- Robert Lewandowski strzelił dziś dla nas niezwykle ważnego gola. Jednak Ferran Torres świetnie spisał się we wcześniejszych rundach z Betisem i Valencią. Strzelał w tych meczach bramki i zasłużył, by wyjść dziś w podstawowym składzie - tak Hansi Flick tłumaczył posadzenie Polaka na ławce rezerwowych w półfinałowym spotkaniu Pucharu Króla z Atletico Madryt (4:4). To miało szalony przebieg i dopiero w 68. minucie na murawie pojawił się 36-latek. Już sześć minut później trafił do siatki, dzięki czemu przeszedł do historii. I okazuje się, że z dwóch powodów.
Gol z 74. minuty był 33. dla Lewandowskiego w tym sezonie. Tym samym wyrównał swoje najlepsze osiągnięcie w barwach Barcelony. W kampanii 2022/23 także zdobył tyle goli, ale potrzebował do tego 46 meczów, a teraz o 10 mniej. I nie ma wątpliwości, że wkrótce może pobić ten rekord. "Lata nie ciążą polskiemu 'zabójcy'. (...) Dla niego nie ma sufitu" - pisał kataloński "Sport".
A to nie koniec dobrych wieści. Okazuje się, że dzięki trafieniu z Atletico Lewandowski przeszedł też do historii klubu. Było to jego 92. trafienie w barwach Barcelony. Tyle samo w trakcie przygody z drużyną zdobył legendarny Justo Tejada - by to osiągnąć, potrzebował 194 meczów, a Polak 131. Tym samym Lewandowski awansował na 22. miejsce w klasyfikacji strzelców Barcelony.
I już wkrótce, a może nawet i w tym sezonie, może zanotować kolejny skok w górę. Tylko dwa trafienia więcej mają Jose Mari Bakero i Ronaldinho. Blisko jest też Pedro i Juan Manuel Asensi, bo mają odpowiednio 99 i 101 goli na koncie. Niewiele więcej trafień zanotował legendarny Neymar - 105. Niekwestionowanym liderem klasyfikacji strzelców pozostaje Leo Messi. Spędził niemal dwie dekady w pierwszej drużynie Barcelony, zdobywając aż 672 bramki.
Zobacz też: Media: Barcelona znalazła idealnego następcę Lewandowskiego.
I już w najbliższą niedzielę Lewandowski będzie miał okazję, by dołożyć kolejne trafienia. Tego dnia zmierzy się z Realem Sociedad. Istnieje duża szansa, że pojawi się na murawie już od pierwszych minut. Warto stawiać na Polaka, co pokazał m.in. wtorkowy mecz, kiedy to ledwie zameldował się na boisku i już strzelił gola.
Ten fakt doceniły m.in. hiszpańskie media. "Zdobył bramkę praktycznie pierwszym dotknięciem", "Był na boisku tylko chwilę, ale od razu podwyższył wynik na 4:2. To łatwe, gdy masz taki instynkt strzelecki", "Po niezliczonych próbach nieskoncentrowanego Ferrana strzał [Lewandowskiego - przyp. red.] z pola karnego wydawał się posyłać Atletico na deski" - pisały media, zaznaczając jednak, że Polak nie wykorzystał klarownej sytuacji po podaniu od Raphinhy.