Stało się! Lewandowski z historycznym osiągnięciem. "Dla niego nie ma sufitu"

Robert Lewandowski był jednym z bohaterów półfinałowego meczu Pucharu Króla z Atletico Madryt. Polak ledwie chwilę po wejściu na murawę wpisał się na listę strzelców, podwyższając wynik na 4:2, ale ostatecznie FC Barcelona tylko zremisowała 4:4. Mimo wszystko napastnik mógł być z siebie zadowolony. Wyrównał jeden z historycznych rekordów. A na tym zatrzymywać się nie zamierza i wkrótce może go pobić. "Dla niego nie ma sufitu" - zauważyła redakcja katalońskiego "Sportu".
SOCCER-SPAIN-BAR-RAY/REPORT
Fot. REUTERS/Albert Gea

Kibice byli świadkami absolutnie szalonego meczu na Stadionie Olimpijskim w dzielnicy Motjuić w ramach półfinału Pucharu Króla. Pierwsze sekundy należały do Atletico Madryt, które w zaledwie sześć minut wbiło dwa gole. I choć później FC Barcelona wzięła się do pracy, wyrównała wynik, ba zdominowała rywala i strzeliła jeszcze dwie bramki, to pod koniec spotkania znów obudziła się drużyna Diego Simeone. I tym razem to ona doprowadzili do remisu 4:4. Jedno z trafień w tym starciu zanotował Robert Lewandowski. Wszedł dopiero w drugiej połowie i w zaledwie sześć minut znalazł drogę do siatki (4:2). I choć jego gol nie wystarczył, by odnieść zwycięstwo, to sam Polak miał powody do zadowolenia. Dokonał historycznej rzeczy!

Zobacz wideo

Robert Lewandowski wyrównał własny rekord strzelecki w Barcelonie. Hiszpanie zachwyceni

W 74. minucie Lamine Yamal ośmieszył dryblingiem Reinildo, posłał piłkę między nogami Clementa Lengleta i ta powędrowała do Lewandowskiego. 36-latek nie miał najmniejszych kłopotów z wykończeniem akcji i z bliskiej odległości umieścił futbolówkę w pustej bramce. 

Było to jego trzecie trafienie w tej edycji Pucharu Króla, a 33 w sezonie we wszystkich rozgrywkach. I wydaje się, że Polak zapamięta je na długo. Pozwoliło mu bowiem wyrównać najlepsze osiągnięcie w barwach Barcelony.

W pierwszej kampanii dla tej drużyny, a więc 2022/23, także zdobył 33 gole. Tyle tylko, że był to wynik po 46 spotkaniach. Teraz potrzebował znacznie mniej gier, bo 36. A mamy dopiero luty, Lewandowski już wyrównał rezultat, co tylko pokazuje, w jak znakomitej formie się znajduje. I chyba nikt nie ma wątpliwości, że pobije to osiągnięcie. W końcu przed nim jeszcze około 15 spotkań!

"Lewandowski jest na dobrej drodze, by pisać historyczne rekordy. Lata nie ciążą polskiemu 'zabójcy'. (...) Dla niego nie ma sufitu" - podkreśliła redakcja katalońskiego "Sportu", która poświęciła cały artykuł osiągnięciu Polaka. "Znajduje się w szczytowej formie i ma pełne zaufanie Hansiego Flicka. Niemiec zna go bardzo dobrze już z czasów gry w Bayernie Monachium. W momentach, gdy Lewy był mniej natchniony, zawsze go bronił i chronił" - czytamy.

Zobacz też: Ancelotti całkowicie odstawił piłkarza Realu. Wymowne dziesięć minut. 

Lewandowski zmarnował pierwszą szansę. Przy drugiej już się nie pomylił. Teraz czas pobić rekord

O tym, że napastnik jest o krok od wyrównania kapitalnego wyniku z pierwszego sezonu, już kilka dni temu pisała ta sama redakcja. Liczyła, że Polak strzeli gola w meczu ligowym z Las Palmas (2:0). "Numer dziewięć w Barcelonie ma potencjał, by to zrobić. Jest zdeterminowany, by nadal tworzyć historię, nosząc koszulkę Barcelony" - pisała. Ale wtedy gola zdobyć się nie udało. Dokonał tego w miniony wtorek. 

I teraz stanie przed szansą, by pobić ten rekord. Pierwszą okazję będzie miał już w niedzielę 2 marca, kiedy to Barcelona zmierzy się z Realem Sociedad w La Liga. Początek o godzinie 16:15. Już teraz zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tego starcia na stronie głównej Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: