Robert Lewandowski w swoim pierwszym sezonie w FC Barcelonie został królem strzelców La Liga, zdobywając 23 bramki. Od początku obecnych rozgrywek Polak należał do czołówki, ale tym razem wielu innych zawodników włączyło się do walki o prestiżową nagrodę. Finalnie najlepszy okazał się Artem Dowbyk.
Już po sobotnich zmaganiach w La Liga wiadomo było, że Dowbyk nie odda Trofeo Pichichi, a więc nagrody dla najlepszego strzela, nikomu z rywali. Ukrainiec zdobył hattricka w meczu Girony z Granadą i wyprzedził Alexandra Sorlotha o jedno trafienie i miał ich 24. By dogonić Dowbyka, Lewandowski w niedzielę potrzebowałby zdobyć aż sześć goli, czego nie przewidywali nawet najwięksi optymiści.
Kapitan reprezentacji Polski walczył jednak o wejście na podium, do którego brakowało mu jednego trafienia. Wyprzedzał go tylko Jude Bellingham z Realu Madryt z 19 golami na koncie. Napastnik Barcelony miał więcej asyst od Anglika, a więc potrzebował tylko się z nim zrównać, by go wyprzedzić.
Finalnie Lewandowskiemu udała się tak sztuka w meczu z Sevillą, w którym dał Barcelonie prowadzenie już w 15. minucie gry. Abdykujący król strzelców nie dołożył więcej trafień, ale wskoczył na ligowe podium. Z pewnością nie jest to dla niego satysfakcjonujące, ponieważ przez ostatnie sześć lat zawsze zostawał królem strzelców - pięc razy w Bundeslidze i raz w La Liga.
Ostatni raz kapitan reprezentacji Polski nie odebrał nagrody dla najlepszego snajpera w sezonie 2016/17, kiedy to w Bundeslidze wyprzedził go Pierre-Emerick Aubameyang z Borussii Dortmund. Gabończyk miał wówczas 31 goli, a Lewandowski 30, co dało mu drugą lokatę.