Atletico Madryt wyraźnie odżyło w tym sezonie i jest jednym z głównych konkurentów do mistrzostwa Hiszpanii. Od końca października drużyna Diego Simeone odniosła aż 15 zwycięstw z rzędu we wszystkich rozgrywkach. Dzięki temu wskoczyła na pierwszą lokatę w tabeli La Liga i wydawała się nie do zatrzymania. Aż nadszedł 18 stycznia i mecz z Leganes. Wówczas Atletico dość niespodziewanie przegrało 0:1 i rewelacyjna passa dobiegła końca. Taki wynik zaowocował też spadkiem w lidze na drugą lokatę - za plecy Realu Madryt. Mimo wszystko ekipa Simeone wciąż zachowała bezpieczną przewagę nad trzecią FC Barceloną.
W sobotnie popołudnie Atletico miało okazję, by nie tylko wrócić na fotel lidera, ale i powiększyć przewagę nad piłkarzami Hansiego Flicka - przynajmniej do czasu, aż Katalończycy i Real rozegrają własne spotkania. Czy madrycka ekipa skorzystała z okazji?
Zdecydowanie lepiej ten mecz rozpoczęli gospodarze, a więc Atletico. Dłużej utrzymywali się przy piłce i cierpliwie budowali akcje. Tyle tylko, że brakowało skuteczności. Defensywa Villarrealu bez większych problemów poradziła sobie ze strzałem m.in. Pablo Barriosa. I niewykorzystane okazje lubią się mścić, o czym boleśnie przekonała się drużyna z Madrytu.
W 28. minucie niebezpiecznym wślizgiem popisał się Reinildo Mandava, po czym sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Gerard Moreno i pokonał Jana Oblaka. Ta bramka nieco podcięła skrzydła Atletico. Piłkarze zaczęli popełniać błędy i łatwo tracili futbolówkę. Szczególnie niebezpieczna była strata Koke, ale na szczęście dla niego nie wykorzystał jej Moreno.
W 43. minucie doszło do dość kontrowersyjnej sytuacji, kiedy to po pojedynku z jednym z obrońców Villarrealu w polu karnym upadł Mandava. Domagał się wskazania na wapno, ale sędzia pokazał, by grać dalej. I tak pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gości.
A jak zaczęła się druga odsłona? Gra toczyła się od pola karnego do pola karnego. Lepiej prezentował się Villarreal, choć po kilku minutach obraz gry się zmienił i to Atletico częściej szukało okazji. Zamknęło rywali na ich połowie, co przyniosło efekt w 58. minucie. Z zamieszania w obrębie jedenastki gości skorzystał Samuel Lino i wpakował piłkę do praktycznie pustej siatki, doprowadzając do wyrównania.
Na tym gospodarze zatrzymywać się nie zamierzali, ale znów brakowało precyzji. Dodatkowo czujnie w obronie funkcjonował Villarreal. Pod koniec spotkania Atletico miało sporo okazji do zdobycia gola ze stałych fragmentów gry, szczególnie z rzutów rożnych, ale pokonać bramkarza Villarrealu się nie udało.
Dzięki remisowi Atletico nieco zbliżyło się do Realu Madryt (46 pkt). Strata wynosi już tylko jeden punkt. Warto jednak pamiętać, że drużyna Carlo Ancelottiego nie rozegrała jeszcze spotkania w 21. kolejce, więc różnica może się zwiększyć. Mecz mniej ma też Barcelona.
Atletico powiększyło nad nią przewagę do sześciu "oczek". Jednak remis to dobra informacja dla Katalończyków. Już w niedzielę będą mogli zniwelować stratę do piłkarzy Simeone do trzech punktów. Tego dnia zagrają z Valencią. A jak wygląda sytuacja Villarrealu? Pozostał na piątej lokacie - 34 punkty i w tej kolejce nikt go nie wyprzedzi.