FC Barcelona w czwartkowym meczu z Espanyolem potrzebowała zwycięstwa, aby zapewnić sobie mistrzostwo Hiszpanii. Długo szło jej bardzo przeciętnie, impas przełamała dopiero za sprawą gola Lamine'a Yamala w 53. minucie. A w doliczonym czasie gry 17-latek zaliczył asystę przy trafieniu Fermina Lopeza, który nieco się zagalopował.
Oba barcelońskie kluby nie darzą się sympatią, czemu kibice zgromadzeni na RCDE Stadium dawali wyraz przez całe spotkanie (atmosferę podgrzała też czerwona kartka dla Leandro Cabrery za uderzenie Yamala w brzuch). I zapewne dlatego Lopez po bramce dał upust emocjom, tyle że przekraczając granice.
- S***cie - rzucił w kierunku miejscowych kibiców reprezentant Hiszpanii. I kilkukrotnie, a hiszpański dziennikarz Joseba Larranaga zwrócił uwagę na "szalony wyraz twarzy" patrzącego na trybuny zawodnika. - To jest absolutnie naganne. Teraz Barcelona będzie narzekać, że nie może świętować - komentował Larranaga w radiu COPE.
"Niepotrzebny gest w i tak już napiętej atmosferze, który zdaniem niektórych mógłby doprowadzić do starć, gdyby nie szybko podjęte działania" - podkreślono w artykule na stronie rozgłośni. W końcu po ostatnim gwizdku, gdy Barcelona zaczęła świętować tytuł, włączono zraszacze, a Hansi Flick kazał swoim piłkarzom zbiec do szatni.
Zobacz też: Oberwało się Yamalowi, za to co zrobił. "Teatr. Niszczymy piłkę"
Sam Lopez odniósł się do zamieszania w rozmowie z platformą Movistar. - Rozumiem, że to, co ostatnio wydarzyło się tutaj, jest normalne, ale nie krzywdzimy nikogo. Świętujemy nasz tytuł ligowy i nie okazaliśmy nikomu braku szacunku. Po prostu tak wyszło, że stało się to tutaj - komentował.
FC Barcelona zagwarantowała sobie mistrzostwo na dwie kolejki przed końcem La Ligi. Zostały jej jeszcze spotkania z Villarrealem (18 maja) oraz Athletikiem Bilbao (25 maja).