Wojciech Szczęsny w ostatnich miesiącach nie narzekał na nudę - po rozwiązaniu kontraktu z Juventusem ogłosił zakończenie kariery, aby jakiś czas później wznowić ją i dołączyć do FC Barcelony. Tam początkowo siedział na ławce rezerwowych, aż w końcu wskoczył do wyjściowego składu i raczej szybko to się nie zmieni.
W życiu Szczęsnego zawsze wiele się działo, o czym opowiedział on w obszernym wywiadzie dla klubowych mediów. Jego dzieciństwo nie było usłane różami. - Żyłem w raczej biednym miejscu Warszawy z bratem i mamą. Przez pierwszych kilka miesięcy mojego życia mój ojciec też tam był, potem odszedł i zostaliśmy we troje. To było bardzo pokorne wychowanie. Wszystko kręciło się wokół futbolu, każdą minutę naszego czasu wolnego spędzaliśmy z bratem w parku i graliśmy na piasku, dopóki się nie ściemniło. To jedna z niewielu rzeczy, którą pamiętam z dzieciństwa. Dobrze było mieć starszego brata, ponieważ mama pozwalała mi wychodzić z nim, gdy byłem bardzo, bardzo młody - wyznał.
84-krotny reprezentant Polski od zawsze chciał być zawodowym piłkarzem, lecz myślał o grze na zupełnie innej pozycji. - Od kiedy miałem 5-6 lat, marzyłem o grze w piłkę i występowaniu jako napastnik, co się nie spełniło. Żaden z nas (braci Szczęsnych - red.) za młodu nie był bramkarzem. Było tak, że w bramce stał otyły albo ten, który nie grał zbyt dobrze. Na boisku wszyscy byli starsi ode mnie, to byli przyjaciele mojego brata. Dla dziecka mającego 5-6 lat to był test, aby grać z dziewięciolatkami. Byłem trochę popychany, ale to była zabawa, to chciałem robić po powrocie z przedszkola lub szkoły - byłem ja, mój brat i bardzo stara piłka, która bardziej przypomniała balon - wspominał.
Szczęsny zawdzięcza futbolowi więcej, niż może się wydawać. - To wychowało mnie jako dzieciaka, piłka trzymała mnie z dala od kłopotów. Ja i brat jesteśmy jednymi z niewielu osób z tamtej okolicy, które nie miały problemów z prawem. Mama zapisała nas do akademii piłkarskiej, po szkole jechaliśmy prosto na zajęcia, potem wracaliśmy do domu i szliśmy spać. Nie ma w tym nic specjalnego, ale było miłe, mam bardzo dobre wspomnienia - powiedział.
Następnie 34-latek nieco więcej opowiedział o relacjach z bliskimi. - Mam nietypową relację z mamą. Otworzę się i powiem, że ona straciła pierwsze dziecko w wyniku wypadku, gdy (siostra - red.) miała 1,5 roku. Nie rozumiałem tego do czasu, gdy sam zostałem ojcem - przyznał.
Szczęsny zdobył się na szczerą refleksję. - Z bratem mieliśmy wiele wolności, mogliśmy iść, gdzie chcieliśmy i robić, co nam się podobało, a potem wrócić do domu o dowolnej godzinie, chociaż sądzę, że nigdy tego nie nadużywaliśmy. Znałem jej przeszłość, gdy byłem dzieckiem, ale nie rozumiałem tego. Gdy zostałem ojcem, zrozumiałem, że mój syn nigdy nie będzie miał takiego dzieciństwa, nie będzie samodzielnie chodził do parku z przyjaciółmi, bo się tego boję - być może robię źle. Wiedząc, jak dużą swobodę dała nam mama, uważam to za dosyć odważne z jej strony - stwierdził.
Zobacz też: Ter Stegen wraca do bramki. Szczęsny zdradził, jakie ma relacje z Niemcem
Czy zawodnik Barcelony ma znajomych, z którymi trzyma się od dziecięcych czasów do dziś? - Niewielu, również dlatego, że moja rodzina już tam nie mieszka. Jestem w kontakcie z kilkoma znajomymi ze szkoły, ale to nieduża grupa. Niektórzy z tamtych ludzi skończyli w więzieniu, więc bardzo trudno utrzymywać kontakt - wyjawił.
- Jestem dumny z tego, że udało mi się wyrwać. Nie wstydzę się, że tam byłem, ale cieszę się, że stamtąd wyszedłem. O wiele łatwiej jest zrobić "karierę" w handlu nielegalnym substancjami niż w piłce. Dobrze, że uniknęliśmy kłopotów - dodał.
A jak Szczęsny podchodził do nauki i ogólnie szkoły? - Nie dbałem o to. Czekałem na WF i spędzałem czas z przyjaciółmi. Dla nich lubiłem chodzić do szkoły, ale byłem jednym z tych dzieciaków, które mówili nauczycielom, że nic mnie nie obchodzi, bo zostanę piłkarzem - wypalił. Po czym zaznaczył: - Nie byłem najgorszy w szkole, ale nie przykładałem do tego wagi. Przy okazji mam radę dla dzieci: nie róbcie tak. Jest szansa, że nie zostaniecie piłkarzami i musicie mieć inny plan, lecz dla mnie to zawsze było naturalne.
Pod tym względem wzór mógł stanowić dla niego ojciec. - Ze względu na niego, utytułowanego bramkarza, wydawało mi się to naturalne. Nie było marzeniem wydającym się nie do osiągnięcia. Wiedziałem, jak mój ojciec to robi i nie widziałem, aby brakowało mi czegoś, co on ma. Byłem pewny, że tak się stanie. Z perspektywy czasu wydaje się to nierealistyczne, ale wtedy było to oczywiste - powiedział.
Z wiekiem jego marzenia nabierały coraz bardziej realnych kształtów. - Gdy miałem 12-13 lat, piłka była zabawą, po prostu lubiłem grać. Później zacząłem grać w regionalnym zespole, potem kadrze młodzieżowej i pojawiły się myśli, że możesz to robić na dobrym poziomie. Od tamtego czasu miałem sporo nieobecności w szkole ze względu na wyjazdy - wyznał.
- Byłem w szkole sportowej, trenowałem rzut oszczepem, skok wzwyż i inne rzeczy. Między 2003 a 2006 rokiem, kiedy wyjechałem do Londynu, bardzo koncentrowałem się na piłce i myślałem, że mam szansę. Bardzo wcześnie zacząłem trenować z pierwszym zespołem Legii, która była klubem moich marzeń. To dało mi kopa, aby się skoncentrować i zrobić coś dobrego ze swoim życiem. Nie mówię, że szkoła nie istniała, ale tak było w mojej głowie. Musiałem podążać za marzeniem. To było zobowiązanie, wiedziałem, że muszę to robić, ale wszystko kręciło się wokół piłki. Nie mówię, że już wtedy było to profesjonalne, bo nie było, ale chodziło o zrobienie kariery - zakończył.
Po owocnych latach spędzonych w Arsenalu, Romie i Juventusie Wojciech Szczęsny potwierdza dużą klasę w FC Barcelonie. Dotychczas rozegrał dla katalońskiego klubu 13 meczów, z których siedem zakończył z czystym kontem, a w pozostałych sześciu łącznie przepuścił 13 bramek. Z nim w bramce drużyna jeszcze nie przegrała (11 zwycięstw, dwa remisy).