali, a tempo wyraźnie spadło. W ich grę wkradło się sporo niedokładności - szybko gubili piłkę, szczególnie w strefie środkowej boiska. Groźnych akcji było jak na lekarstwo i to po obu stronach. Po stronie Barcelony brakowało szczególnie zrywów Lamine'a Yamala, a Athletiku zrywów Inakiego Williamsa. Dodatkowo gospodarze już w 8. minucie zostali osłabieni. Kontuzji nabawił się Unai Gomez i nie był w stanie kontynuować rywalizacji.

Dopiero w końcówce znów nieco zakotłowało się na murawie, ale gole z tego nie padły, co było dość rozczarowujące. Okazje zmarnowali m.in. Ferran, Marc Bernal czy Robert Navarro. Trafić do siatki udało się tylko Williamsowi. Ale co z tego... był on na spalonym, więc trafienia nie uznano. Tak więc po 45 minutach na tablicy wyników był bezbramkowy remis.

Zobacz też: Ależ wejście Zalewskiego w Serie A! Odmienił losy meczu. 

Cudowne trafienie Yamala. Chwilę wcześniej wszedł Lewandowski

Kibice mocno ściskali kciuki, by w drugiej połowie zawodnicy w końcu zaczęli trafiać. Czy ich życzenia zostały wysłuchane? Flick mocno chciał, by tak się stało, dlatego już na początku wpuścił Pedriego, wielkiego kreatora. I było widać poprawę w grze. Pomocnik szybko napędził atak, po którym groźny strzał oddał Marcus Rashford, ale Unai Simon zaliczył udaną interwencję.

Później znów zaczął rozkręcać się Athletic. Kilka okazji miał Sancet, ale Garcia stał na straży. To głównie jemu Barcelona zawdzięczała czyste konto. Dlatego też w 62. minucie Flick zdecydował się przeprowadzić potrójną zmianę, stawiając mocniej na atak. Na murawie zameldował się m.in. Robert Lewandowski. Wesprzeć go mieli też Raphinha i Fermin Lopez.

Już pięć minut później Lewandowski oddał pierwszy strzał. Tyle tylko że został on zablokowany. Ostatecznie jednak bramka padła, ale jej autorem nie był Polak. W 68. minucie kapitalne podanie do Yamala posłał Pedri. Hiszpański skrzydłowy przyjął piłkę, ułożył ją sobie na lewą nogę i oddał strzał. Jak się okazało, nie do obrony. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki. Flick miał więc nosa, by zostawić Yamala na boisku i wpuścić Pedriego.

Athletic nie zamierzał się poddawać i próbował sił dalej. Był jednak przy tym bardzo niedokładny. Znakomite okazje marnował m.in. Sancet. Kibice gospodarzy wierzyli do końca, ale losów meczu odwrócić się już nie udało.

Athletic Bilbao - FC Barcelona 0:1

Strzelcy: Lamine Yamal (68')

Zwycięstwo Barcelony pozwoliło jej powiększyć przewagę nad Realem Madryt do tej, która była przed 27. kolejką. Wynosi cztery punkty. A co z Athletikiem? Pozostał na dziewiątej lokacie. Miejsce w europejskich pucharach w kolejnym sezonie się oddala.

Więcej o: