Sytuacja Realu Madryt jest coraz bardziej skomplikowana. Dotykają go kolejne kontuzje. Linia defensywy klubu prawie w ogóle nie istnieje. Poza placem gry pozostają m.in. Dani Carvajal, Eder Militao, Ferland Mendy czy Trent Alexander-Arnold. To też ma wpływ na wyniki zespołu, bo ten stracił prowadzenie w tabeli La Liga. Przed niedzielnym meczem strata do lidera, FC Barcelony, wynosiła aż siedem punktów.
Tego dnia Real grał na wyjeździe z Deportivo Alaves. Na murawę wrócił już Kylian Mbappe i kibice liczyli, że pomoże on w odniesieniu zwycięstwa, a przede wszystkim strzeli gola. I finalnie Francuz wpisał się na listę strzelców. Ba, otworzył wynik spotkania. W 24. minucie dostał kapitalne podanie od Jude'a Bellinghama, popędził z piłką na skraj pola karnego i oddał strzał nie do obrony. Ten gol dał madrytczykom nieco spokoju. Do przerwy więcej trafień kibice nie widzieli.
W drugiej połowie Deportivo odpowiedziało. W 69. minucie bramkarza Realu pokonał Carlos Vicente. Drużyna Alonso nie zamierzała jednak odpuszczać. Siedem minut później błysnęli Vinicius Junior i Rodrygo. Drugi z Brazylijczyków umieścił piłkę w siatce, co dało jego zespołowi zwycięstwo.
Wygrana z Deportivo Alaves pozwoli "Królewskim" nieco odetchnąć. Klub umocnił się bowiem na pozycji wicelidera tabeli. Ma 39 punktów na koncie. Do FC Barcelony traci cztery "oczka". Powiększył też przewagę nad trzecim Villarrealem, który błyskawicznie się zbliża. "Żółta łódź podwodna" ma 35 punktów na koncie, ale aż o dwa mecze rozegrane mniej od czołówki.
Zobacz też: Włosi naprawdę napisali to o Zielińskim po meczu Interu. "Obowiązkowy wybór".